W internecie krąży taki dowcip: Prezydent Kaczyński odznaczył pośmiertnie Gustawa Holoubka Orderem Orła Białego. Jak ustaliły "Fakty" TVN, Holoubek orderu nie przyjął. Dowcip ten - przypomniany przez Piotra Lisiewicza - świetnie pokazuje skalę dziennikarskiej tendencyjności i obłudy, która od czasu ostatnich wyborów nie tylko nie ustała, ale wręcz się nasiliła. Przypomnijmy sobie szybciutko jak wyglądało dziennikarstwo dwa lata temu, a jak wygląda dziś.
Gdy PiS przejmowało media publiczne po 17 latach panowania w nich salonu , gazety i telewizje nazwały to "Skokiem PiS na TVP" (cytat z "jedynki " Gazety Wyborczej), dziś - znów będzie cytat za Wyborczą - "Sejm odbija media publiczne PiSowi". Czy widzicie tę fundamentalną różnicę? Po pierwsze dziś mediów nikt nie zawłaszcza, nikt nie robi na nie skoku, tylko "odbija" z rąk porywaczy, a po drugie "odbijającym" nie jest żadna partia, tylko Sejm a więc suweren, przedstawiciel narodu, demokratycznie wybrany na mocy Konstytucji Najjaśniejszej Rzeczpospolitej.
Każdy wymieniony przez Kaczora członek zarządu państwowej spółki był "człowiekiem PiS" , zaś każdy wstawiany właśnie na jego miejsce wybranek Tuska jest... no właśnie, czy ktoś w ogóle słyszał o "ludziach PO"? Człowiekiem PiS był także sędzia Kryże, jedyny bodaj, poza ministrem Jasińskim człowiek z otoczenia Kaczyńskich uwikłany w PRL. Dziennikarze, realizując swą misję bycia w "opozycji" błyskawicznie wyciągnęli te fakty i wałkowali je miesiącami. A propos, od wstawienia pierwszych z kilkudziesięciu pezetpeerowskich aparatczyków w rządzie formalnie antykomunistów z PO, minęło już kilka miesięcy a nie słyszałem jeszcze by ktoś rozwodził się nad komunistyczną przeszłością najwyższych urzędników Tuska jak Ćwiąkalski czy agent SB Boni, o niższym szczeblu nie wspominając. A skoro już o Ćwiąkalskim mowa, to prokuratorzy zwalniający kolejnych bandziorów są po prostu prokuratorami, zaś śledczy którzy owych bandziorów zamykali byli "prokuratorami pisowskimi".
Gdy Kaczyński likwidował WSI, głównym "recenzentem" jego poczynań w mediach byli gen. Marek Dukaczewski (agent sowiecki ujawniony przez wywiad brytyjski MI6), Jerzy Szmajdziński, Janusz Zemke i Paweł Graś. W ramach bycia "kontra" oczywiście. Dziś, gdy do służb specjalnych wraca plejada komunistycznych i postkomunistycznych urzędników (Reszka, Białek, Barcikowski, Bojarski itd.), nikt tej operacji - analogicznej przecież do działań Kaczora i Macierewicza, tylko różnej w treści - nie recenzuje. A jeśli już, to w roli recenzenta występują... Dukaczewski, Szmajdziński, Zemke, Graś. Jak się łatwo domyślić, nie są to recenzje w stylu "kontra"...
Dlatego też przypieczętowane właśnie pozbawienie mediów publicznych kilkuset milionów corocznych wpływów z abonamentu oraz rychłe pozbawienie TVP wielomiliardowych dochodów z rynku reklam i przekazanie go TVN i Polsatowi jest całkowicie przemilczane, podczas gdy każde pojawienie się polityka PiS w mediach Rydzyka, albo dopuszczenie tych mediów do pierwszeństwa w przekazaniu jakiejś informacji było podsumowane wrzaskami typu "Kaczyński jest niewolnikiem Rydzyka". Dlatego również zwolnienie Tomasza Lisa z niezależnej od rządu telewizji nazwane zostało aktem rozpaczy Solorza wywołanym "naciskami politycznymi", zaś zwolnienie z mediów publicznych, od rządu zależnych Małgorzaty Raczyńskiej to standardowa "wymiana kadr" - taka sama zresztą jak we wszystkich innych spółkach skarbu państwa. Zresztą upokorzenie jej redakcyjnej koleżanki Patrycji Koteckiej przez kolegów po fachu, poprzez pokazanie jej nagiego zdjęcia wykonanego 10 lat wcześniej w ramach profilaktyki raka piersi, zostało przyjęte z rozbawieniem i wyrozumiałością (vide reakcja Żakowskiego w TOK FM). Czy ktoś wyobraża sobie - w ramach bycia "kontra" - pokazanie gołych cycków Moniki Olejnik?
Podczas gdy Kaczor "dzielił społeczeństwo", Tusk "przywraca normalność", podczas gdy Macierewicz był "lustratorem z nożem w zębach", Dukaczewski jest "niezależny ekspertem". Na szczęście jest jeszcze ktoś pośród przedstawicieli polskich władz, w stosunku do którego można być "kontra". Tym kimś jest oczywiście prezydent Kaczyński. Dlatego też dzisiejsza Wyborcza informuje, że Kaczor ma przechlapane u kanclerz Merkel, zaś Tusk, którego ta sama kanclerz kilka miesięcy temu z góry na dół olała lekceważąc jego pomysł muzeum II wojny światowej, "otworzył nowy rozdział w stosunkach polsko-niemieckich". Dlatego również obiektywny news (nie komentarz) w Faktach TVN-u autorstwa reporterki Kolendy - Zaleskiej brzmi dziś tak (cytuję za Gazetą Polską): "
"Kłopot tylko w tym, że prezydent utożsamia dobro Polski wyłącznie z jedną partią, a to oznacza nieustającą walkę polityczną, która prowadzi nie do dobrobytu, ale do wyniszczenia kraju".
Ręce opadają.
Ps.: Tekst zainspirowany felietonem R. Ziemkiewicza pt. Wracaj, Macieju, wygłoszonym w Polskim Radiu, przedrukowanym w Gazecie Polskiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)