Lekarze zerwali rozmowy z rządem. Informacja ta ogarnia trwogą wielu pacjentów. Lekarze strajkują już prawie tydzień i po dzisiejszych wydarzeniach zapowiadają zaostrzenie protestów. Sytuacja jest nieciekawa, zwłaszcza, że żadna ze stron tego konfliktu nie chce pójść na jakiekolwiek ustępstwa.
Lekarze domagają się podwyżek i oczywiście mają do tego prawo. Ale język i forma protestu nie przystoi środowisku jakie reprezentują. Dlatego nie dziwię się, że rząd zwlekał z podjęciem rozmów z OZZL. Jeśli lekarze mówią o liczeniu trupów na ulicy i w ten sposób ewidentnie szantażują rząd domagając się 100% zwiększenia pensji, to jest to naprawdę niedobry początek dyskusji. Jeśli dziś lekarze zerwali rokowania tylko dlatego, że pojawiły się na nich pielęgniarki, to bardzo źle świadczy o medykach. Nie deprecjonuję oczywiście wykształcenia, odpowiedzialności i poświęcenia tych ludzi. Trzeba jasno powiedzieć, mamy w Polsce wielu wspaniałych lekarzy, bezgranicznie oddanych zawodowi. Jednak nie można zapominać o wielu negatywnych przykładach, które też istnieją. Ciekaw jestem dlaczego podniósł się taki larum gdy minister Religa chciał wprowadzić do gabinetów kasy fiskalne, a opiekę nad pacjentem w oddziałach przerzucić z ordynatorów na lekarzy prowadzących? Dlaczego środowisko medyczne jest przeciwne prywatyzacji służby zdrowia, przecież nie z powodu troski o dobro pacjenta. Tak ma wyglądać dialog? Lekarze nie chcą bowiem rozmawiać o reformach, o zmianach w systemie opieki medycznej. Oni chcą mówić tylko o jednym – o podwyżkach.
Niektórzy chyba zapomnieli, że czasy „świętych krów” dawno już w tym kraju minęły. Zasada - „czy się stoi czy się leży…” już nie obowiązuje. Lekarze powinni przeć do wyższych pensji, ale nie poprzez strajki i protesty, lecz rozpoczęcie debaty o reformie prowadzącej do urynkowienia służby zdrowia. Tyle tylko, że nie wiemy czy oni takiej reformy naprawdę chcą.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)