Długo zastanawiałem się, czy będzie przesada jak napiszę, że to jeden z najepszych koncertów NOSPR w nowej sali - nie będzie!

Dyrygent, obecny szef artystyczny Opery Narodowej Teatru Wielkiego, według notki w programie specjalizuje się w muzyce francuskiej i włoskiej. Brak w dorobku muzyki symfonicznej przy imponującej liczbie oper i scen operowych mówi, że musi chodzić o muzykę operową włoską i francuską.
Na program koncertu złożyły się dwa utwory muzyki francuskiej, oba kompozytorów znanych w Polsce z jedynie nielicznych utworów - Francka z właśnie tej symfonii, sonaty skrzypcowej i kwintetu a Faurego z tego pięknego Requiem oraz Pelleasa i Melisandy. Na płytach Franck zwykle występuje w towarzystwie Brahmsa a Faure w towarzystwie Debussy'ego i Ravela, więc można by przypuszczać, że są to kompozytorzy odlegli stylistycznie, ale tak nie jest - oba dzieła charakteryzuje umiar.
Co te wykonania czyni wybitnymi - to, że dyrygent miał wszystko absolutnie przemyślane, że wszystko było w nich na swoim miejscu, że cały czas słuchało się tego jednocześnie z wielką uwagą ale bez oczekiwania na eksplozje emocji, chociaż moim zdaniem odrobina więcej emfazy przy graniu najbardziej znanego tematu symfonii Francka nie zaszkodziłaby.
Requiem Faurego wykonano w rzadziej grywanej wersji kameralnej. Tu "kameralna" nie tylko oznacza zmniejszenie składu orkiestry ale brak skrzypiec - kilka, a nie dwadzieścia, gra tylko w jednej części.




Komentarze
Pokaż komentarze