Różnica jest oczywiście taka że gmina Brzeszcze to Europa ale Europa to nie gmina Brzeszcze. Wczoraj było to niestety bardzo boleśnie widoczne.
Szydło, bez wiedzy o tym, czy pod naciskiem na przykład Łotwy, Słowacji, Słowenii, Malty, Portugalii i Irlandii pod jej nieobecność, bo do kamer i mikrofonów rozwijała myśli genialnego stratega, nie zostanie podjęta konkluzja, aby realizację pomysłu dwóch prędkości jak najbardziej ograniczyć, zadeklarowała, że konkluzji nie poprze. Kolejne szczyty będą odbywały się w takim samym składzie - Tusk i szefowie państw - formalnie nie będą się różniły od obecnego, wiec przyczyna odrzucenia konkluzji nie ustanie. Obecność Szydło na szczytach, których konkluzji, zgodnie ze swoją wczorajszą deklaracją nie będzie przyjmowała, jest zbędna - poprzedzoną upojną podróżą z koszeniem drzew jako atrakcją specjalną, kolację może zjeść w Brzeszczach. Menu może być zapożyczone z obiadu Kaczyński - Orban a na przekąskę pomidor faszerowany kiełbasą.
Hollande zwrócił Szydło uwagę, iż faktycznie wkroczyła na drogę wyjściową z Unii. W podobny sposób z Unii wypadli Brytyjczycy - Cameron, sam nie będąc zwolennikiem wyjścia, potraktował politykę wobec UE jako narzędzie zdobywania elektoratu w kraju. Jego buńczuczne "pokażemy UE" przed kolejnymi szczytami i "pokazaliśmy UE" po nich, doprowadziły Anglików do sytuacji, w której zagłosowali za wyjściem a potem mówili "a myślałem, że to tak na niby".
Polacy wybrali członkostwo w Unii, dla mojego pokolenia przynależność do Zachodu była marzeniem czasem niedościgłym, ale gotowi byliśmy płacić utratą pracy i wolności. Niektórzy płacili zdrowiem i życiem. Anglia od Zachodu nie odpadnie, co najwyżej odpadnie od niej Szkocja, natomiast Polska albo będzie po tej stronie, gdzie Niemcy, Czechy, Słowacja i Litwa, albo po stronie Rosji, Białorusi i Ukrainy. Nie ma czegoś takiego jak bezwzględne prawo do dobrowolnego stowarzyszenia. Do UE należymy nie po to, żeby przedstawiciele Polski o mentalności wójta leczyli swoje prowincjonalne kompleksy buńczucznymi deklaracjami bez pokrycia. Mówienie językiem obecnej dyplomacji o dwóch prędkościach jest śmieszne - za każdym razem na "nie podpiszę" można usłyszeć "właśnie zostałaś o kolejny krok z tylu". "Jedź wolniej" to można było nakazać swojemu kierowcy. A w sprawach pierwszej prędkości wspólnej obronności trudno Szydło traktować jako poważnego przedstawiciela Polski skoro w Polsce nawet Misiewicza nie potrafi zwolnić.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)