Obserwując dziś wicepremiera Ludwika Dorna podczas debaty na Uniwersytecie Warszawskim dostrzegłem w tym polityku bardzo istotna zmianę. Z brutala i ignoranta przerodził się w otwartego inteligenta, skłonnego do prowadzenia twórczego sporu. Pomyślałem, że byłby świetnym kandydatem na nowego marszałka Sejmu. Całkiem nowy, kulturalny, elokwentny , powściągliwy, przestający z elitą intelektualną Dorn, miałby szansę „odchamić” obecny Sejm, w którym to debata publiczna została sprowadzona na poziom DNA, nie tylko polityków Samoobrony. Wszystko jednak wskazuje na to, że Dorn marszałkiem Sejmu nie zostanie. Dlaczego?
Przede wszystkim odnowiony wicepremier może przydać się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Po kryzysie związanym z odejściem Jurka, Kaczyński nie może sobie pozwolić na kolejną rysę w wizerunku, a taką jest niewątpliwie obecność w gabinecie Andrzeja Leppera. Obniżenie tych standardów u steru władzy ma neutralizować właśnie Ludwik Dorn. Jest też drugi powód, dla którego Dorn nie zasiądzie w fotelu marszałka Sejmu. To w zasadzie ten sam powód, dla którego pozostaje on w rządzie. Dorn stał się inteligentem. Mówi naukowym jeżykiem, cytuje znanych światowych naukowców, jest ceniony przez środowisko. A Sejm… Sejm nie jest miejscem wielkich intelektualnych debat, w Sejmie zasiadają przeważnie prości ludzie, wybierani przez prostych ludzi. Sejm nie lubi inteligentów, jest w stosunku do nich zakompleksiony, bo posłowie nie rozumieją tego języka i tej specyficznej kultury polskiej inteligencji. Sejm to przecież Wiejska. A na Wiejskiej nie ma miejsca dla Dorna – wykształciucha.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)