Bohaterem jednej z powieści Eustachego Rylskiego jest warszawski prawnik Aleksander Rański, uwikłany w dwuznaczny, zawodowo - towarzyski układ z prymitywnym gangsterem. "Człowiek w cieniu", bo taki tytuł nosi ta niedoceniona szerzej książka, trudno powiedzieć na ile zgodnie z intencją wybitnego pisarza, prezentuje w pewnym zakresie historię alegoryczną dla dużej części polskiej elity społecznej.
Bohater Rylskiego, mimo że wyrasta z arystokratycznej tradycji, mimo że wykonuje zawód "zaufania publicznego", że swoje życie zawodowe przyszło mu prowadzić w Polsce początku lat 90-tych a więc w okresie nieograniczonych wprost możliwości i perspektyw ideowych i społecznych, rezygnuje z całego tego ładunku jaki potencjalnie w sobie nosi. Woli wysługiwać się przemytnikom, co nawet nie wiadomo czy go uwiera, czy nie. Jest bierny, mimowolny i wyzuty z jakiejkolwiek ideowości.
Prostytucja ideologiczna ogromnej rzeszy polskiej inteligencji za czasów komunizmu, została po 1989 r. zastąpiona prostytucją innego rodzaju. Gdy bowiem okazało się, że aby być po odpowiedniej stronie, nie trzeba już wyznawać żadnej ideologii, pojawił się etos inteligenta pogrążonego w ideowym cieniu. Ileż to litrów atramentu wylano na uzasadnienie tej tezy! Przekonuje się nas, że myślenie niepolityczne i nieideologiczne to jest to co broni nas przed totalitaryzmem. Że próba postawienia wyraźnej granicy między racjami obu stron, to "skłócanie społeczeństwa" itd. Przypomnijmy sobie jak uzasadniano powołanie na urząd szefa doradców premiera, komunistycznego kapusia, który przez 17 lat hipokrycko na ten temat kłamał. Uporczywe zakłamanie oraz mało chwalebna przeszłość Boniego została rozgrzeszona słowem kluczem: "apolityczny fachowiec". Analogicznie wyjaśniano nam recydywę w strukturach wywiadu oraz promocję medialną kolejnych postaci z sowieckich służb specjalnych. Albo momenty, gdy Marek Jurek postanowił zerwać z hipokryzją okołoaborcyjną i zmusić wszystkie środowiska polityczne, w tym swoje, do ideologicznego opowiedzenia się po jednej ze stron. Wówczas wygrał pogląd o "niewywoływaniu niepokojów społecznych". Konia z rzędem temu, kto mi odpowie na pytanie, czy "prawicowa partia" Platforma Obywatelska nie chce nowelizować ustawy aborcyjnej, bo ma jakiś ideologiczny pogląd na aborcję, czy tylko dlatego, że nie chce kolejnej jatki w sejmie i mediach. To się teraz podoba: "postpolityka", jak mawiają teoretycy.
Ale wróćmy do naszego inteligenta. Został on sprostytuowany dzięki swojej całkowitej inercji etycznej. Bohater Rylskiego wdaje się w układ z szemranymi biznesmenami w zasadzie bezwolnie i obojętnie. Dzięki całkowitemu wyzuciu z etycznych skrupułów, z poczucia współodpowiedzialności za rodzącą się na nowo po 1989 r. wspólnotę, jest doskonałym obiektem kolonizacji przez siły zła. Prostytuuje się dzięki swej bezideowości. Użyto wobec niego innego instrumentu niż używano wobec jego poprzedników w latach komunizmu, ale cel zasadniczo pozostaje ten sam: usidlenie inteligenta. Fakt, że począwszy od połowy lat 40-tych tą metodą była skrajna ideologizacja, zachłyśnięcie artystów, naukowców, prawników realnym socjalizmem, a dzis jest to promowanie aideowości, nie ma tutaj w gruncie rzeczy większego znaczenia.
Dziś słyszy się o tym, że PiS chce "odzyskać inteligencję". Ale co to znaczy inteligencja? Inteligent, który popiera ideę budowy IV RP, to inteligent któremu "nie jest wszystko jedno", by sparafrazować hasło reklamowe pewnej gazety dla inteligentów w cieniu. Czy Aleksander Rański poparłby rewolucyjną ideę przebudowy państwa, gdy sam nie jest w stanie postawić fundamentów moralnych własnego sumienia? Co więcej, z jakiego powodu takiemu warszawskiemu prawnikowi, menadżerowi, artyście, naukowcowi zależeć ma na burzeniu podstawy, której zawdzięcza swoje bezpieczne status quo? Uderzenie w III RP jest dla dużej części z nich uderzeniem w ich własne ego, czyli ostatnie imponderabilium jakie pielęgnują. To dokładnie tak jak dla Wisławy Szymborskiej czy Olgi Lipińskiej potępianie PRL było kwestionowaniem źródeł ich funkcjonowania. PRL nie udało się w praktyce potępić (vide losy lustracji i dekomunizacji oraz przewlekłych procesów zbrodniarzy komunistycznych) właśnie dzięki oporowi opiniotwórczej elity, która zawdzięczała PRL-owi wszystko, co miała. Z potępieniem III RP będzie tak samo. Ostatnim, nie rozstrzygniętym jeszcze przez socjologię ani politologię pytaniem jest to, jaka część tej masy zwanej "inteligencją" zawdzięcza swój status III RP?



Komentarze
Pokaż komentarze (4)