Oczom i uszom nie wierzę. Takiego przebudzenia ludzkich odruchów współczucia w takim kamiennym sercu bym się nie spodziewał. Druga Dama Ameryki, w przeddzień Międzynarodowego Dnia Dziecka, przejęta losem niewinnej, młodej ofiary brutalnej wojny domowej w Syrii, Hilary Clinton nie wytrzymała! Zabrała głos. Więcej zakrzyknęła na cały kolorowy świat! Potępiła kogo trzeba. Wszak nie godzi się zabijać dzieci! Nawet muzułmańskich!
Ale nawet w tak tragicznym wydarzeniu odnalazła jakiś promyk nadziei, iż ten chłopiec nie umarł na próżno, a podobnie jak i ona wstrząśnięty tym faktem rząd syryjski skończy z brutalną polityką i rozpocznie proces demokracji i dialogu z narodem.
Piękny i odważny gest. I tylko nie rozumiem dlaczego budzi moją odrazę.
PS1. Na adres mailowy Pani Cudnej Clinton proponuję wysłać kilka fotek dzieci rozczłonkowanych chirurgicznymi i humanitarnymi bombami made-in-USA z Afganistanu, Iraku. A może posłać jej kilka fotek wnuków Kadafiego.
A może lepiej nie. Czy jej serce by to zniosło? Serce Kobiety i Matki przecież.
PS2. Przecież mogła się nie wychylać. Ciekawym do jakiego odbiorcy skierowana była ta szopka.
PS3. Onegdaj sądziłem, że rżnięcie głupa w takiej formie i skali to domena komuszych elit.



Komentarze
Pokaż komentarze