Tekst na piątą rocznicę mojej nieobecności wśród współpracowników Nowaczyka i drugą powołania podkomisji.
Nie będzie o rozmowie z pokładu tupolewa - w tej sprawie wiadomo tylko, że odbyła się tuż po tym, kiedy Lech Kaczyński dowiedział się o pogodzie uniemożliwiającej lądowanie w Smoleńsku a reszta to są budzące emocje spekulacje.
Będzie o tym, co zrobił a czego nie zrobił Jarosław Kaczyński po katastrofie - wszystko przez pryzmat dzieł smoleńskich Macierewicza. Zaczęło się od tego, że posła nienależącego do jego partii, którego poprzednie dzieło przed oczami opinii publicznej ukrywał Lech Kaczyński, dając do zrozumienia, iż jest to pusta fantastyka, Jarosław postawił na czele zespołu parlamentarnego zajmującego się wyjaśnianiem katastrofy. Macierewicz podszedł do tematu bardzo nowocześnie uznając, że to co internet przyjmie za prawdę jest prawdą.
Casting do "zespołu amerykańskich uczonych" przeprowadził w Internecie Marek Dąbrowski już zasłużony jako odkrywca w tupolewie przerobionego bombowca. To był pierwszy moment, kiedy Kaczyński powinien zaniepokoić się o merytoryczną stronę prac zespołu Macierewicza. Powinien choćby zapytać o skład i kompetencje zespołu ekspertów mających, jakby nie było, zbadać okoliczności śmierci jego brata bliźniaka, bo to wcale nie było publicznie znane *. Salon24 odgrywał wtedy dominującą rolę jako medium, w którym selekcjonowało się i testowało kolejne pomysły. Według mojej oceny szło nam świetnie właśnie dzięki "nowoczesnemu" podejściu czyli licznej grupie trolli i hejterów **.
Drugim momentem była tak zwana debata w UKSW a konkretnie dwa wydarzenia z nią związane. Pierwszym powinno być tajemnicze zniknięcie zza stołu prezydialnego jednego z zapowiedzianych prelegentów a drugim wymiana zdań pomiędzy Rońdą a Biniendą. Szczególnie to drugie, ponieważ Binienda zaczął odpowiedź od słów, ze ma wszystko policzone a Rońda w jednym zdaniu pokazał mu, że wybitny amerykański uczony ma g..o policzone. Działo się to tuż przed oczami Kaczyńskiego. Na tej samej imprezie drogiemu Wackowi, też - a jakże by nie - importowanemu z Ameryki - dokument FAA otwarł się na niewłaściwej stronie a ten z wielką swadą odczytał z niego niezgodność beczki z wymogami, ale prześledzenie tego jednak wymaga odrobiny wiedzy lotniczej.***
Potem była druga konferencja smoleńska, na której sensacyjne odkrycie, że brzoza nie rosła tam gdzie rosła oraz urosła od razu złamana ogłosił jeszcze inny słynny amerykański uczony. Słynnych amerykańskich uczonych, w tym doradców amerykańskich prezydentów, przybywało****. Temat brzozy najpierw został nagłośniony przez media raczej apolityczne a potem porwany przez rwący nurt wody w sedesie medium Rydzyka - to już powinno Jarosławowi Kaczyńskiemu zapalić czerwone światło.
Tymczasem każdego dziesiątego dnia miesiąca Kaczyński dochodził do prawdy. Tak dochodząc doszedł do władzy i oddał Macierewiczowi resort obrony, co otwarło mu drogę do powołania nowej komisji. Oczywiście została stworzona z ludzi już zasłużonych na polu dochodzenia do prawdy. Podzespół pilotażu objął we władanie architekt spod Wrocławia a zespół konstrukcji lotniczych badacz betonu masywnego. Mimo tego Kaczyńskiemu nadal świtała nadzieja dorwania Tuska jako odpowiedzialnego za katastrofę. Jej ślady widać jeszcze w speechu o mordach zdradzieckich.
W siódmą rocznicę katastrofy po ponad roku działalności swoim filmem o wybuchu blaszaka podkomisja przekonała prezesa, że jego brat bliźniak zginął od "wybuchu specjalnie przygotowanego". Nie pomogły wcześniejsze sygnały wskazujące, że tak zwani eksperci w przerwach pomiędzy posiłkami zajmują się zmyślaniem scenariuszy strasznego zamachu trafiających w gust bywalczyń salek katechetycznych i klubów GaPola. Z tragikomizmu sytuacji Kaczyński zdał sobie sprawę dopiero, kiedy drogi Wacek odleciał do Ameryki a podkomisję opuścili jej utytułowani polscy członkowie. W filmie zafałszowano wyniki zamówionych przez podkomisję w WAT badań aerodynamicznych. Zrozumienie tego znowu wynika minimum wiedzy, ale odwołanie konferencji, na której WATowcy zamierzali przedstawić prawdziwe wyniki było kolejnym wymownym faktem.
Wcześniej musiał sobie z tego zdawać sprawę Duda choćby z racji kontaktów z NATO, gdzie na wspomnienie Smoleńska zapewne kreślono kółko na czole, stał się więc wygodnym narzędziem do usuwania Macierewicza. Pomógł temu konflikt Macierewicza z Dudą nigdy nie rozpatrywany w kontekście smoleńskim choć bardzo prawdopodobne jest, że na biurko Dudy trafiały do podpisu nominacje starannie wyselekcjonowane pod kątem przekonań smoleńskich przez Misiewicza.
Kaczyński w zemście na Macierewiczu chciał go postawić na czele podkomisji ale tu zadziałała jednak istniejąca w Dudzie jakaś śladowa zawartość instynktu państwowego - podkomisjanci czyli obecnie prawie wyłącznie byli blogerzy S24 pod kierunkiem Macierewicza stworzyliby państwowy dokument zdolny ośmieszyć nie tylko kraj w środku Europy ale kraik rządzony przez kacyków i szamanów. Papierowa wydmuszka dowodząca rzekomych bardzo licznych wybuchów*****, w którą z przejęciem wpatrują się "eksperci" przerasta wszystkie dowcipy jakie na temat dzieł Macierewicza dotychczas wymyślono - życie przerosło kabaret.
Doszliśmy do momentu, w którym nie wiadomo kto przewodniczy podkomisji ani, kto w niej zasiada******.

_________________________
*** Potem na niewłaściwej stronie otwarła się jeszcze instrukcja tupolewa Dąbrowskiemu i kolejnemu amerykańskiemu znawcy lotnictwa Bujnowskiemu. Rzecz dotyczy fragmentu wystąpienia na SKON o obrotach silników.
**** Warto przypomnieć, że już tego samego dnia wieczorem do uczonego grona dotarły wieści, iż mamy do czynienia z gigantyczną pomyłką albo jeszcze większym oszustwem. Odkrycie Cieszewskiego zostało ogłoszone utytułowanemu gronu. Można je było w kilkanaście sekund obalić oglądając filmik lotniarza, którym posługiwał się sam autor ale i w utytułowanym gronie głód sensacyjnych idiotyzmów wziął górę nad niby obowiązującą każdego uczonego metodą weryfikacji wyniku. Potem jeszcze uczone grono zorganizowało seminarium o odkryciu Cieszewskiego. Skoro mimo tego doszło do wyprawy Czachora i Wiśniewskiegoi na biegun środkowy to lista uczestników seminarium z wyłączeniem tych dwóch fizyków jest jednocześnie listą hańby polskiej nauki.
***** To jest scenariusz kontrolowanej demolki rozwijany przez Witakowskiego, który pewnie ogłądał filmy o wyburzaniu budynków. Można sobie wyobrazić, że gdyby Witakowski był docentem krawiectwa to tupolew zostałby dokładnie tak samo pocięty przez rosyjskie latające nożyce do zamachiwania się na polskich prezydentów.
****** Taki obrazek wisi na stronie podkomisji od paru dni więc nie jest to efekt ataku hakerów i tak mało zresztą prawdopodobnego bo ci skupiali się na rozsyłaniu z kont Biniendowej wirusów i hejterskich wpisów na forach.



Komentarze
Pokaż komentarze (71)