Trudno jest porównywać między sobą postaci, wokół których narosła legenda. Historia legendarnego sportowca i historia legendarnego przywódcy wielkiego ruchu społecznego nie mogą mieć wiele wspólnego z wielu względów. Zróżnicowane cele ich działalności, specyficzne otoczenie społeczne i polityczne oraz wiele innych czynników mogą sprowadzić próbę takiego porównania do absurdu. Dużo bardziej obiecująca jest analiza percepcji legendarnych postaci przez ich własne społeczeństwa, gdyż z tej perspektywy – szczególnie w obliczu kontrowersyjnych faktów lub mitów – ujawnia się społeczny stosunek do uczciwości i moralności.
Lance Armstrong siedmiokrotnie zwyciężał jako zawodowy kolarz w najtrudniejszym i najbardziej prestiżowym wyścigu na świecie, jakim jest Tour de France. Ale nie tylko sukcesy sportowe uczyniły zeń ikonę kolarstwa i amerykańską legendę. Do dziesiątków Amerykanów Armstrong najsilniej przemówił swoją upartą walką wtedy, kiedy wszystko wydawało się już skończone. Był to okres, kiedy zdiagnozowano u niego ciężką odmianę raka. Armstrong podjął walkę i ją wygrał. Jego wizerunek po tym bezprecedensowym zwycięstwie podbudowała aktywność charytatywna – Armstrong powołał do życia fundację wspierającą ludzi walczących z rakiem. Kolarz stał się ucieleśnieniem amerykańskiego snu i wzorem do naśladowania nie tylko dla adeptów sportu. 20 milionów Amerykanów stało się członkami fundacji, aby wspierać go w budowaniu frontu walki z rakiem. Armstrong stał się narodowym bohaterem, żyjącą legendą.
Już w czasie największej świetności sportowej zaczęły pojawiać się pierwsze skazy na wizerunku Armstronga. Niektórzy kolarze wyrażali powątpiewanie, czy jego nadludzką kondycję i wytrzymałość da się osiągnąć bez preparatów dopingowych. Armstrong twardo walczył z tymi oskarżeniami. Kolarza poddano podczas jego kariery ponad 500 kontrolom antydopingowym i żadna z nich nie dała wyniku pozytywnego. Armstrong walczył o swoje imię przez 10 lat aż w końcu oświadczył, że rezygnuje z dalszej kosztownej walki o przekonanie urzędników o swojej niewinności. Amerykańska Agencja Antydopingowa nie uwierzyła w tę niewinność i roztrzaskała legendę o bruk jedynie w oparciu o postępowanie poszlakowe.
Legendarnego, pierwszego lidera wielkiego polskiego ruchu społecznego, jakim był NSZZ Solidarność, nie trzeba tutaj przedstawiać, bowiem ma on już swoje miejsce w najnowszej historii Polski. Wąski krąg osób z jego środowiska opozycyjnego wiedział, że krystalicznie czysty wizerunek trybuna ludowego, za jakiego uważało Wałęsę polskie społeczeństwo, ma swoje głębokie skazy. Spowodowały je zarzuty o agenturalną działalność dla peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa (SB). Wałęsa nie zaprzeczał tym zarzutom lecz je systematycznie dezawuował. Po wygraniu wyborów prezydenckich wykorzystał swoją władzę do usunięcia dowodów swojej działalności z ocalałych archiwów SB i do całkowitego zaprzeczenia jakiejkolwiek współpracy z SB. Nie docenił jednak siły zaawansowanych metod badawczych i znajomości procedur obiegu dokumentów wewnątrz SB. Dwóch naukowców, którzy taką wiedzę posiedli, S. Cenckiewicz i P. Gontarczyk, dokonało żmudnej analizy dostępnych dokumentów i wykazało ponad wszelką wątpliwość, że lider Solidarności był tajnym agentem SB i za swoją działalność otrzymywał wynagrodzenie.
Dwie historyczne postaci, obaj bohaterowie swoich narodów. Jednemu nie uwierzono w zapewnienia niewinności, drugiemu udowodniono oszustwo i zdradę. Jednego państwo strąciło z piedestału i wyrwało ze świadomości społecznej, drugi pozostaje na piedestale a jego kłamstwo jest honorowane i upowszechniane przez oficjalne kanały medialne. W pierwszym wypadku państwo walczy o moralne zdrowie swojego społeczeństwa, w drugim aprobowanym budulcem życia społecznego jest kłamstwo i obłuda.
Jak co roku wracam w Wigilię myślami do tamtej Wigilii, po 13 grudnia 1981 roku. Siedzieliśmy wówczas przy stole wigilijnym zrozpaczeni i wstrząśnięci po kaźni w kopalni Wujek, załamani losem naszych solidarnościowych przyjaciół, do głębi zaniepokojeni losem Lecha Wałęsy, naszej wielkiej nadziei…


Komentarze
Pokaż komentarze