Jak się nie ma co się lubi, to własnym nożem można sobie kuku ten tego, a wina wiadomo, znienawidzonego, tego co raz więzi, raz wyrzuca biedaka co raz cacy, raz beeee, wariant „Rokity” prawdziwki ćwiczą kolejny raz, jeśli nie polegnie pod kanonadą słoików, to może czymś się da przekupić, niech tylko wlezie do szamba raz, a potem już tylko książki wspominkowe może pisać.
No ale żeby świeczkami z Berlina epatować? „Noż k...mać!”, że się cytatem z magla wspomogę, a do tego nietakt jakiś niesubordynacją trącący, że takie ozdóbki na witrynę nie trafiły :)
Komentarze
Pokaż komentarze (2)