Czytając o kolejnych procesach o ochronę dóbr osobistych wytaczanych (i wygrywanych) przez Michnika, nie sposób nie zauważyć pewnej prawidłowości. Otóż w tego typu sprawach sądy polskie, które jeszcze niedawno stały na stanowisku stosunkowo daleko posuniętej wolności słowa, dziś zaczynają tę wolność ograniczać.
Ponad dziesięć lat temu, Jerzy Urban wytoczył Ryszardowi Benderowi sprawę o ochronę dóbr osobistych. Profesor Bender nazwał go bowiem "Goebbelsem stanu wojennego". Sąd oddalił powództwo Urbana, uzasadniając to tym, iż w dyskusji publicznej dozwolone są ostre sądy i oceny, a ich sankcjonowanie byłoby ograniczaniem wolności wypowiedzi.
Kilka lat później sąd apelacyjny orzekł, że pisarz Paweł Huelle nie musi przepraszać Ks. Henryka Jankowskiego za stwierdzenie, że "przemawia on jak gauleiter, gensek, nie jak kapłan".
Linia orzecznictwa w tego typu procesach (przynajmniej tych dotyczących osób publicznych) była więc z grubsza jednolita. I nagle, gdy do gry włączył się Michnik, tendencja się odwróciła. Oto Ziemkiewicz musi przepraszać redaktora Gazety Wyborczej za stwierdzenie, że „Michnik robił wszystko, abyśmy nawet nie poznali nazwisk komunistycznych zbrodniarzy”. Z kolei prof. Zybertowicza sąd zmusił do przeprosin za następujące słowa: „Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”. Kampania Michnika zaszła tak daleko, że publicyści przepraszają Michnika "na wszelki wypadek", jak prof. Andrzej Nowak, który gdy doszły go wieści o tym, że pan Michnik kręci nosem na jego słowa "GW wmawiała Polakom, iż „polskość to nie jest ofiara, tylko oprawca, coś, czego trzeba się wstydzić i od czego trzeba się odciąć”, jął się na łamach prasy kajać i pokutować.
Jak to jest? Czy opinia, że ktoś "przemawia jak gauleiter, gensek" nie narusza dóbr osobistych, a stwierdzenie, że ktoś podpiera swoje poglądy polityczne tym, że kiedyś siedział w więzieniu, narusza? Jak widać, znacznie ostrzejsze określenia, niż te, których używają polemiści Michnika jeszcze niedawno na podstawie tego samego prawa nie były uznawane za bezprawne. Dlatego Michnik, za każdy ostrzejszy tekst polemizujący z jego postawą polityczną jest w stanie, przy pomocy sądów, zmusić swojego adwersarza do przeprosin i sankcji finansowych, a ks. Jankowski nie może nawet liczyć na przeprosiny za ewidentny atak personalny.
Czy ktoś dał sędziom jakieś nowe wytyczne, czy może sami czują, że kogo jak kogo, ale Adama Michnika trzeba chronić szczególnie?



Komentarze
Pokaż komentarze (27)