menda menda
51
BLOG

Tajność tajności nierówna

menda menda Polityka Obserwuj notkę 51

"Czy Jarosław Kaczyński jest tylko cynicznym hipokrytą, załganym do szpiku kości, który podszywa się pod tradycję Solidarności (...) czy to jest przestępca, który godził się i brał udział w wykorzystywaniu policji, służb specjalnych do walki z mediami i opozycją"

W ten oto subtelny sposób Stefan Niesiołowski, dnia 25 sierpnia 2007 roku komentował aferę Kaczmarka. Komentować ją mógł, albowiem jego kolega partyjny, poseł Graś a także posłowie Miodowicz, Zemke i Szmajdziński wychodząc z tajnych obrad komisji ds. służb specjalnych, która przesłuchiwała Janusza Kaczmarka oraz innych świadków afery, opowiadali kwieciście o treści tych przesłuchań. Poseł Niesiołowski mógł wówczas wypluć z siebie kolejne hektolitry żółci także dlatego, że z zamkniętego posiedzenia Sejmu, w czasie którego marszałek Dorn odczytywał stenogram z zeznań złożonych przed komisją, doszło do kontrolowanych przecieków, spisanych później pieczołowicie i opublikowanych przez dzienniakarzy. Posłowie PO brylowali wówczas w mediach niemal wymachując przed kamerami stenogramami z tajnych posiedzeń, a Gazeta Wyborcza publikowała całe przedruki z tych stenogramów, wplatając je w teksty polemiczne (np. "Tajemnice państwa PiS" autorstwa Kublik, Wrońskiego i Czuchnowskiego z 24 sierpnia 2007 r.). Wówczas nikt nie miał żadnych wątpliwości co do prawidłowości takich działań.

Ale okoliczności się zmieniają...

Z piątkowych tajnych obrad sejmu, w czasie których minister Ćwiąkalski miał przedstawić kolejne dowody kaczystowskich zbrodni, politycy przed kamerami nie upublicznili nic. Świadczy to niewątpliwie o tym, iż nie tylko nie ma żadnych dowodów, ale i o tym, że to, co Ćwiąkalski przedstawił nie stanowi nawet pozoru poszlaki. Politykowi, aby złamać tajemnicę, wystarczy bowiem jeno pozór poszlaki, o czym świadczyły wydarzenia z końca sierpnia 2007 roku, gdy Janusz Kaczmarek służył jako pałka do okładania Ziobry i Kaczyńskiego.

Mimo, że posłowie wykazywali jakby mniejszą aktywność w przekazywaniu mediom tajnych informacji, do treści piątkowego posiedzenia Sejmu dotarli dziennikarze Rzeczpospolitej. I ci sami politycy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu żywili się utajnionymi stenogramami, dziś wykazują skrajne oburzenie połączone z niesłychaną dbałością o przestrzeganie sejmowych procedur:

"Rzeczpospolita powinna być ukarana finansowo za ujawnienie tajnych stenogramów (...) kara powinna być na tyle duża, aby zniechęcić pozostałe media do podobnych działań" - Stefan Niesiołowski

"Mamy do czynienia ze skandalem. Jaskrawym i bezczelnym złamaniem prawa" - Konstanty Miodowicz

"Można mówić o podwójnym nadużyciu. Po pierwsze nagraniem przez kogoś na sali sejmowej posiedzenia utajnionego, a po drugie nadaniem mu w sposób nieuprawniony charakteru stenogramu" - Bronisław Komorowski

Komentarz do tych cytatów wydaje się zbędny. Pozwolę sobie tylko na taką konstatację, że hipokryzja polityków w tym przypadku nie wynika li tylko z porównania ich wypowiedzi z sierpnia 2007 i lutego 2008 r., ale z faktu, że gdyby Ćwiąkalski przedstawił rzeczywiście coś konkretnego, lub - jak wspomniałem - mającego pozór konkretu, to niewątpliwie nikt by się na ujawnienie tajnych stenogramów nie oburzał. Z informacji Rzeczpospolitej wynika zaś niezbicie, że relacja Ćwiąkalskiego w sensie dowodowym jest bardziej niż śmieszna. I dlatego swoją śmieszność posłowie Platformy chcą ukrywać przy pomocy kar nakładanych na dziennikarzy dostarczających czytelnikom dowodów tej śmieszności. Proszę sobie wyobrazić, co by było gdyby w sierpniu 2007 r. Kaczyński zaproponował karanie Gazety Wyborczej za ujawnianie tajnych stenogramów. Rozdzieraniu szat w obronie wolności mediów nie byłoby końca!

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (51)

Inne tematy w dziale Polityka