Dwa koncerty dwóch festiwali o wspólnych korzeniach.

"Siedem ostatnich słów Naszego Pana Zbawiciela na Krzyzu ( "Siedem ostatnich słów Chrystusa na krzyżu") to chyba najniezwyklejsze dzieło w literaturze muzycznej. Istnieją wersje na kwartet i orkiestrę. Wykkonywane są w wersji recytatorem, chórem lub tylko instrumentalnej. Niezwykłe również w dorobku Haydna - przepojone niesamowitymi emocjami wobec na ogół lekkiej, pogodnej muzyce tegokompozytora. Po raz pierwszy Savall nagrał to dzieło ćwierć wieku temu. W orkiestrze grali wtedy jeszcze Biondi, Nadeo i Pandolfo. Od tamtego czasu kolejne nagrania zawsze stanowią wzorzec - lepiej od Savalla może zagrać tylko Savall. W niesłychanie smutnych sonatach prowadzących do wtrząsającego finału interpretację Savalla trudno prześcignąć.
Zupełnie inny koncert - wielki śpiewak oraz młody wychowanek Antoniego Wita robiący wspaniałą międzynarodową karierę na czele jednej z najlepszych niemieckich więc i światowych orkiestr. Orkiestrę pierwszy raz słyszałem, kiedy jeszcze festiwał LvB odbywał się w Krakowie. Teraz wygląda, że część katowicka będzie trwałą składową festiwalu, który wprawdzie przeniósł się do Warszawy, ale w Krakowie pozostawił troje potomstwa . Orkiestrę jako antynazistowską zorganizowali po wojnie alianci i postawili na jej czele Hansa Schmidta-Isserstedta o pięknej antyhitlerowskiej karcie. Moim zdaniem ze światowej czołówki okiestr dotychczas goszczących w nowej sali NOSR to właśnie Niemcy pokazali najciekawsze brzmienie i najwięcej orkiestrowego kunsztu.
Uwertura Beethovena w wizji Urabańskiego to rdzieło w pełni romantykczne , momentami miałem się wrażenie, że ociera się o symfonikę Schumanna.
W Mahlerze usłyszeliśmy wspaniały popis Hampsona - od niemal trzydziestu lat jednego z najlepszych barytonów i wykonawców pieśni Mahlera. Głos niezwykle silny, piekny i świeżo brzmiący. a przy tym znakomita gestykulacja i mimika. Razem z dyrygentem, którego nie było na świecie, kiedy Hampson zaczyał karierę oraz orkiestrą Hampson stworzył znakmoitą interpretację, i, co ważne widać było, że ich wszystkich cieszty to co robią. Oczywiscie były dwa bisy.
Symfonia Szostakowicza to studium artysty wobec totalitaryzmu i terroru. Powstała w roku śmierci Stalina ( i Prokofiewa). Jak niemal wszystkie dzieła Szostakowicza pełna kontarstów - fragmenty elegijne i taneczne gasnące w pianach orza dwie porażające, gigantyczne, histeryczne, wtłaczające w fotele kulminacje. Wszystko zagrane przez orkiestrę z - chciałoby się powiedzieć - nadprzyrodzonym błyskiem.
Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura