28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  107   0

Umówmy się tak. Za kilkadziesiąt minut będzie obowiązywała cisza

Nie można uprawiać agitacji wyborczej, ale bez przeszkód można zajmować się kryteriami wyboru. Mówiąc krótko. Kryteria są jednakowe dla wszystkich, są apolityczne. Jak ściany w lokalu wyborczym. Są.

Przyjrzyjmy się jak działa dyskusja o kryteriach, na przykładzie kwalifikacji faceta, który i tak żadnych szans w wyborach nie ma, a znany jest ze znakomitej gry w brydża. Kisiel twierdził, że Jego Królewski Majestat (JKM) jest mistrzem w posługiwaniu się kostką rubika. Oczywiste, że taki talent nadaje Jego Królewskiemu Majestatowi znakomitego kolorytu, ale czy jest dobrym gatunkiem kwalifikacji politycznych?

Zajmijmy się tym, na przykładzie problemu, o którym dyskutowało tutaj sporo ludzi przez kilka dni. Pojawiło się kilka bezcennych głosów w dyskusji. Weźmy się za przykład kompetencji JKM w konkretnej sytuacji i kryterium skuteczności tych kwalifikacji tu i teraz. Jest to zadanie zainicjowane przez rozmówców zainteresowanych prawidłowym wzorem postępowania w przypadku "Skandalu Stulecia". Problem zdefiniował Okręg Chrzanów nr 12

Na początek kryteria kwalifikacji JKM:

Od samego początku Jego Królewski Majestat błędnie stawia polskie problemy i nawet to, o czym mówisz nie jest ani świadectwem jego geniuszu, ani wyjątkowej przebiegłości brydżysty, ale właśnie jest przykładem ograniczenia umysłowego. Ograniczenia Brydżem.

Nieszczęsny JKM wyobraża sobie "grę polityczną" jak grę przy jednym stole, przy którym siedzą dwie grające strony. W prawdziwej rzeczywistości tych stron jest zwykle kilkadziesiąt razy więcej. Jego brydżowa mądrość byłaby więc dużo lepsza, gdyby grał nie w brydża, ale w "monopoly". Bo tam jest czterech graczy, choć może być i sześciu.

Tymczasem jest trochę lepsze podejście, które proponuję w ostatnim komentarzu dla bili. Takie, w którym takich partnerów w grze może być dużo więcej, nawet ze 300 albo i 960. Bez trudu taką listę można zrobić. Bez trudu.
Każdy z tych setek graczy może się użerać o różne swoje interesy. Tak, w ten sposób brydżowe teorie już zaczynają się walić.

A jest to ciągle jeszcze brydżowa charakterystyka gier o sumie zerowej, gdzie gracze konkurują o tą samą nagrodę. Bijatyka o punkty, dolary, zapałki, graty. Aby mieć mógł ktoś, trzeba komuś zabrać.
Jest to lewicowa teoria gier o sumie zerowej. Tygrysy i ich małe ustawiaję się tam, gdzie można coś wyrwać, reszta ich nie interesuje. Mamy to co w paszczy.
To jest właśnie teoria sprawiedliwego podziału społecznego.
Takie było podejście do przykładowego konfliktu z akcjami PGNiG. Są akcje za cztery miliardy złotych do podziału. To trzeba je podzielić i szlus. Dalej już wyobraźni nie starcza, faceci wcale nie rozumieją o co w tym zadaniu biega. Zero zrozumienia problemu, dlatego wzruszają ramionami i jadą dalej. Koniec. Interesuje ich tylko podział. Jest to rozumienie polityki na poziomie bakterii, które rozmnażają się przez podział. Podzielić, przydzielić, przyznać.

Nagroda Nobla dla Ala Gore jest taką samą anachroniczną nagrodą za światowe ustanowienia nowej świętości zwanej Emisją Ceodwa. Jest tego dobra za mało i będzie trzeba to dzielić przy pomocy armii urzędników. Jest to gra o to, co jest. Konkurencja pierwotna. Gra o sumie zerowej.

Michael Crichton napisał książkę "Państwo Strachu". Al Gore dostał nagrodę Nobla za mistyczne przekonanie, że cywilizacja stoi przed obowiązkiem oszczędnego gospodarowania limitem nowego dobra rzadkiego, jakim jest ilość legalnie dozwolonej, urzędowo regulowanej Emisji Ceodwa. Przypominają się świetne lata Polski, kiedy królował wielki ptak nielot zwany limitem, a ceny były regulowane jednym wielkim gierkiem rynkowym.
Nagroda Nobla dla Al Gore jest politycznym hołdem dla jednej z wersji mistycznych teorii, tzw. maltuzjańskich. Jest to poletko prawdziwie niebezpiecznych politycznych gier planszowych. Michael Crichton pokazuje jak prędko ten wariant gry politycznej prowadzi do koszmarnego totalitaryzmu. "Państwo strachu".

Tymczasem XXI wiek jest czasem zupełnie innej gry. Nie chodzi o PODZIAŁ, chodzi o WYTWARZANIE. Gra już nie jest grą o sumie zerowej, w której gracze tylko dzielą to, co już ukradli wcześniej. W nowej Grze gracze poszukują nowych możliwości, prowadzą grę z naturą na wiele sposobów. Reguły gry są zmienne, zasoby są zmienne, wygrana może być większa niż suma wpłat, jest to gra o sumie niezerowej. Nie będę tego teraz omawiał, bo miejsce cokolwiek nie to. Jest to zupełnie inny rodzaj zadania i kwalifikacje gracza starego typu, są w takiej grze zupełnie do kitu. On nawet nie wie, co jest grane.

Mamy dookoła Polski kilkadziesiąt różnych państw o różnych interesach, w każdym z nich dziesiątki różnych korporacji, grupy przemysłowe, handlowe i finansowe, wywiady i armie. Nawet firma, która tylko whisky produkuje, może mieć ochotę kupić sobie ustawę, aby akcyza chroniła jej interesy.
Do czego w ogóle jest akcyza?
Aby whisky w sklepie mogła być tylko "legalna".
Księżycówka już nie. I tyle.
Co tu może chcieć Mosad, a co FSB od FBI?

To są zupełnie inne gry. Różne gry. Takich gier, politycy z XIX-wiecznej szkoły po prostu nie rozumieją, nie wiedzą o co chodzi. Tego typu anachroniczni gracze muszą znaleźć sobie jednego Wielkiego Pana z długą smyczą, który będzie im płacił. To jest ten problem mentalności kolonialnej. Gdy widzisz takiego faceta, konieczne jest pytanie:
Kto za nim stoi?
Kto trzyma smycz?
Tylko teraz w Warszawie takich panów jest z setka. I nie wiadomo, który z nich jest pachołkiem innego większego Pana, a który jest już tym najważniejszym. Na poszukiwaniu trasy, po której ciągnie się ta smycz, skoncentrowana jest cała uwaga wszystkich obserwatorów tej farsy.
Wszyscy szukają, gdzie ta smycz się zaczyna, by się sprawnie przyssać.
Jak przeniknąć w tę grę?
Tacy ludzie mają jedyne, fundamentalne pytanie. Kto trzyma smycz?
Szukają pana i władcy. Obrzydzenie ogarnia.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale