menda menda
55
BLOG

Skrawki

menda menda Polityka Obserwuj notkę 22
Różne skrawki tego samego obrazu pojawiają się od czasu do czasu na wielkim błękicie Rzeczpospolitej. Gdy któryś z nich trafia na widok publiczny, staje się epizodem odnotowanym z dziennikarskiego i publicystycznego obowiązku. Odnotowanym albo i nie.
   
Skrawki rzeczywistości umiejscowione na lazurze III RP to pojedyncze wysepki, których łączenie nićmi związków przyczynowo skutkowych, logicznych wynikań czy zależności jest surowo zabronione. Dopuszcza się nas do wiedzy o poszczególnych wydarzeniach, ale wyciąganie z nich jakichkolwiek wniosków jest nie na miejscu. Uniemożliwia się ludowi łączenie skrawków w jedną całość, ukazuje się je w formie samotnych wysepek, pojedynczych pikseli wyzierających przypadkowo z błękitnego oceanu. A wszystko to oczywiście dla dobra ludu, który przez przypadek mógłby wpaść na durny pomysł, że skrawki te są elementami tego samego obrazu.
   
Ostatnio jeden taki skrawek, dzięki wywiadowi brytyjskiemu dotarł do części polskiego audytorium. Oto bowiem, niczym meteor przemknęła informacja, że NATO w jawnym raporcie niemalże expresis verbis uznało kilku polskich najwyższych rangą wojskowych związanych z WSI za sowieckich szpiegów, prowadzących w dalszym ciągu operacje wywiadowcze przeciwko Sojuszowi. Wśród wykrytych i wskazanych palcem agentów Kremla (bo tak to chyba trzeba nazwać) był gen. Dukaczewski - medialny autorytet w sprawach służb. Agencje podały suchą informację, niektóre gazety napomknęły o tym gdzieś na dziesiątej stronie pomiędzy ogłoszeniami towarzyskimi i kolumną sportową i nastała cisza. Kolejna wysepka pojawiła się na lazurowym oceanie III RP. Surowo zabronione jest łączenie tego skrawka nicią powiązań z innymi, ujawnionymi już skrawkami. A tych ostatnich nazbierało się już co najmniej kilka: informacje na temat Dukaczewskiego w raporcie na temat WSI, o tym że firmował on działania stricte mafijne, powszechne jeszcze niedawno określanie go jako "człowieka prezydenta Kwaśniewskiego", jego rolę medialną jaką odgrywa przy okazji odzyskiwania służb przez Platformę i tak dalej. Łączenie tych wszystkich wysepek w jedną całość, domniemywanie, że te wszystkie skrawki mogą być fragmentami tego samego płótna, jest surowo zabronione.

Wraz z recydywą ludzi z niesławnej pamięci służb specjalnych (Skorża, Bojarski, Barcikowski, Reszka, Nosek, Białek itd.), o których to służbach - o czym piszę powyżej - z uznaniem wypowiedzieli się brytyjscy specjaliści NATO, wraca dialektyka rozgniatania ich przeciwników, którzy chcieli ich zastąpić harcerzami. Ale to wszystko są jeno pojedyncze nazwiska, nie powiązane wspólnymi kontekstami i mianownikami.

W połowie lat 90-tych, z oficjalną wizytą do Włoch udała się delegacja polskiego rządu. I doszło do małego zgrzytu, albowiem wiceminister spraw wewnętrznych nie został wpuszczony na teren słonecznej Italii, z uwagi na to, że figurował na... NATO-wskiej liście szpiegów KGB. Potem ten sam wiceminister uznawany za jedną z najbardziej wpływowych postaci w partii, która rządziła nami przez kilkanaście lat, dzwonił do kolegów handlujących bronią i narkotykami ostrzegając ich przed planowaną akcją policyjną przeciwko nim. Dwie przypadkowe informacje na temat tego samego człowieka. Łączenie ich w jedną całość, sytuowanie w kontekście politycznym, medialnym i personalnym jest kategorycznie zakazane i zagrożone sankcją wiecznej anatemy.
   
Szafa Lesiaka i totalniacka działalność tego pułkownika za przyzwoleniem najwyższych władz, fałszywa lojalka Kaczora spreparowana "nie wcześniej niż w 1993 r.", opowieści o homoseksualnych i pedofilskich skłonnościach snute w oficjalnie esbeckich gazetach to też tylko samotne incydenty, epizody, wypadki, które nic wspólnego ze sobą nie mają. Nikt nie wyjaśnia dlaczego akurat Kaczora to spotkało, skoro był tak mizernym opozycjonistą, takim maminsynkiem i w ogóle zajmował się wyłącznie głaskaniem kotka i paleniem kukieł. A propos palenia kukieł: już dawno wyjawiono skrawek informacji, wedle której dwaj stoczniowcy palący kukłę Wałęsy na słynnej manifestacji na początku lat 90-tych- nieznani żadnemu z jej organizatorów - odnaleźli się w kilku teczkach jako agenci SB. To też tylko skrawek nie należący do żadnego spójnego obrazu. Po prostu epizod, źle rezonujący incydent. Zresztą, kto ma wyjaśniać takie rzeczy, skoro nikt nawet o nie nie pyta?
   
Pęczak zeznał, że był pośrednikiem we wręczaniu łapówki przez Dochnala dla pewnego wysokiego rangą polityka. Łapówka miała postać konkretnego modelu zegarka marki Franck Muller, wartego osiemdziesiąt tysięcy złotych. Dziwnym trafem, dokładnie ten sam model Francka Mullera zdobił później przegub prezydenta Kwaśniewskiego. Dwie przypadkowe informacje, których połączenie w jeden fragment płótna, to dla każdego dziennikarza kilka godzin roboty: ile bowiem może być tych samych modeli Mullera w Polsce: dwa, może trzy? Ale łączenie nie następuje. Wysepek nikt nie łączy.
   
Takie skrawkowanie rzeczywistości sięga daleko wstecz. Oto bowiem tzw. "doradcy Solidarności" w osobach Geremka, Mazowieckiego, Celińskiego nakłaniali stoczniowców do... rezygnacji z postulatu wolnych związków zawodowych i wypuszczenia więźniów politycznych. Potem ci sami doradcy wracali do hotelu razem z aktywem partyjnym, a kilka lat później zostali przez tenże aktyw wybrani do "pokojowej transformacji". To też są jedynie oderwane od siebie punkciki nie stanowiące - broń Boże - elementów jakieś większej całości.
   
Wyciąganie wniosków generalnych jest surowo wzbronione.

menda
O mnie menda

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka