Nader często zdarza mi się w tym miejscu spotykać notki nawiązujące do pochodzenia znanych osób publicznych,.
A to ojciec był działaczem partyjnym, pracownikiem służb wiadomych, czy to wręcz generałem SB
A to matka miała podejrzane powiązania i udowodniono jej udział w korupcji.
A to dziadek był w Wermachcie, a babka czerwonoarmistką.
Bo wedle niektórych - pochodzenie determinuje u potomstwa wszystko, w tym szczególnie poglądy, działania, zachowania i cnoty.
Rozumiem, że nikt nie słyszał o przypadkach, w których synowi dobrej szanowanej, rodziny udowodniono brutalne morderstwo.
Nikt również nie spotkał się z dzieckiem alkoholików i złodziei, które zostało porządnym obywatelem.
Jakim cudem Jezus z Nazaretu przekonał do swojego wyznania tak wielu ludzi, skoro byli oni zdeterminowani poprzez pochodzenie by być poganami, wyznawcami judaizmu, czy innych wierzeń?
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że wywlekanie pochodzenia jako elementu wręcz dyskwalifikującego niektóre osoby publiczne, jest charakterystyczne dla tych, którzy najgłośniej krzyczą w obronie wartości chrześcijańskich i moralności..
Czyżby zapomnieli po czym poznaje się drzewo, a po czym człowieka?
***
Ze schedy po przodkach można korzystać różnie. Można czerpać z niej garściami, można wyrzucić ją za okno. Można iść w ślady ojca bandyty, albo pójść własną drogą. .
Zawsze jest to jednak wybór danego człowieka, a nie jego rodziców.



Komentarze
Pokaż komentarze (137)