menda menda
81
BLOG

Odszczepieńcy - nowe celebrities

menda menda Polityka Obserwuj notkę 21

Jeszcze kilka wieków temu, w czasach gdy działała Święta Inkwizycja, taki Obirek, Bartoś czy Węcławski spotkaliby się z nieprzyjemnymi konsekwencjami: obowiązkiem noszenia worów pokutnych, ciężkich krzyży, udania się na przymusową pielgrzymkę do miejsca świętego lub publiczną naganą. Jeszcze gorzej by mieli, gdyby byli wyznawcami islamu. Tam bowiem nigdy nie było przelewek, o czym świadczy nakaz Koranu: "A jeśli się odwrócą, to chwytajcie i zabijajcie ich".

Ale dziś nie ma Świętej Inkwizycji, a islamiści narazie zajmują się nawracaniem zdezorientowanych Francuzów, więc tymczasowo apostaci, zamiast przywdziewać wory pokutne, stają się nad Wisłą autorytetami i korzystają z przychylności rodzimego salonu medialno - intelektualnego. Salon czyni ich prawdziwymi gwiazdami, pod tym wszakże warunkiem, że będą promować pojednanie polsko - żydowskie, dialog między religiami oraz wszelkie cywilizacyjne nowinki. Wszyscy wymienieni przeze mnie duchowni byli niekwestionowanymi celebrities Gazety Wyborczej. To oni występowali w dyskusjach teologicznych w imieniu duchowieństwa. Dziś wszyscy trzej zrzucili sutanny, a ich wystąpienia medialne jakie były, takie są. Świadczy to niewątpliwie o tym, że sutanna nie miała przesadnego wpływu na treści przez nich wypowiadane. Śmiem więc przypuszczać, że była rodzajem zasłony dymnej lub, jak mówią niektórzy "prania mózgów". A skoro koloratka była tylko konwenansem, to pozwolę sobie na pisanie o nich per "panowie".

Pan Bartoś zwrócił moją uwagę, gdy na łamach Gazety Wyborczej, dzierżąc w dłoni saksofon, obwieszczał, że "Matka Boska nie była dziewicą". Skoro więc duchowny katolicki nie wierzył w niepokalane poczęcie Maryi jako nielogiczne oraz jej dziewictwo, jako "biologicznie niemożliwe" i uznawał je tylko za alegorię niewinności, to co w takim razie ze Zmartwychwstaniem, które zgodnie z powszechną wiedzą biologiczną jest nie do przyjęcia? Tego nam pan Bartoś nie powiedział: albo koloratka zbyt mocno cisnęła, albo też nie byliśmy na to jeszcze przygotowani. W boskość Chrystusa zwątpił też pan Węcławski, a ponieważ był on autorem podręczników teologicznych pisanych własnym imieniem, ale pod szyldem kościoła katolickiego, to hierarchowie zaczęli się zastanawiać, czy im ktoś nie robił "kreciej roboty", więc polecili sprawdzić podręczniki Węcławskiego pod kątem skłonności do herezji.

I zaczęło się. Gazeta Wyborcza zadęła w trąby wolności słowa i uczyniła z pana Węcławskiego męczennika (podobnie jak wcześniej z Obirka i Bartosia, którzy co prawda z kościoła nie wystąpili ale w istocie zaprzeczyli dogmatom wiary katolickiej co de facto czyni ich odstępcami). Intelektualiści są o krok od podpisania osiemset czterdziestego piątego listu autorytetów, a studenci teologii ramię w ramię ze swoimi profesorami ostrzegają przed "powrotem indeksu ksiąg zakazanych". Gazeta, która znana jest z promowania dialogu i pojednania polsko - żydowskiego, w obronie głównych orędowników tego dialogu, wysłała w bój agenta specjalnego w osobie Jana Turnaua. Zresztą, jak tu w imię pojednania z Narodem Wybranym, nie bronić apostatów, którzy tak mocno chcieli się jednać ze "starszymi braćmi w wierze", że aż postanowili zrezygnować z dogmatu boskości Chrystusa, sprowadzając go do szeregu jednego z wielu proroków? Owóż Jan Turnał rzekł ostatnio w Wyborczej, że "'Ksiądz' Węcławski nie jest radykalnym teologiem". No, proszę mi wybaczyć, ale skoro teolog katolicki, który nie uznaje świętości Jezusa, nie jest radykalnym teologiem, to kto ma nim być? Ortodoksyjny rabin?

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Polityka