"Zagrożeniem jest działanie pewnej grupy wewnątrz Polski, która za nic ma polskie interesy" prawi Jarosław Kaczyński o sytuacji przy granicy z Białorusią.
Nikt obserwujący Kaczyńskiego nia może mieć wątpliwości, że to ta sama grupa, którą dotychczas Kaczyński oskarżał o zamordowanie mu brata w zamachu nad Smoleńskiem.
Sytuacja jest trochę inna, gdyż Łukaszenka rzeczywiście dopomagał migrantom przybyć na Białoruś a potem zorganizował naciski aby zgromadzili się przy granicy. Jednak już skali nacisków można się tylko domyślać albo wierzyć mediom Łukaszenki i Putina ponieważ Kaczyński zadecydował o blokadzie informacji ze strefy stanu wyjątkowego. To przypomina postępowanie Macierewicza, który jakieś badania za grube pieniądze pozlecał różnym krajowym i zagranicznym ośrodkom ale opowiadanie o nich zarezerwował dla siebie i dwóch najbardziej zaufanych a w rzeczywistości najbardziej zakłamanych swoich współpracowników - Biniendy i Nowaczyka.
Droga obrana przez PIS ciąży na losie uchodźców i nawet kościół dostrzega humanitarne aspekty problemu. Niestety PiSowi udało się ograć część opozycji i niezależne media, które przestały dostrzegać kryzys humanitarny. To przykre, że fundamentalną sprawę prawa człowieka większość polityków widzi przez pryzmat bieżących korzyści.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)