Pierwszy raz po wieloletniej przerwie odblokowano wykonania utworów Panufnika w 1977 roku ale tylko na Warszawskiej Jesieni. To skan programu tamtego koncertu.

W 1980 roku wydawało się, że jego muzyka na stałe zagości na innych estradach, ale wtedy wiele się wydawało natomiast skończyło na ciekawym wykonaniu jego koncertu skrzypcowego przez Wiłkomirską. Po 1989 roku Panufnik znowu nie został - choć już było wolno - ulubionym kompozytorem polskich orkiestr i solistów tak więc każde wykonanie jego utworów wypada traktować z atencją. Nagrywany jest bardzo rzadko i z reguły nie przez Polaków i jedynie wspomniany już koncert skrzypcowy jest częściej wykonywany.
10 października.

Kołysanka znalazła się pomiędzy dwoma znacznie dłuższymi utworami, z których koncert Haydna jest przebojem. Warto przypomnieć, że dziesięć lat temu w tej sali LSO również zagrała Panufnika a było to z podwójnej okazji - 100 rocznicy jego urodzin oraz otwarcia nowej sali NOSPR. Choć Kołysanka to prawdziwy klejnot, została przyćmiona przez utwory dłuższe, o większej obsadzie instrumentalnej i po prostu głośniejsze. O Fungu na pewno jeszcze usłyszymy bo to perfekcyjny wiolonczelista. Symfonia Martinu jest utworem nieco nowszym niż Kołysanka ale sam Martinu jest o pokolenie starszy od Panufnika i to raczej z wiekiem twórców związana jest przynależność stylistyczna - utwór Panufnika jest nowocześniejszy. W Symfonii Martinu dyrygent i orkiestra dali popis wielkiego grania.
12 października.






Komentarze
Pokaż komentarze (9)