dotyczącej wybuchu w akwarium z kupą pociętych papierków.

Nie to jednak będzie tematem notki a zacytowane na początku zdanie Jorgensena. Załóżmy, że to jest prawda. Z drugiej strony niekwestionowanym faktem jest podjecie przez pilotów próby lądowania mimo informacji od rosyjskiej kontroli lotów o warunkach atmosferycznych uniemożliwiających lądowanie oraz złamanie w czasie podejścia do lądowania licznych nakazów przerwania zniżania i odejścia na drugi krąg. Najważniejsze z nich to zignorowane bezwzględnego nakazu "Pull up", obrotów poniżej minimalnych, nadmiernej prędkości zniżania i przekroczenie minimalnej dozwolonej wysokości, do której wolno się zniżyć bez zobaczenia pasa lotniska. Według koncepcji podkomisji piloci mogli to zrobić bo i tak czekały ich wybuchy. JEŻELI TAK, TO SKĄD O WYBUCHACH WIEDZIELI? GDYBY NIE MIELI PEWNOŚCI, ŻE I TAK CZEKAJĄ ICH ŚMIERTELNE WYBUCHY TO PRZECIEŻ ZASTOSOWALIBY SIĘ DO RATUJĄCYCH ICH I PASAŻERÓW ŻYCIE ZAKAZÓW.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)