28 obserwujących
299 notek
409k odsłon
  127   0

100. Tanie Państwo. Setny wpis. O jakości myślenia.

Dawny mój znajomy, szef ekonomiczny jednej ze znamienitszych amerykańskich firm, opowiadał bardzo poważną anegdotę o rozwoju przedsiębiorstw, na przykładzie tego koncernu, za którego finanse odpowiadał. Mówił, że naturalnym początkiem jest jakiś pomysł realizowany w kilkuosobowym malutkim interesie. W takiej kiełkującej firmie są już realizowane wszystkie funkcje gospodarcze, ale jeszcze bardzo malutkie. Tochę tak jak w zarodkowym rozwoju organizmu żywego. Niby wszystko już jest, ale takie to jeszcze śliczne i maciupeńkie. 

W miarę wzrostu pojawiają się zauważalne etapy. Każdy z nich jest jakoś powiązany z jakimś bardzo ważnym i zarazem typowym dla tego etapu kryzysem. Tak się zdarza w każdym rosnącym zwierzaku, roślinie, przez takie kryzysy rozwojowe przechodzą też i przedsiębiorstwa i wszelkie organizacje społeczne, twory ludzkiego umysłu. Mój znajomy udowadniał, że najczęściej firmy popadają w kryzysy z powodu wyczerpywania się siły narzędzi myślenia zarządów. Ludzie w pewnej chwili stają wobec pułapu swoich kompetencji, przestają rozumieć i ogarniać wyobraźnią problemy firmy. To najczęściej firmę zabija. Na końcu jest śmierć.

Często dotyczy to firmy, która jest ukochanym dzieckiem jej właścicieli, zarządzających nią od początku. Przekroczenie pułapu kompetencji zarządu zwykle jest dla firmy zabójcze, firma czasem w straszliwych męczarniach, ostrych konfliktach, umiera.
Czasem właściciele zbierają się do kupy, robią sobie nową firmę, która ma wspaniały sukces, robi karierę. Rozkręca się i nagle znowu TRRAAACH. Po wejściu w tę samą granicą kompetencji zarządzających, przydarza się bardzo podobna katastrofa. Oczywiście można sobie wybierać rozmaite klasyfikacje źródeł kryzysów w życiu firm, ludzi, państw i wszelkich tworów przyrody. Temat rzeka.
Skupmy się na tym, co jest zależne od ludzkiej kompetencji. 

Oczywiście nie wszystkie firmy giną, są takie, które sobie z kryzysami radzą, przepoczwarzają się i dostosowują jakość narzędzi zarządzania, wchodzą w następny etap rozwoju, który jest źródłem następnego kryzysu, Historia niby się powtarza, ale jednak za każdym razem zupełnie inaczej, kolejny kryzys jest jakościowo czymś zupełnie innym.
Absolutnie innym.

Zarządzanie nie jest tylko sposobem sprawowania władzy, rządzenia ludźmi, choć troszkę też. Jest przede wszystkim sztuką radzenia sobie z problemami. Proszę przyjrzeć się znaczeniu słowa „zarządzanie”, „zarząd”, w języku angielskim. Jak Anglik zapyta kogoś:
- Czy Pan sobie poradzi?

Niestety, po 120 latach rosyjskiego zaboru, w świadomość niektórych polskich elit wrosło zabójcze przekonanie, że zarządzanie i rządzenie polega na sprawowaniu władzy. To jest cała ich słodycz tego rzemiosła. Trzymanie ludzi za mordę. Radość płynąca z upokarzania ludzi, którzy nie mają żadnej szansy na skuteczny sprzeciw. A my wam nie pozwolimy wybrać Romaszewskiego!

Jest to jeden z najobrzydliwszych atrybutów tradycji cywilizacji turańskiej, która ogarnia czasem państwa, narody, buduje imperia, które zawsze kończą tak samo. Katastrofą. W przypadku firmy jest to najczęściej bankructwo, upadłość, likwidacja, czasem przejęcie. Różnie. Jak w świecie żywej przyrody. Po śmierci zwłoki bywają pożerane, ćwiartowane, dają nowe życie. Gdy dotyczy to imperiów, ich los jest podobny. Rozdymają się i karleją, a później giną bez śladu. Czasem to nadymanie powtarza się kilka razy, zanim mocarstwo zniknie ostatecznie.

Każdy jego paroksyzm jest tak, jak powtórzenie tego samego gatunku niekompetencji, w tym samym etapie rozwoju firmy, o której mówiłem na początku. Tak wygląda historia Niemiec, albo Rosji przez ostatnie dwieście lat. Oba mocarstwa w podobny sposób są niewątpliwymi niewolnikami cywilizacji turańskiej. Ostatnie dwa niemieckie przedśmiertne paroksyzmy, to klęska w pierwszej i drugiej wojnie światowej. Wyraźnie Niemcy i Rosja bujają się w śmiertelnym tańcu, jak na belce wspólnej europejskiej huśtawki. Raz jeden wyżej, raz drugi. Prawdziwy taniec chochołów.  

To co dzieje się przez ostatnie dwadzieścia lat, jest ostatnim europejskim rozdymaniem się Niemiec i Rosji. Nie ma wątpliwości, że tak jest. Inicjatywa budowy "nowej silnej Europy", traktatu reformującego są objawami tego ostatniego paroksyzmu. Nie byłoby dobrze, aby Niemcy i Rosja ginąc, pociągnęłyby za sobą do piekła całą Europę. Absolutnie nie chcę, aby Polska znalazła się na katafalku, razem z umierającą Europą.

Polska ma nawet szansę być szalupą ratunkową dla starego świata. Aby to naprawdę zrozumieć, potrzebna jest, zrobiona w skupieniu, porządna analiza geopolityczna. Są w Europie ludzie, którzy rozumieją, co się dzieje. Sarkozy. Putin. To dwa nazwiska. Bracia Kaczyńscy. To trzy.

Ale los Rosji i Niemiec guzik mnie teraz obchodzi, to ich śmiertelny taniec. Szkoda tylko trochę, że Pan Tusk włącza się do tego tańca w tak dobrym dla Polski momencie. Włącza się po stronie klęski. Jest to niewątpliwie problem jego bariery kompetencji, albo lepiej bariery niekompetencji. 

Lubię to! Skomentuj38 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale