Odpowiedź brzmi: Adamowi Michnikowi. I tylko jemu. Kolejny już na to dowód mamy w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, której redaktor naczelny wchodzi w polemikę z przedstawicielami organizacji żydowskich żądających restytucji mienia pozostawionego przez Żydów w Polsce.
Ale zanim zastanowimy się nad tym ciekawym artykułem, sięgnijmy pamięcią kilkanaście miesięcy wstecz. Otóż wówczas niejaki Stanisław Michalkiewicz wygłosił na antenie Radia Maryja felieton na temat nieuzasadnionych jego zdaniem roszczeń organizacji żydowskich względem Polaków. Wówczas akcję odzyskiwania majątków nazwał "przedsiębiorstwem Holocaust" a jej organizatorów - parafrazując J. Tuwima - "judejczykami". Pamiętamy ten rejwach jaki się wówczas podniósł, te apele, odezwy, monity do wszystkich możliwych władz (z KRRiTV oraz rządem włącznie) by się wreszcie z Michalkiewiczem jak i anteną, która udzieliła mu głosu rozprawić. Michalkiewicz został ochrzczony nie tyle antysemitą (to by wszak nie odpowiadało powadze sytuacji), co "żydożercą" (cytat, bodaj, z któregoś gazwyborczego intelektualisty). Nikt nawet nie zająknął się wówczas nad merytoryczną stroną referatu "żydożercy". Zresztą, jak tu się skupiać na jakichś pierdołach skoro ktoś Żydów napada. Gazeta Wyborcza walnęła kilka tekstów uświadamiających zagrożenie antysemityzmem, Tomasz Lis zrobił o tym specjalny program, a Michalkiewicza obłożono anatemą po wsze czasy. Biedny antysemita może się cieszyć, że inny używany przez niego termin "żydokomuna", został już wcześniej przez Michnika, na określenie jego samego wprowadzony do języka salonu, toteż używanie go już nie jest w Polsce karalne, w odróżnieniu od zwrotu "judejczykowie", którego Michnik do obrotu nie dopuścił.
I dziś, dokładnie na ten sam temat, tonem już bardziej koncyliacyjnym (bo w końcu polemizuje z Żydami, a nie ich przeciwnikami) Adam Michnik stwierdza, że żydowskie postulaty są"bałamutne". Innymi słowy, kłamliwe, nieprawdziwe, manipulatorskie. Robi więc dokładnie to samo co dwa lata temu Michalkiewicz. Zarzuty obu Panów w swej formie nie różnią się niczym, bo i jeden i drugi zarzucił organizacjom żydowskim zakłamanie, wykorzystywanie historii swojego narodu dotkniętego holokaustem do naciągania Polaków na rekompensaty przy pomocy moralnego szantażu. Nie wierzycie? Proszę, oto cytat z oburzonego Michnika: "Wywody Neila Goldsteina łączą kwestię restytucji z cierpieniami Żydów". A zatem "przedsiębiorstwo holokaust" w ustach samego Adama M! Dlaczego więc Michalkiewicz został wdeptany w ziemię, a Michnik może w największej polskiej gazecie skrytykować Żydów za "bałamutność" w glorii autorytetu moralnego?
Odpowiedź, jak zwykle, leży w intencjach, którymi wybrukowane są pokoje redakcyjne na Czerskiej. Otóż, o ile stanowisko Michalkiewicza ("antysemity") względem żydowskich roszczeń wynikało z rzeczywistej woli tamowania tych roszczeń, podpartej przekonaniem, że się one Narodowi Wybranemu nie należą, o tyle Michnik ("autorytet"), krytykując świętoszkowatym jak zwykle tonem swoich żydowskich partnerów ma intencje inną. Chce on mianowicie osiągnąć skutek do Michalkiewicza całkowicie odwrotny: zezwolić Żydom na odzyskiwanie majątków. Co więcej, tekst Michnika służy tak naprawdę przekonaniu Polaków do słuszności owych żądań.
Sens artykułu Michnika sprowadza się do tego, że przedstawiciele organizacji żydowskich - zdaniem autora - opacznie rozumieją, tudzież przekręcają sens zapowiedzi premiera Donalda co do zwrotu mienia. Otóż cytowani prominenci żydowscy traktują ten zwrot jako dwustronne porozumienie między przedstawicielami narodów: polskiego i żydowskiego oparte o, nie tylko finansowy, ale i moralny dług, jaki rzekomo Polacy zaciągnęli u Żydów. Co ciekawe, Michnik ani słowem nie kwestionuje kluczowej manipulacji autorów krytykowanych słów, polegającej na uznaniu, że takowy dług moralny w ogóle istnieje, co już powinno dawać wiele do myślenia. Skupia się jedynie na tym, aby wytłumaczyć swoim czytelnikom (bo przecież nie adwersarzom zza oceanu), iż restytucja mienia nie będzie prowadzona według kryterium narodowego, tylko prawnego i finansowego, że nie będzie miała znaczenia narodowość osób, które nabędą uprawnienie do odzyskiwania majątków. A zatem celem artykułu jest udobruchanie Polaków, którzy, gdyby się dowiedzieli, iż dla "starszych braci w wierze" polski rząd będzie robił jakieś wyjątki, mogliby rozbudzić w sobie antysemityzm, który - jak powszechnie wiadomo - wyssali wiadomo skąd.
Ale nawet to tłumaczenie Michnika jest... bałamutne. Dlaczego? Ano dlatego, że polskie prawo już teraz daje możliwość odzyskiwania nielegalnie zagarniętych majątków tym którzy mieli do nich tytuł i potrafią to udowodnić (oraz ich spadkobiercom). Czy zatem oburzenie Michnika na zakłamanie jego adwersarzy nie jest zwykłym teatrzykiem pozorów odgrywanym dla Polaków, przez korzystającego z licencji na krytykowanie Żydów - "żydokomunisty"?



Komentarze
Pokaż komentarze (21)