W polskim obszarze kulturowym ludzie niepełnosprawni cieszą się, prócz całkowicie ludzkiego współczucia, prawdziwą estymą. Akceptujemy u nich znacznie więcej, niż u pełnosprawnego obywatela. Darzymy szacunkiem i wsparciem opiekunów ludzi niepełnosprawnych i potępiamy bezduszną postawę polskich władz wobec ich całkowicie uzasadnionych oczekiwań finansowych.
Kiedy przeniesiemy się na salonowy blog Jana Filipa Libickiego – niepełnosprawnego senatora Platformy Obywatelskiej – to przekonanie o naszej ludzkiej tolerancji dla tej kategorii ludzi bezpowrotnie znika. Próżno tam szukać komentarzy życzliwych senatorowi. Skala niechęci dla niego jest tak ogromna, że aż trudno doszukiwać się tam wyłącznie motywów politycznych. Natomiast łatwo dostrzec, że niechęć jest w dużej mierze pobudzana brakiem akceptacji dla wątpliwej społecznie postawy senatora. Do tego dochodzą jego prowokacyjne nawoływania do rozprawy z ludźmi, którzy reprezentują odmienny od Senatora światopogląd.
Należy zwrócić przy tym uwagę, że senator Libicki wcale nie jest jakimś kontrowersyjnym blogerem, bo przecież kontrowersyjnością nie wolno określać niechlujstwa językowego senatora lub też publikowania infantylnych fotografii z własnym udziałem. Także zawartość merytoryczna blogowych popisów senatora nie pozwala stwierdzić żadnej oryginalności. Budzi ona raczej powątpiewanie w moce intelektualne autora.
Kim jest więc człowiek, który mimo swojego fizycznego niedomagania, nie potrafi wzbudzić u innych najmniejszego szacunku dla siebie?
Senatorowi radziłbym, aby uczynił podobnie jak Jerzy Janowicz. Nasz znakomity tenisista po ostrej dyskusji z dziennikarzami nakazał sam sobie zakaz kontaktu z mediami.
Tytuł niniejszego wpisu wziąłem z jednego z wpisów Senatora, w którym nawołuje on do rozprawienia się z ks. Małkowskim.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)