5 obserwujących
21 notek
13k odsłon
  84   0

Kapłan...

Gdy ksiądz ...ski, sługa boży,
W stolicy sławił Antychrysta,
Ksiądz Trzeciak w Norymberdze zasię
Hołd składał parteitagom, wrażym,
A księdza Pudra o tym czasie
Policzkowano przed ołtarzem;


J. Tuwim, Kwiaty polskie.

Tadeusz Puder urodził się 8 lipca 1908 roku w Warszawie w rodzinie Maurycego i Jadwigi z domu Rubinowicz. Miał dwóch braci Władysława i Ryszarda. Naukę pobierał w gimnazjum im. Adama Mickiewicza, gdzie jego kolegami byli m.in. Jan Nowak-Jeziorański, Ryszard Matuszewski i Jan Dobraczyński. W wieku 9 lat po śmierci Maurycego Jadwiga Puder, a po niej jej trzej synowie przyjęli chrzest w warszawskim kościele Zwiastowania NMP. Wydarzenie to określiło przyszłe życie Tadeusza. Już w gimnazjum jak wspominał Dobraczyński, powiedział mu on, że zamierza wstąpić do seminarium. Powołanie do kapłaństwa miało kształtować się pod wpływem matki, a także jednego z wykładowców gimnazjalnych znanego warszawskiego kaznodziei ks. Feliksa de Ville. Kiedy więc w 1928 roku Puder zdał maturę, wstąpił do Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie, co miało być możliwe, jak wspominał Jan Dobraczyński m.in. dzięki stypendium Archikonfraterni Literackiej.

18 grudnia 1932 roku Tadeusz Puder otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Antoniego Szlagowskiego. Następnie studiował biblistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W tym okresie życia miał poznać ks. Władysława Korniłowicza współtwórcę i kierownika duchowego Dzieła Lasek. Tytuł magistra w zakresie Pisma Świętego uzyskał w 1935 roku. Wtedy też został wysłany do Rzymu, do Papieskiego Instytutu Nauk Biblijnych, gdzie naukę ukończył w 1937 roku z tytułem licencjata nauk biblijnych. Pobyt we Włoszech zaowocował również pielgrzymką ks. Pudra do Ziemi Świętej.

W 1937 roku ks. Tadeusz powrócił do ojczyzny. Jego pierwszą parafią był kościół w Rzeczycy, gdzie spędził zaledwie trzy miesiące. Po tym czasie został przeniesiony do parafii pw. św. Jakuba na warszawskiej Ochocie. Tam również nie posługiwał długo, ponieważ już w czerwcu 1938 roku został mianowany rektorem – wikariuszem kościoła św. Jacka w Warszawie przy ulicy Freta. Jednocześnie władze kościelne odwołały z tej parafii ks. Stanisława Trzeciaka jednego z najbardziej znanych przedwojennych antysemitów. Wydarzenie to było powodem dla nacjonalistów do rozpętania wobec ks. Pudra kampanii nienawiści, która miała przynieść zgubne owoce.

W niedzielę 3 lipca 1938 roku w trakcie mszy, kiedy ks. Puder zmierzał do ambony, został zaatakowany przez czeladnika szewskiego Rafała Michalskiego. Człowiek ten podbiegł do kapłana i z okrzykiem „To jest Żyd” uderzył duchownego w twarz.  Po tym wydarzeniu ks. Tadeusz miał zachować spokój i z niewzruszoną miną wygłosił kazanie. Swoją postawą bezpośrednio po incydencie jak też słowami przebaczenia wobec napastnika miał zyskać nawet wielu sympatyków. Sam Michalski po zaatakowaniu kapłana został pochwycony przez wiernych i oddany w ręce policji. Sędzia prowadzący jego sprawę skierował go na 6-tygodniową obserwację psychiatryczną w Tworkach. W ekspertyzie Michalskiego określono jako osobę niezrównoważoną. Sprawę więc umorzono, a napastnika skierowano na leczenie w zakładzie dla umysłowo chorych.

Reakcje na to wydarzenie były różne. Prasa socjalistów zdecydowanie je potępiła. Podobne stanowisko zajęły gazety związane ze środowiskiem Stronnictwa Pracy, a więc ówczesnej chadecji. KAP wydała oświadczenie, w którym czytamy, że „musimy z całą stanowczością napiętnować barbarzyńską napaść na kapłana, która świadczy, niestety, o pojawiającym się u nas zdziczeniu obyczajów, że nawet świątynie nasze, święte czynności i sakrament kapłaństwa nie powstrzymują zbrodniarzy od tego typu napaści”. W następstwie tego stanowiska napaść na katolickiego księdza i to w trakcie odprawiania przezeń Mszy potępiły dwie kościelne gazety-Mały Dziennik i Głos Narodu. W tym drugim dzienniku czytamy: „Napad w kościele św. Jacka nie był wyrazem rasistowskiej nienawiści do tego księdza. Poprzedziła go nieprzytomna nagonka, prowadzona w paru pisemkach warszawskich i interwencja pewnej delegacji u ks. arcybiskupa warszawskiego, by ks. Pudrowi cofnął kierownictwo św. Jacka”. Inne pismo Epoka precyzowało, że chodziło o pisma oenerowskie, a wspomniana delegacja składała się z osób związanych z tym środowiskiem.

Więcej było jednakże głosów broniących Michalskiego lub co najmniej próbujących racjonalizować jego agresję w imię oczywiście „słusznej walki z zalewem żydowskim”. Ciekawą formę obrony swojego zwolennika przyjęli polscy faszyści. Można powiedzieć, że wystąpiło u nich na tle opisanego zdarzenia rozdwojenie jaźni, swoista schizofrenia. Jedni z nich próbowali określić cały incydent jako kolejną prowokację fołksfrontu. Takie stanowisko prezentowało m.in. pismo Falanga, przy czym nie określało samego mechanizmu owej prowokacji. „Wiadomo” było tylko, że znaczny udział w niej miała masoneria. Jednocześnie część środowiska bepistów np. Włodzimierz Sznarbachowski usprawiedliwiało całą sytuację, pisząc w Przełomie, że „tylko Polak może formować psychikę Polaków”, odmawiając przy okazji księdzu Pudrowi prawa do polskości.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale