„Oto jest dzień, który dał nam Pan” – tak świętowali posłowie PiS awans Przemysława Gosiewskiego na wicepremiera. Radość posłów może okazać się jednak przedwczesna. Oto nominacji dla Gosiewskiego sprzeciwia się inny wicepremier – Roman Giertych. Sugeruje on, że wicepremierem powinien być ktoś, kto szefuje ważnemu resortowi, np. Kaczmarek, Szczygło, lub Ziobro. Jakaś logika w takiej argumentacji oczywiście jest. Jednakże, o ile pamiętam, Roman Giertych nie miał nic przeciwko gdy wicepremierem bez teki pozostawał przez kilka miesięcy Ludwik Dorn. Ciekawe dlaczego nagle minister edukacji zmienia zdanie odnośnie tych standardów. A może nie od standardy tu chodzi a o osobę? A może po prostu lider LPR chce znów ugrać coś dla swojej formacji?
Ciekawe w tym wszystkim jest to, że najbardziej dotąd wrzaskliwy wicepremier – Andrzej Lepper, w tej sprawie jak nigdy siedzi cicho, pokornie godząc się zarówno na marszałka Dorna jak i wicepremiera Gosiewskiego. Doświadczenie sprzed niemal roku, kiedy to dostał Lepper od premiera mocnego kopniaka, każe mu być wstrzemięźliwym w słowach i zachowaniu. Giertych takiego kopniaka jeszcze nie dostał dlatego podskakuje. Co więcej, on zdaje się sprawdzać premiera. Jego odejście z rządu oznaczało by bowiem wybory, Giertych, w odróżnieniu od Leppera nie jest politykiem, który skamląc i dostając ochłap z chęcią powrócił by do gabinetu Kaczyńskiego.
Jeśli nominacja dla Gosiewskiego zostanie zablokowana oznaczać to będzie, że Giertych ma dziś mocną jak nigdy pozycję w rządzie, a Kaczyński jak nigdy boi się wyborów. Jeśli zaś Gosiewski zostanie wicepremierem, oznaczać będzie tylko tyle, że Giertych jeszcze nie dogadał się z „jurkowcami” i jeszcze nie jest gotów dokonać politycznego przewrotu, powołując wraz z byłym marszałkiem nową formację .



Komentarze
Pokaż komentarze (1)