no która Renatka? :) moja ulubiona :) tym razem podpadła wszystkim za kreatywne sposoby zbierania podpisów. pewnie czytając Wasze blogi znajde aluzję do siana, kurwików i innych odnośników do klasyki polskiego parlamentaryzmu :) ale problem jak zawsze pozostanie na uboczu. a przy okazji pozdrawiam sąsiadów z tej pieknej, ursynowskiej ulicy :)
żeby kandydować do sejmu trzeba zebrać 5.000 podpisów? cóż za wyszukane kryterium żeby zostać wybrańcem narodu... wow! ktoś się wysilił.. pewnie wybrańcy narodu :) takie kryterium chyba dobrze odzwierciedla stan naszego sejmu i senatu. i tak na marginesie dlaczego pięc tysięcy? a nie trzy? albo osiem? niech mnie ktoś oświeci!!!
druga kwestia. co jest złego w kupowaniu podpisów? to jakiś zamach na demokrację? rozumiem gdyby od ilości zebranych podpisów zależało miejsce na liście wyborczej. na przykład partia może umieścić na liście 20 nazwisk, a ich kolejność zależy właśnie od ilości zebranych podpisów. a ostateczną listę ustala PKW. wtedy można mieć wątpliwości etyczne. ale tak ? zresztą, na Renatce wisi wyrok w zawiasach, a odwołanie ma być rozpatrywane przez sąd wyzszej instancji po wyborach. czy to czasem nie sprawia że ten przepis i tak jest bezużyteczny? i niech ktoś spróbuje podważyć stwierdzenie : "ja panią Jankowiak musiałam źle zrozumieć" :) jasne że płaciła za podpisy, ale już nie raz Renatka udowodniła że coś zle zrozumiała :) przecież wybraniec narodu jest człowiekiem i może sie mylic :)
tak wiem że ordynacja wyborcza zakazuje kupowania podpisów!!!! nie pamiętam który to artykul, ale coś koło 150 :) wiec mi tego prosze nie wytykać :P chce tylko wykazać, że sama idea podpisów jest bezwartościowa. żeby dzieciaki dostały się na studia czy do gimnazjum muszę mieć jakąś wiedzę. zdać jakiś egzamin. może tędy droga? mamy niecałe sześć tysięcy kandydatów. koszt zorganizowania egzaminu ze znajomości konstytucji, podstaw ekonomii, prawa europejskiego i kilku innych elementów z życia wziętych będzie bardzo niski. zwłaszcza w świetle kosztów organizacji wyborów i dopłat z naszych podatków do partii politycznych. co Wy na to? tylko czy wtedy udałoby się zebrać 460 posłow :P a na marginesie, po co ich tylu?
i piszę tylko o kupowaniu podpisów. co do fałszowania to tym zajmuje się kodeks karny :) i w państwie prawa powinno to wystarczyć. ale patrząc na to , ze tak prosta sprawa ciągnie sie od roku 2001, kiedy to Renatka podpisy sfałszowała, mam wątpliwości czy termin państwo prawa ma jakiś głębszy sens...
ciao :*



Komentarze
Pokaż komentarze (2)