Płynny Metal. Płynny Metal.
90
BLOG

Dlaczgo gardzę PiSem. I Konfą.

Płynny Metal. Płynny Metal. Polityka Obserwuj notkę 9

"TLDR: prawica wygrywa, bo nie ma oporów w kłamaniu.

Donald Trump miał wczoraj wystąpienie z okazji nachodzącej rocznicy zamachów na World Trade Center. Pan prezydent opowiadał z charakterystycznym dla siebie zaangażowaniem i szczegółami, jak to dwóch rosłych strażaków wynosiło go z pobliskiego budynku tuż po ataku - za co jest im bardzo wdzięczny. A co tam robił Trump? Otóż razem ze swoimi pracownikami pospieszył pomagać ofiarom!

No ale jest z tym pewien problem. To się nigdy nie wydarzyło. Podobnie jak kilka tysięcy innych udokumentowanych kłamstw prezydenta USA, o których z przekonaniem opowiadał całemu światu. Trump ani nie był na miejscu w chwili ataku, ani nie pomagał ofiarom. A ja właśnie zdałem sobie sprawę, że od 20 minut próbuję zweryfikować fakty. W tym czasie na kontach prawicowców ten fejk news zostaje podany kolejne tysiące razy. I o tym chciałem dziś napisać.

Trzeba to powiedzieć wprost: nie jednym, ale jednym z ważnych powodów, dla których populistyczna prawica zupełnie zdominowała dziś politykę jest to, że kłamie - systematycznie i bez hamulców. Chcę tu podkreślić, że nie chodzi mi o charakter pojedynczych polityków, tylko o metodę. Steve Bannon wyłożył ją otwarcie w 2018 roku (kiedy rozpoczynała się droga ekstremistów po władzę): stwierdził mianowicie, że strategią zdobycia władzy jest „flood the zone with shit", w wolnym tłumaczeniu: łgać ile wlezie, aż nie będą mieli już sił pisać sprostowań. Ale Bannon to nic nowego, kilkadziesiąt lat wcześniej ten problem opisał filozof Theodor Adorno. Na swoim wiedeńskim wykładzie z 1967 roku (zapoznałem się z nim dzięki znakomitym filmom Dra Miniszewskiego, podlinkuję) zauważał, że propaganda jest rdzeniem faszyzującej prawicy; Wobec własnej miałkości ideowej i braku realnego programu, przeciwników trzeba po prostu zakrzyczeć. Kłamstwa muszą być powtarzane jak najczęściej i z jak największą pewnością, tylko wtedy publiczność zostanie nimi tak przytłoczona, aż uzna je za prawdę.

Taką właśnie strategię, najpierw amerykańska, później również europejska prawica zastosowała do budowania atmosfery nienawiści. Media społecznościowe dosłownie zalał potok kłamstw mających jeden cel, czyli dojście do władzy. Zadziałało to bardzo dobrze.

Gdy zalecenia Bannona zostały wdrożone w życie, z czasem stały się obiektem zainteresowania naukowców. Petter Törnberg i Juliana Chueri opublikowali w prestiżowym czasopiśmie badanie 32 milionów wpisów ponad 8 tysięcy parlamentarzystów z 26 krajów. Wyniki nie są zaskakujące. Prawicowy populizm okazał się być silnie powiązany z szerzeniem dezinformacji. W przypadku lewicy i innych nurtów takiego związku nie było. Otwarte uciekanie się do kłamstw przez polityków kreuje określony typ odbiorcy takich treści - nie tyle podatnego na manipulacje, co od nich uzależnionego. Politykom zależy na uruchamianiu najniższych emocji i podtrzymaniu atmosfery pogardy wobec wyobrażonych wrogów - odbiorca takich treści znajduje się w stanie permanentnego podekscytowania i wściekłości i łaknie kolejnych newsów, które pozwolą mu uzasadnić ten stan. W ten sposób pętla się zamyka. Inne głośne badanie (a takich analiz jest mnóstwo), Moshela, Randa i innych, wykazało, że osoby o konserwatywnych poglądach znacznie częściej udostępniają treści niezweryfikowane.

Dlatego Trump średnio raz w miesiącu ogłasza uroczyście sukces negocjacji z Rosją/Iranem/Chinami, a chociaż te negocjacje nigdy się nie odbyły albo skończyły porażką, kłamstwo idzie w świat, miliony prawicowych odbiorców otrzymują to, czego chcieli. Na identycznej zasadzie działa niemal zautomatyzowane (a pewnie na wielu kontach w pełni zautomatyzowane) szczucie Ukraińcami przez obie Konfederacje. Co z tego, że Ukraińcy ciężko pracują, dobrze się integrują, mają niższą przestępczość od Polaków i podtrzymują funkcjonowanie polskiej służby zdrowia swoimi podatkami? Co z tego? Bosaki, Brauny, Mentzeny po raz setny udostępnią fake news o tym, że „Ukry mają pierwszeństwo w kolejce do lekarza” i to się przebije tysiąc razy bardziej niż prawda.

Dobrze, ale czy to znaczy, że lewica i liberałowie nie kłamią? No pewnie, że kłamią. Tak już jesteśmy uwarunkowani ewolucyjnie, że jako jedyny gatunek na ziemi myślimy o własnej śmierci. A co się z tym wiąże lubimy myśleć, że w życiu jest „coś więcej”, że jesteśmy częścią jakiejś misji i wspólnoty. Mówiąc językiem marketingu, fundamentem społeczeństwa jest dobry storytelling. A tak to bywa ze storytellingiem, że granica między narracją, propagandą a kłamstwem jest cienka. Taka rola polityka, że musi naginać fakty i do pewnego stopnia manipulować.

Różnica leży w czymś, co możemy nazwać roboczo kosztami. Jeśli mamy do czynienia ze stronnictwem, które głosi zaufanie do państwa i jego instytucji, takie stronnictwo nie będzie raczej posługiwało się motywem, że cały system jest do cna skorumpowany/zły i na każdym kroku armia urzędników knuje, jak można zniszczyć „szarego człowieka”. Taka narracja ideologicznie średnio się opłaca. Co innego populistyczna prawica - tu punktem wyjścia jest dokładnie taki przekaz, tzn. wszyscy, tylko nie my, są skorumpowani i knują. To znaczy, że można pozwolić sobie na każde kłamstwo, a odbiorca, któremu wcześniej wpoiłeś, że cały świat jest sprzysiężony przeciwko niemu a) przyjmie każdą propagandę b) nawet jeśli będzie sceptyczny wobec niektórych kłamstw, uzna, że skoro cały system jest oszukańczy, to już lepiej żeby wygrali ci oszuści, którzy go akurat podważają. Innymi słowy - kłamanie w każdej sytuacji popłaca.

Skoro już dawno opisano ten problem, to skąd dzisiejszy sukces skrajnej prawicy? Media społecznościowe. Nie jest to oczywiście jedyny powód, ale jeden z najważniejszych filarów. Co najmniej od 2006 roku, czyli początków Twittera i Facebooka, ukazują się regularnie badania wykazujące, że fałszywe informacje mają o dziesiątki procent większe szanse na powielenie niż prawdziwe (i nie dotyczy to tylko polityki). Jest tak z prostego powodu - jedynym celem platform social media jest zarabianie na reklamach. Im więcej wyświetleń, tym większe zarobki. Im większe emocje, tym więcej wyświetleń. To takie proste. Treści wzbudzające natychmiast wściekłość mają więcej interakcji, a więc przynoszą więcej kasy, a więc są bardziej promowane (kolejna pętla nakręcająca sukces ekstremistów).

Naukowiec może sobie pisać przez dwa lata monografię o migracjach. W tym samym czasie admin prawicowej stronki opublikuje 500 fejków - każdy z zasięgiem jakiego ta monografia nigdy nie osiągnie. Zespół specjalistów może miesiącami analizować przyczyny wzrostu cen paliw. Prawicowy propagandysta w ciągu 30 sekund napisze, że “Rudy na zlecenie Berlina chce wykończyć Polaków” - i żaden zespół ekspertów na świecie nie ma z nim szans na zasięgi. Zespół profesorów medycyny będzie miesiącami zbierał dane o pozytywnym wpływie szczepionek na zdrowie dzieci; Kanał “Szczepienia-fakty!!!!” napisze, że osobiście słyszał jak siostra wujka sąsiadki straciła kolejnego bobasa przez szczepionki. Jak myślicie, która treść osiągnie większą publiczność? A tak w ogóle polecam poczytać sobie jeszcze o Prawie Brandoliniego.

Czy jest z tego wyjście? Kto śledzi tę stronkę, wie, że jestem raczej pesymistą. Sensownym działaniem byłoby odcięcie oszustów od tlenu przez wprowadzenie wymogu odpowiedzialności platform cyfrowych za publikowane u nich treści. Ale ponieważ te platformy są amerykańskie, jest to politycznie niemożliwe (dodajmy uczciwie, że za Demokratów było tak samo problematyczne, jak za Republikanów). Niestety stoję na defetystycznym stanowisku, że dopiero kilka lat rządów prawicowych zamordystów tak przeora zachodnie społeczeństwa, że przez kolejne dekady pozwoli im skutecznie przeciwdziałać."



źródło: Nacjonalizm to choroba wieku dziecięcego

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka