W dzisiejszej „Rzeczpospolitej” przeczytałem, że premier ma dość już wygaszania pożarów wzniecanych przez koalicjantów. Dopiero co ugasił (czy może tylko zmniejszył) ten spowodowany przez Romana Giertycha, a już szykuje siew nowy tym razem podpalaczem jest Andrzej Lepper. Czy tak będzie już zawsze do końca kadencji?
Osobiście mam dość tego żenującego cyrku. Co więcej widzę, że ma go dość też sam premier. Wprawdzie robi dobrą minę do zlej gry, wczoraj nawet śmiał się i żartował. Jednak powodów do dobrego humoru szefa rządu raczej nie ma. Koalicjanci świetnie wyczuli koniunkturę rozprzężenia w PiSie i to bezpardonowo wykorzystują. Premier jest przez nich klinczowany, musi znosić ich fochy, gdyż każdy sprzeciw grozi rozpadem koalicji i nowymi wyborami. Modelowy przykład mogliśmy obserwować wczoraj. Jarosław Kaczyński powoli treaci s1)a twarz, bo przecież jak inaczej można nazwać to, że jednego dnia grzmi na Giertycha a na drugi dzień, gdy wicepremier grozi zerwaniem koalicji, przyznaje mu stuprocentową rację. Czy Kaczyński taki stan rzeczy jeszcze długo wytrzyma? Wszak nie jest to polityk, który skłonny robić coś wbrew sobie. Widać, ze do premiera dopiero teraz zaczyna docierać jak wysoką cenę musi zapłacić za zgniły kompromis z Samoobroną i LPR.
Ostatnie wydarzenia dają nam niemal pewność, że ten rozklekotany pojazd jakim jest koalicja PiS – Samoobrona – LPR nie dotoczy się do końca kadencji. Pytanie tylko kiedy premier nie wytrzyma tej „rozpudy” i powie BASTA.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)