Zwiastun Świtu
Tylko prawda jest ciekawa
3 obserwujących
62 notki
54k odsłony
  1071   0

UE, Brexit i Polacy

image


Tytuł jest roboczy, ale jaki inny mógłby być w takiej sytuacji? Prezydent Duda po podpisaniu Deklaracji Rzymskiej oświadczył: "Polska w Unii Europejskiej ma prawo walczyć o swoje, każdy rozsądny kraj walczy o swoje". Co to oznacza w praktyce okaże się zapewne już wkrótce, gdy dojdzie do negocjacji Komisji Europejskiej z Wielką Brytanią opuszczającą UE. 


Deklaracja Rzymska jest pierwszym krokiem do tego, aby odnowić jedność UE; sobotnie uroczystości są w cieniu decyzji Wielkiej Brytanii – powiedziała premier Beata Szydło podczas sobotniej konferencji prasowej w Rzymie. – To nie jest Deklaracja, która dokonuje przełomu w UE. Bardziej chodziło o to, żeby pokazać gest, że Europa jest razem, chce być razem – dodała. Jak zaznaczyła szefowa polskiego rządu, ten „jasny sygnał” dla Europejczyków był potrzebny, mimo różnic zdań dotyczących przyszłości Unii. Jak jednak rozumieć tą deklarowaną jedność wyłamującą się z tej jedności Polską - chcącą negocjować na własną rękę Brexit i gwarancje praw Polaków do życia i pracy w Wielkiej Brytanii? 


Chodzi też o sytuację, gdy ni z tego ni z owego Jarosław Kaczyński spotkał się z Theresą May w Londynie po to by porozmawiać o tym co się stanie z Polakami po Brexicie. Niestety odnoszę wrażenie, że Prezes nie wie czego Polacy mieszkający w UK oczekują po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Nie można było tego się dowiedzieć po oświadczeniu jakie złożył Jarosław Kaczyński po spotkaniu z brytyjską Prime Minister. W takiej sytuacji oprócz spekulacji rodzą się też obawy, czy oczekiwania Polaków w UK i starania polskich władz w tej kwestii są tożsame? A także, czy polscy emigranci na wyspach nie zostaną użyci do rozgrywek politycznych przez polski rząd. Bo to, że zostaną użyci jako karta przetargowa między Londynem a Brukselą jest oczywiste. 


Co do oczekiwań Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, to rzecz sprowadza się do zagwarantowania im praw nabytych. Innymi słowy, żeby Polacy, jak i inni przybysze z krajów Unii Europejskiej, po zakończeniu negocjacji nadal byli traktowani tak samo jak Brytyjczycy. Albo jeszcze prościej, aby prawo nie zaczęło działać wstecz. A nie jest to niestety takie oczywiste. 


Pewne jest też i to, że nikt nie będzie Polaków, Portugalczyków czy Słowaków stamtąd wyrzucał siłą, ale przyszła rzeczywistość może być na tyle inna i trudniejsza od tej obecnej, że ci sami wyjadą. Raczej nie wrócą do krajów pochodzenia, ale przeniosą się gdzieś dalej, gdzie będzie normalnie. Już dzisiaj zaobserwować można wzmożone wyjazdy Polaków z UK na stałe do Kanady, Norwegii, czy Australii.  


Z równym traktowaniem emigrantów z UE przez brytyjski rząd, a właściwie przez brytyjskie przepisy sprawa nie jest prosta. Z prostego powodu: przyjechali tu w różnym okresie i w różnie obowiązujących przepisach. Niektórzy, zaraz po wstąpieniu Polski do UE, inni później, jak jeszcze trzeba było się rejestrować w Home Office i uzyskać WRS, czyli pozwolenie na pracę, który to wymóg w 2011-m roku zniesiono. Bułgarzy i Rumuni przyjechali tu w ciągu ostatnich dwóch lat. Niektórzy Polacy w ciągu ostatniego roku, a wtedy już obowiązywały przepisy wynegocjowane przez Camerona z Tuskiem, które wstrzymały niektóre przywileje socjalne dla nowo przybyłych na siedem lat... Powyższe przykłady nie obejmują wszystkich przypadków i wszystkich sytuacji europejskich emigrantów, ale pokazują złożoność materii w tym zakresie. 


Brytyjskie przepisy w przypadku osób tam mieszkających, a nie posiadających brytyjskiego obywatelstwa (nie mylić z posiadaniem brytyjskiego paszportu, bo to nie jest to samo), mówią w takich sytuacjach o rezydenturze. Rezydent, to inaczej osoba, która na stale mieszka w Wielkiej Brytanii. Po pięciu latach takiego ciągłego zamieszkiwania otrzymywało się "automatyczną rezydenturę", co odnotowywano "w papierach", a właściwie w systemie, niekiedy po przejściu specjalnego "testu rezydenta" w Job Center. Jednak, osoby które przyjechały do WB, dajmy na to lat 9 temu były traktowane jako rezydenci od zaraz, co tłumaczono gwarancjami unijnymi w tym zakresie. Powtarzano także, że żadna inna rezydentura nie jest nikomu potrzebna, gdyż jest niejako automatyczna. Niektórzy jednak w dawnych czasach występowali o rezydenturę, czyli oficjalne potwierdzenie tego faktu, na co trzeba było wysłać pięć P60 (rocznych rozliczeń podatkowych) potwierdzających pięć kolejnych lat nieprzerwanej pracy, po czym otrzymywało się tzw. Kartę Rezydenta, czyli plastikowe ID, które tak naprawdę nigdy do niczego nie było potrzebne, oprócz dobrego samopoczucia jego posiadacza. Sprawa odżyła teraz, po rozpoczęciu przygotowań do Brexitu, gdyż wielu zaczęło obawiać się, że ta "automatyczna rezydentura" nie wystarczy i spokój zapewnić może jedynie "rezydentura stała". Nazwa jest niestety myląca, bo wcale nie musi chodzić o dożywotnią rezydenturę, a jedynie odnawialną co 5 lat; która i wtedy może zostać "zcancelowana", gdy ktoś opuści Wielką Brytanię na dłużej (np. gdy na pół roku wyjedzie do Polski, by opiekować się chorym rodzicem). 

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka