modus in actu modus in actu
6
BLOG

Opowieści z szatni i boiska cz.6

modus in actu modus in actu Sport Obserwuj notkę 0
O tym, jak Zarząd PZPN wysłał Oldbojów na mistrzostwa świata i nikt nie odważył się powiedzieć, że to zły pomysł

image

Cała historia zaczęła się od krótkiego, dwustronicowego memorandum Zarządu PZPN.

Pierwsza strona zawierała analizę światowego futbolu.

Na drugiej znajdowało się tylko jedno zdanie:

„Messiego i Cristiano Ronaldo na mistrzostwach świata w 2030 roku już nie będzie.”

Po długiej dyskusji uznano, że sytuacja stwarza Polsce historyczną szansę.

Przez kilka godzin analizowano kandydatury trenerów, systemy gry i rankingi FIFA.

Potem ktoś nieśmiało zapytał:

– A może zamiast zmieniać trenera... zmieńmy reprezentację?

W sali zapadła cisza.

Sekretarz Zarządu odłożył długopis.

Prezes poprawił okulary.

Po chwili wszyscy jednocześnie spojrzeli na nazwisko Albina zapisane na końcu raportu zatytułowanego „Taktyka modalna jako źródło przewagi organizacyjnej w futbolu”.

To był moment przełomowy.

Następnego dnia do UEFA poleciało oficjalne pismo.

Nie zawierało wielu argumentów.

Jedynie trzy.

Po pierwsze – Oldboje od trzydziestu kilku lat grali ze sobą regularnie.

Po drugie – nikt z nich nie obrażał się o miejsce w składzie, bo wszyscy wiedzieli, że i tak za chwilę wejdą.

Po trzecie – drużyna Albina stosowała taktykę, której nie udało się zakwalifikować do żadnego znanego systemu gry.

Po tygodniu przyszła odpowiedź.

UEFA nie widzi przeszkód.

Na końcu pisma dopisano odręcznie:

„Prosimy jedynie o przesłanie opisu tej całej taktyki modalnej. Komisja Techniczna od trzech dni próbuje ustalić, czy jest to ustawienie, filozofia czy stan ducha.”

Albin odpisał jednym zdaniem:

„Tak.”

Pozostało jeszcze przejść testy wydolnościowe.

Lekarze byli przygotowani na wszystko.

Nie byli przygotowani na Oldbojów.

Pierwszy bieg ukończył Michu.

Zapytał tylko, czy można jeszcze raz, bo źle wystartował.

Dziubek osiągnął wynik lepszy od normy.

Wyjaśnił, że od lat ucieka przed Albinem po źle zagranych meczach.

Szachnit miał ciśnienie idealne.

Lekarz zapytał o dietę.

– Nerwy Albina – odpowiedział spokojnie.

Największą sensację wywołał sam Albin.

Po zakończeniu testu wydolnościowego lekarz spojrzał na monitor, potem na Albina, potem znowu na monitor.

– To niemożliwe.

– Co?

– Według aparatury pański organizm odpoczywa podczas biegu.

Albin wzruszył ramionami.

– Od biegania są nogi. Człowiek męczy się głównie od myślenia.

Lekarz wpisał do protokołu:

„Zdolny do gry.”

Dopisać nic więcej nie potrafił.

Do Hiszpanii polecieli bez większego rozgłosu.

Na lotnisku dziennikarze pytali, czy nie obawiają się Brazylii.

– Nie.

– Argentyny?

– Nie.

– Francji?

– Też nie.

– To kogo się obawiacie?

Odro odpowiedział zgodnie z prawdą:

– Albina.

Pierwszy mecz zakończył się skromnym zwycięstwem.

Komentatorzy uznali, że był to przypadek.

Po drugim meczu stwierdzili, że rywale byli słabi.

Po trzecim zaczęli analizować ustawienie.

Po czwartym zaproszono do studia byłych selekcjonerów.

Po piątym nikt już nie próbował niczego wyjaśniać.

W gazetach pojawiło się nowe określenie:

„Polska anomalia organizacyjna.”

Największy problem mieli analitycy.

Komputery nie potrafiły wskazać lidera drużyny.

Każdy zawodnik miał podobną liczbę podań.

Podobną liczbę odbiorów.

Podobną liczbę przebiegniętych kilometrów.

Algorytmy uznały, że danych nie da się zinterpretować.

Jeden z hiszpańskich analityków napisał później:

– To pierwsza drużyna, która wygląda tak, jakby nie posiadała gwiazdy, a mimo to każdy zawodnik grał tak, jakby wiedział wszystko.

Finał odbywał się przy komplecie publiczności.

Przeciwnik był młodszy.

Szybszy.

Silniejszy.

Telewizja przedstawiła średnią wieku obu drużyn.

Po stronie Oldbojów realizatorowi zabrakło miejsca na ekranie.

Mimo to mecz przebiegał spokojnie.

Jakby wszystko już wcześniej zostało ustalone.

Na pięć minut przed końcem Albin zawołał:

– Teraz.

Nikt nie wiedział, co oznaczało to słowo.

Oldboje najwyraźniej wiedzieli.

Piłka przeszła przez kilka podań.

Książka przepuścił ją między nogami.

Banan zagrał z pierwszej piłki.

Sito tylko się uśmiechnął.

A Szycha, który od początku twierdził, że wszystko to jest podejrzanie dobrze zorganizowane, zdobył zwycięską bramkę.

1:0.

Po końcowym gwizdku kapitan FIFA wręczył Albinowi Puchar Świata.

Fotoreporterzy robili zdjęcia.

Konfetti spadało z nieba.

Orkiestra grała hymn.

Prezes FIFA nachylił się do Albina i zapytał:

– Proszę mi powiedzieć... jak wy to zrobiliście?

Albin przez chwilę patrzył na złoty puchar.

Po czym odpowiedział spokojnie:

– My niczego nowego nie wymyśliliśmy.

Po prostu od bardzo dawna graliśmy razem.

Prezes skinął głową, jakby wszystko zrozumiał.

Nie zrozumiał.

Ale uznał, że po zdobyciu mistrzostwa świata nie wypada zadawać kolejnych pytań.

A kiedy kilka dni później Oldboje wrócili do domu, w środę, zgodnie z wieloletnią tradycją, spotkali się na swoim boisku.

Bo puchar świata był oczywiście ważny.

Ale środowy mecz był wpisany do kalendarza dużo wcześniej.

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Sport