modus in actu modus in actu
12
BLOG

Opowieści z szatni i boiska cz.5

modus in actu modus in actu Sport Obserwuj notkę 0
O tym, jak Albin zarządził taktykę modalną i Oldboje zaczęli przygotowania do mistrzostw świata w Hiszpanii

image

Wszystko zaczęło się któregoś środowego popołudnia.

Albin przyszedł do szatni wyjątkowo poważny.

Nie powiedział „dzień dobry”.

Nie zapytał, kto przyniósł piłkę.

Nie skomentował nawet tego, że Szachnit znowu zapomniał korków.

Usiadł na starej drewnianej ławce, spojrzał po wszystkich i oznajmił:

– Panowie... od dziś gramy modalnie.

Zapadła cisza.

Pierwszy odezwał się Odro.

– A przeciw komu?

– Nie przeciw komu – odpowiedział spokojnie Albin. – Tylko w jaki sposób.

Nikt nic nie zrozumiał.

Nawet Książka, który zwykle rozumiał wszystko o dwa podania wcześniej.

– Albin... – odezwał się niepewnie Oprzond. – A co to właściwie jest ta taktyka modalna?

Albin wyjął kredę.

Na tablicy narysował boisko.

Potem postawił jedną kropkę.

– To jesteś ty.

Dorysował drugą.

– To przeciwnik.

Po chwili zmazał obie.

– A teraz zapomnijcie o tym.

– Jak to? – zdziwił się Dziubek.

– Bo wy ciągle patrzycie, gdzie stoi piłka. A ja chcę, żebyście zaczęli widzieć, gdzie za chwilę będzie możliwość.

Szatnia zamilkła.

Nawet Stiopa przestał szukać swoich ochraniaczy.

– Piłka jest tylko kurierem – mówił dalej Albin. – Najważniejsze są możliwości.

– Czyli mamy podawać do możliwości? – zapytał Szycha.

– Nie.

– To do kogo?

– Do przyszłości.

Przez chwilę wydawało się, że Albin przesadził.

Ale nikt nie odważył się tego powiedzieć.

Nazajutrz rozpoczęły się przygotowania.

Pierwszy trening trwał dwie godziny.

Przez pierwsze dziewięćdziesiąt minut... nie było piłki.

– Albin, zapomnieliśmy sprzętu? – zapytał Bartek.

– Nie.

– To dlaczego nie gramy?

– Bo najpierw musicie nauczyć się widzieć.

Kazano nam chodzić po boisku.

Potem biegać.

Potem zatrzymywać się dokładnie tam, gdzie – jak twierdził Albin – za pięć sekund miała powstać wolna przestrzeń.

Na początku wyglądało to jak zebranie ludzi, którzy zgubili okulary.

Po tygodniu zaczęło wyglądać jak trening.

Po dwóch tygodniach kilku zawodników rzeczywiście zaczęło pojawiać się w odpowiednich miejscach, zanim piłka tam dotarła.

– Widzicie? – uśmiechnął się Albin. – Piłka jest najwolniejszym elementem tej gry. Myślenie powinno być szybsze.

Największy problem miał Masta.

– Albin... a jak ja mam biec do miejsca, którego jeszcze nie ma?

– Bardzo prosto.

– Jak?

– Najpierw przestań biec tam, gdzie wszyscy.

Po miesiącu treningów okazało się, że Sito zaczął zdobywać bramki.

Nikt nie wiedział dlaczego.

On również.

Twierdził jedynie, że od kiedy przestał szukać piłki, piłka sama zaczęła go znajdować.

Potem Albin ogłosił drugi etap przygotowań.

– Od dziś uczymy się organizować czas.

To już przerosło nawet Książkę.

– Czas?

– Tak.

– A można go przesunąć na sobotę?

– Można.

– Jak?

– Spóźnij się na mecz.

Od tej chwili każdy trening miał dwa rytmy.

Jeden szybki.

Drugi wolny.

A Albin powtarzał:

– Nie wygrywa ten, kto biega szybciej.

Wygrywa ten, kto wcześniej wie, kiedy przyspieszyć.

Na trzecim etapie pojawiła się informacja.

– Od dziś – oznajmił Albin – każdy z was widzi tylko jedną trzecią boiska.

– A resztę?

– Musicie sobie opowiedzieć.

Przez kilka tygodni uczyliśmy się patrzeć nie na piłkę.

Patrzyliśmy na ludzi, którzy patrzyli na piłkę.

Szachnit stwierdził później, że pierwszy raz w życiu zauważył, iż przeciwnik również ma swoje problemy.

Wieść o modalnej taktyce szybko rozeszła się po okolicy.

Na następnym sparingu przeciwnicy przyjechali z trenerem, dwoma notesami i kamerą.

Po meczu trener podszedł do Albina.

– Przepraszam... ale jak wy właściwie gracie?

Albin zamyślił się.

– Różnie.

– To znaczy?

– Tak, żebyście do końca nie wiedzieli, co analizować.

Kilka miesięcy później padła wiadomość, która zelektryzowała całą szatnię.

– Panowie! – krzyknął Dziubek, wpadając do środka. – Jedziemy do Hiszpanii!

Zapadła cisza.

Seba aż usiadł.

Szachnit zaczął liczyć, czy starczy mu urlopu.

Książka natychmiast zapytał, z kim możemy trafić w grupie.

Albin tylko poprawił sznurówki.

– Pamiętajcie...

– Co?

– Nie jedziemy tam pokazać, że umiemy grać.

– To po co?

Albin uśmiechnął się po swojemu.

– Jedziemy sprawdzić, czy świat jest gotowy na taktykę modalną.

Do dziś nie wiemy, czy świat był gotowy.

Wiemy natomiast jedno.

Od tamtego dnia nikt z nas nie patrzył już na boisko w ten sam sposób.

Bo Albin nauczył nas, że mecz zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy gwizdek.

I kończy się długo po ostatnim.

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport