O wiele bardziej, niż siermiężne zmagania się salonowych parafizyków z mechaniką lotu wolę napisane z genialnym wręcz rozmachem idiotyzmy osób, które w niewytłumaczalny dla normalnego człowieka sposób nabawiły się tytułów naukowych - na przykład: "Zanim prezydent Barack Obama zakazał administracji amerykańskiej udzielania informacji w tej sprawie poza kontrolą administracji centralnej, prof. Wiesław Binienda z Uniwersytetu w Akron otrzymał wyniki symulacji przeprowadzonej w Ferderal Highway Administration USA, które wiele razy referował. Założono tam, że to był normalny grunt - nie mówimy o gruncie błotnistym - ale zwykły, zwięzły grunt - i ten samolot powinien zostawić krater o głębokości od metra do dwóch stopniowo wypłycający się na dystansie co najmniej dwóch długości samolotu."
Na salonie o taką eksplozję geniuszu inaczej już trudno, trzeba zadowalać się rzeczami mniej efektownymi, ale skoro pojawiają się pod notką blogerki*, która za swe zasługi smoleńskie kręci energetyczne lody w państwowej firmie energetycznej to trzeba je spróbować omówić.
"Jednak drugim warunkiem wykonania beczki przez PLF101 była odpowiednia wysokość lotu.
Aby osiągnąć odpowiednią wysokość lotu, PLF101 musiałby, zanim rozkręciłby beczkę, odrobić wpierw ~14% siły nośnej, utraconej wraz z końcówką lewego skrzydła (np. poprzez wzrost pochylenia przy niezmniejszonej prędkości).Czas potrzebny na odrobienie utraconej siły nośnej jest zatem ważny dla możliwości wykonania beczki."
Mniejsza, czy u P. Artymowicza lub G.Kowaleczki było to 14% (nie było). Mniejsza też o "pochylenie" - siła nośna uzależniona jest od kąta natarcia, ponieważ do recydywy w myleniu kątów wznoszenia, pochylenia i natarcia już się przyzwyczailiśmy.
Bloger CC popełnia błędy w rozumieniu geometrii i fizyki. Po pierwsze nie musiałby "wpierw" - mógłby w trakcie i nie siły nośnej tylko wysokości, bo przecież w miarę rosnącego przechylenia skrzydło obniża się względem środka ciężkości stopniowo. Po drugie - skoro samolot się wznosił, to nawet wystąpienie przyspieszenia pionowego w dół nie spowoduje natychmiastowego ruchu samolotu w dół. Gdyby było inaczej to panowie musieliby opierać się głowami o brzozy, aby nie nasikać sobie do butów. Podobne rozumienia siły nośnej demonstrował bloger KaNo, a potem dr K.Nowaczyk w referacie z IKS. Widać to naturalna droga awansu na "profesora" i przewodniczącego podkomisji.
"To co kwestionowałem (a Ty nie zrozumiałeś, stawiając mi swoim postem zarzut), to było właśnie to, że PLF101 -moim zdaniem- nie mógłby w ułamku sekundy odrobić ~14% siły nośnej, czyli że nie mógł przed i jedną sekundę po ewent. zderzeniu z brzozą Bodina dysponować siłą nośną, której odpowiadałoby ~1,32g. Nie miałby więc zapewne w fazie początkowej beczki wystarczającej prędkości wznoszenia, by osiągnąć pułap pozwalający na wykonanie beczki i przyziemienie na wrakowisku."
Czy miałaby, czy nie, jak raz da się ocenić korzystając z wykresów przeciążenia pionowego, kąta natarcia i prędkości przyrządowej. Nie byłyby to obliczenia super dokładne więc spojrzenie na wykresy podpowie, do czego mniej więcej by prowadziły:
- prędkość przyrządowa przed i po kolizji z brzozą nie ulega większej zmianie,- przed uderzeniem w brzozę przeciążenie pionowe rośnie razem z kątem natarcia (kąt natarcia jaki należy brać do odczytywanie z wykresów współczynnika siły nośnej związany jest liniowo z uwidocznianym na wykresie KBWL z czego wynika, że siła nośna i przyspieszenie pionowe zależy liniowo od kąta natarcia z wykresów),- po uderzeniu w brzozę mimo tego, iż kąt natarcia nadal rośnie, przeciążenie pionowe przestaje rosnąć. Jakościowo wszystko się zgadza z utratą fragmentu skrzydła na brzozie.
"różnica średnich prędkości spadania (sink rate) przed brzozą Bodina wyznaczonych w oparciu o całkowanie zapisanych przyśpieszeń i w oparciu o zapis radiowysokościomierza/profil terenu; wynikającą z tej różnicy wysokość położenia wynosiłaby nawet do ok. 12m(!)"
Zgodnie z metodą opisaną przez blogera CC 12 m brakłoby, gdyby całkowanie zacząć z drugiej strony - od wysokości barometrycznej zapisanej w TAWS#38. Nie wiem, co skłania tego blogera do karykaturalnej reanimacji moich, aczkolwiek metodologicznie poprawnych obliczeń z referatu z IKS, to jednak pozostawiających alternatywę: albo poprawne wysokości BW w TAWS#38 albo ślady w drzewostanie, których udokumentowania wtedy tak dobrze nie znałem.
_______________________
* Notka, jako klasyka nie wymaga odnośnika. Parafrazując innego blogera - ją trzeba znać jak Czerwoną Stronę Księżyca albo Pana Tadeusza.
Bardzo były fizyk teoretyk, do 1982 pracownik naukowy. Autor referatu na I Konferencji Smoleńskiej. Dzisiaj sam zdziwiony, skąd w tym temacie i miejscu się znalazł. Archiwalne notki: http://mjaworski50.blogspot.com/ Odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności ale też podejrzany o przynależność do niedorżniętej watahy współpracowników gestapo.
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka