
Od podmiotowej koncepcji rządzenia do strukturalnej reprodukcji władzy
Streszczenie
Artykuł podejmuje problem ontologicznego statusu władzy oraz epistemologicznych warunków identyfikacji jej rzeczywistych dysponentów. Punktem wyjścia jest rozróżnienie między formalnym podmiotem sprawującym władzę a strukturą relacji, w której władza jest wytwarzana, wykonywana i reprodukowana. Analiza nawiązuje do wcześniejszych rozważań nad tożsamością znaczenia instytucjonalnego i tożsamością zasady poprzez reorganizację, rozwijając problem trójpodziału władzy jako struktury, która nie tylko rozdziela kompetencje, ale również określa warunki ich identyfikowania oraz wzajemnego ograniczania.
Podstawę teoretyczną stanowią klasyczne i współczesne koncepcje władzy Maxa Webera, Hannah Arendt, Roberta Dahla, Petera Bachracha i Mortona Baratza, Stevena Lukesa, Michela Foucaulta, Niklasa Luhmanna oraz Johna Searle’a. W perspektywie strukturalistycznej i poststrukturalistycznej rozważony zostaje problem władzy jako właściwości relacji, a nie wyłącznie atrybutu określonego podmiotu. Koncepcja symulacji Jeana Baudrillarda zostaje wykorzystana do analizy rozbieżności między instytucjonalną reprezentacją władzy a rzeczywistymi mechanizmami jej wykonywania.
Główna teza artykułu głosi, że identyfikacja władzy wymaga wcześniejszego ustalenia jej przedmiotu ontologicznego. Niepewność dotycząca tego, kto rządzi, może wynikać zarówno z ograniczonej wiedzy o istniejącym ośrodku decyzyjnym, jak i z rzeczywistego braku jednego podmiotu posiadającego całość władzy. W drugim przypadku władza nie jest ukrytym przedmiotem wymagającym odnalezienia, lecz rezultatem reprodukcji relacji instytucjonalnych.
W konsekwencji pojęcie zamachu stanu, rozumianego szerzej jako strukturalne przejęcie władzy, wymaga uprzedniej analizy tego, jaka struktura władzy istniała przed domniemaną reorganizacją, które jej elementy uległy zmianie oraz czy zmianę można przypisać określonemu sprawstwu. Bez takiej rekonstrukcji pojęcie zamachu stanu może stać się jedynie narracyjnym substytutem wyjaśnienia niepoznanej struktury.
Słowa kluczowe: tożsamość poprzez reorganizację, ontologia władzy, epistemologia sprawstwa, strukturalizm, trójpodział władzy, metawładza, autopoiesis, symulacja, Baudrillard, Foucault, Luhmann, teoria znaczenia instytucjonalnego, emergencja, zamach stanu.
1. Problem pierwotny: czy istnieje podmiot, który rzeczywiście rządzi?
Tradycyjna refleksja polityczna przyjmuje zazwyczaj, że władza jest czymś, co można posiadać, wykonywać, przekazywać, utracić albo przejąć. Pytanie o władzę przybiera wówczas postać pytania o jej dysponenta: kto rządzi państwem, kto podejmuje decyzje, kto kontroluje instytucje i kto ponosi odpowiedzialność za ich działanie?
Tak sformułowany problem zawiera jednak ukryte założenie ontologiczne. Zakłada bowiem, że istnieje pewien identyfikowalny przedmiot określany mianem władzy, a także podmiot, któremu można przypisać jego posiadanie.
Założenie to pozostaje funkcjonalne w wielu sytuacjach praktycznych. Można wskazać osobę pełniącą urząd prezydenta, organ uchwalający ustawy, sędziego wydającego orzeczenie albo dowódcę wydającego rozkaz wojskowy. Nie oznacza to jednak, że identyfikacja formalnego wykonawcy czynności jest tożsama z identyfikacją rzeczywistej struktury władzy.
Prezydent może podpisać ustawę, której treści nie kształtował. Parlament może uchwalić rozwiązanie wynikające z wcześniejszych zobowiązań politycznych lub międzynarodowych. Sąd może wydać wyrok zgodnie z obowiązującym prawem, którego interpretacyjne granice zostały ukształtowane przez wcześniejsze orzecznictwo. Rząd może zrealizować decyzję, której rzeczywiste warunki powstania znajdują się poza bezpośrednio obserwowanym procesem administracyjnym.
Żaden z tych przykładów nie dowodzi jeszcze istnienia ukrytego ośrodka władzy. Pokazuje natomiast, że sprawstwo formalne nie musi być tożsame ze sprawstwem przyczynowym, politycznym lub strukturalnym.
W tym miejscu pojawia się konieczność odróżnienia ontologii władzy od epistemologii jej identyfikacji.
Ontologia odpowiada na pytanie, czym jest władza i jaki posiada sposób istnienia. Epistemologia dotyczy natomiast warunków, dzięki którym możemy ustalić, kto, w jaki sposób i w jakim zakresie władzę wykonuje.
Problemy te są powiązane, lecz nie można ich utożsamiać.
Może istnieć jeden rzeczywisty ośrodek decyzyjny, którego nie potrafimy rozpoznać. Wówczas mamy do czynienia przede wszystkim z ograniczeniem poznawczym.
Może jednak istnieć również system, w którym żaden pojedynczy podmiot nie posiada zdolności do samodzielnego kontrolowania całego procesu decyzyjnego. Władza jest wtedy rezultatem współdziałania, rywalizacji i wzajemnego ograniczania wielu podmiotów.
W drugim przypadku poszukiwanie jednego ukrytego władcy może stanowić błąd metodologiczny. Nie dlatego, że władza nie istnieje, lecz dlatego, że przypisujemy jej niewłaściwy sposób istnienia.
Problem ten jest widoczny już w klasycznych koncepcjach socjologicznych. Max Weber definiował władzę (Macht) poprzez możliwość przeforsowania własnej woli w stosunku społecznym, nawet pomimo oporu innych uczestników. Odróżniał przy tym władzę od panowania (Herrschaft), związanego z prawdopodobieństwem posłuszeństwa wobec określonych rozkazów.[1]
Definicja ta wyraźnie wiąże władzę z relacją społeczną, choć nadal pozwala identyfikować podmiot dążący do realizacji własnej woli.
Hannah Arendt zaproponowała inne ujęcie. W jej rozważaniach władza polityczna nie jest przede wszystkim własnością jednostki, lecz zdolnością ludzi do wspólnego działania. Powstaje i utrzymuje się w wielości uczestników życia publicznego.[2]
Różnica między tymi koncepcjami pokazuje, że nawet podstawowe pytanie „kto posiada władzę?” nie jest neutralne teoretycznie.
Możemy bowiem badać indywidualną zdolność narzucania woli albo zbiorową zdolność wytwarzania wiążącego działania. Nie są to identyczne przedmioty poznania.
W ramach koncepcji tożsamości poprzez reorganizację należy zatem przyjąć, że tożsamość władzy nie musi być tożsamością jej personalnego dysponenta.
Może nią być ciągłość określonej relacji, procedury, zdolności decyzyjnej lub mechanizmu reprodukcji rozstrzygnięć.
Zmiana osoby sprawującej urząd nie musi oznaczać zmiany struktury władzy. Z drugiej strony struktura władzy może ulec zasadniczej reorganizacji przy zachowaniu tych samych osób i instytucji.
Dlatego identyfikacja podmiotu rządzącego nie może stanowić bezwarunkowego punktu wyjścia analizy. Musi zostać poprzedzona ustaleniem, jakiego rodzaju władzę zamierzamy identyfikować.
2. Od substancji do relacji — strukturalna ontologia władzy
W potocznym rozumieniu władza bywa traktowana niemal substancjalnie: jako pewien zasób, którym można dysponować podobnie jak majątkiem, terytorium albo aparatem przymusu.
Władca posiada władzę, ponieważ zajmuje określone stanowisko. Jeżeli zostaje usunięty, władzę przejmuje jego następca.
Takie ujęcie dobrze odpowiada formalnemu opisowi sukcesji urzędów. Okazuje się jednak niewystarczające, gdy analizujemy rzeczywistą zdolność do kierowania procesami politycznymi.
Pomocnego narzędzia dostarcza tutaj strukturalizm Ferdinanda de Saussure’a.
W teorii języka Saussure’a wartość elementu systemu jest określana przez jego relacje różnicujące z pozostałymi elementami. Znaczenie nie jest wyłącznie wewnętrzną własnością izolowanego znaku, ale wynika z miejsca, jakie znak zajmuje w całej strukturze językowej.[3]
Przeniesienie tej zasady na grunt teorii władzy wymaga oczywiście metodologicznego uzasadnienia. Instytucja polityczna nie jest zwykłym znakiem językowym, a jej kompetencje mają również realne skutki prawne i materialne.
Analogia dotyczy jednak sposobu konstruowania znaczenia.
Parlament nie jest parlamentem wyłącznie dlatego, że określony organ nosi taką nazwę. Jego znaczenie ustrojowe powstaje poprzez relacje do rządu, sądów, obywateli, procedur wyborczych i norm kompetencyjnych.
Podobnie niezależność sądu nie wynika wyłącznie z formalnej deklaracji jego niezależności. Jest związana ze sposobem powoływania sędziów, gwarancjami wykonywania urzędu, procedurami odpowiedzialności, skutecznością orzeczeń i zdolnością do rozstrzygania sporów wbrew interesom innych organów państwa.
W konsekwencji możliwa jest reorganizacja, która pozostawia nazwę instytucji bez zmian, ale przekształca jej rzeczywistą pozycję w systemie.
Nie oznacza to, że każda zmiana kompetencji stanowi zmianę tożsamości instytucji. Oznacza natomiast, że kryterium jej identyczności nie może być wyłącznie ciągłość nazwy lub organizacyjnego nośnika.
Zasadnicze znaczenie ma relacyjna funkcja elementu.
Podobne rozróżnienie pojawia się w filozofii społecznej Johna Searle’a. Jego teoria faktów instytucjonalnych wskazuje, że określone osoby, czynności i przedmioty uzyskują szczególny status dzięki regułom konstytutywnym oraz zbiorowemu uznaniu. Przedmiot lub osoba posiadają określoną funkcję instytucjonalną nie wyłącznie ze względu na właściwości fizyczne, lecz również dzięki obowiązującym regułom społecznym.[4]
W ten sposób można wyjaśnić różnicę między człowiekiem a urzędem, który człowiek sprawuje.
Osoba fizyczna pozostaje tym samym człowiekiem niezależnie od utraty urzędu. Kompetencje związane z urzędem nie wynikają jednak z samej fizycznej tożsamości tej osoby.
Są rezultatem obowiązywania określonych norm oraz uznawania ich skutków przez uczestników systemu.
Warto dostrzec również odwrotną zależność. Sama norma przyznająca kompetencję nie gwarantuje jeszcze rzeczywistej możliwości jej wykonywania. Kompetencja może istnieć formalnie, ale pozostawać niewykonywalna wskutek braku środków, odmowy współdziałania innych organów albo nieskuteczności procedur egzekucyjnych.
Powstają zatem dwa odrębne wymiary: normatywny status uprawnienia oraz operacyjna możliwość realizacji jego treści.
Władza rzeczywista nie jest prostą sumą kompetencji zapisanych w przepisach. Jest zdolnością do wytwarzania skutecznych następstw w określonej strukturze normatywnej, organizacyjnej i społecznej.
Nie należy jednak zastępować jednego uproszczenia drugim.
Jeżeli władza jest relacyjna, nie znaczy to, że podmioty przestają mieć znaczenie. Relacje są wykonywane, podtrzymywane i przekształcane przez ludzi, organizacje i instytucje.
Struktura nie musi być odrębną istotą istniejącą ponad uczestnikami życia społecznego.
Może być względnie trwałą organizacją ich wzajemnych zależności.
W takim ujęciu władza posiada charakter relacyjno-operacyjny: istnieje poprzez możliwość wpływania na działania innych podmiotów, ograniczania ich alternatyw oraz kształtowania warunków podejmowania decyzji.
Jej tożsamość może zatem trwać mimo wymiany osób, podobnie jak tożsamość instytucji może trwać mimo reorganizacji jej elementów.
Otwiera to jednak problem bardziej złożony: czy istnieje nadrzędna zasada organizująca wszystkie relacje, a jeżeli tak, to czy sama ta zasada stanowi odrębny rodzaj władzy?
3. Trójpodział jako czwarta władza — między jednością zasady a wielością operatorów
Klasyczna zasada trójpodziału wyróżnia władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Ma ona charakter organizacyjny, normatywny i gwarancyjny: określa podział funkcji państwa i służy zapobieganiu nadmiernej koncentracji kompetencji.
Jednak sama zasada trójpodziału nie jest jedną z trzech władz, których relacje organizuje.
Stanowi regułę określającą sposób ich współistnienia.
W tym miejscu pojawia się problem, który można wyrazić w postaci pozornego paradoksu.
Jeżeli istnieją trzy władze, to co wyznacza granice między nimi? Jeżeli granice te określa konstytucja, to kto rozstrzyga, jak należy ją interpretować? Jeżeli rozstrzyga sąd konstytucyjny, to kto i na jakiej podstawie określa kompetencje tego sądu? Jeżeli czyni to ustrojodawca, pozostaje pytanie o podstawę, zakres i granice jego własnej kompetencji.
Każde rozstrzygnięcie kompetencyjne odsyła do określonej reguły wyższego poziomu albo do przyjętej praktyki uznawania kompetencji.
Nie oznacza to konieczności istnienia nieskończonego ciągu kolejnych, odrębnych organów.
H.L.A. Hart, rozwijając teorię reguł pierwotnych i wtórnych, wskazywał na znaczenie reguł uznania, zmiany i orzekania. Dzięki nim system prawny posiada mechanizmy identyfikowania obowiązujących norm, ich przekształcania oraz rozstrzygania sporów.[5]
Reguły te nie muszą być wykonywane przez jeden organ stojący ponad wszystkimi innymi. Ich istnienie może być związane z utrwaloną praktyką wielu uczestników systemu.
W tym sensie zasada trójpodziału posiada wymiar, który można określić mianem metanormatywnego.
Nie tylko reguluje wykonywanie określonych kompetencji, lecz także współokreśla sposób ich wyodrębniania i wzajemnego ograniczania.
Dlatego sformułowanie „trójpodział jest czwartą władzą” może być użyteczne jako konstrukcja teoretyczna, pod warunkiem odpowiedniego zdefiniowania.
Czwarta władza nie musi oznaczać czwartego organu. Może oznaczać metastrukturę określającą relacje między trzema władzami oraz warunki ich funkcjonalnej odrębności.
Należy jednak odróżnić władzę w znaczeniu sprawczym od reguły organizującej wykonywanie władzy.
Reguła trójpodziału nie posiada własnej świadomości, woli ani zdolności do samodzielnego wydawania rozkazów. Nie jest osobą ani organem państwa.
Może natomiast określać zakres możliwych działań poszczególnych organów, wpływać na ich wzajemną zależność i wyznaczać granice dopuszczalnej koncentracji kompetencji.
To pozwala sformułować pojęcie metawładzy strukturalnej.
Metawładza w proponowanym ujęciu oznacza zdolność do organizowania warunków wykonywania kompetencji przez inne podmioty. Jej przejawem nie musi być bezpośrednie wydawanie decyzji, lecz określanie reguł, w ramach których decyzje mogą zostać skutecznie podjęte i uznane.
Najważniejsza pozostaje jednak kwestia, czy istnieje dysponent tej metawładzy.
Możliwe są dwa odmienne rozwiązania ontologiczne.
W pierwszym określony podmiot posiada dominujący wpływ na ustanawianie i interpretowanie reguł ustrojowych. Wówczas można analizować metawładzę jako rzeczywistą kompetencję lub zdolność określonego aktora.
W drugim reguły ustrojowe powstają i są podtrzymywane przez wiele wzajemnie ograniczających się instytucji. Nie istnieje jeden podmiot posiadający całkowitą kontrolę nad ich treścią i stosowaniem.
W takim przypadku metawładza nie jest ukrytym czwartym dysponentem władzy. Stanowi właściwość całej struktury.
To rozróżnienie pozwala uniknąć antropomorfizacji systemu.
Nie musimy zakładać, że za trójpodziałem znajduje się ktoś, kto nim rządzi. Możemy badać sam trójpodział jako relacyjną organizację kompetencji, której działanie wytwarza określone skutki normatywne.
Tutaj powraca klasyczny problem jedności i wielości, obecny w filozofii platońskiej.
Czy jedność poprzedza wielość i organizuje jej elementy, czy też jedność jest rezultatem wzajemnych relacji między elementami?
W odniesieniu do trójpodziału oznacza to pytanie, czy istnieje jedna pierwotna władza, którą następnie dzielimy na trzy części, czy raczej państwowa jedność sprawowania władzy powstaje dzięki wzajemnemu oddziaływaniu trzech funkcji.
Oba ujęcia prowadzą do innych konsekwencji.
Jeżeli jedność jest pierwotna, można poszukiwać podmiotu posiadającego kompetencję do jej rozdzielania.
Jeżeli jedność jest emergentna, nie musi istnieć żaden pojedynczy podmiot posiadający całość. System może wytwarzać wiążące decyzje poprzez współdziałanie elementów, które samodzielnie nie kontrolują całego procesu.
W takim przypadku pytanie „kto jest czwartą władzą?” może być niepoprawnie postawione.
Należałoby raczej zapytać: jaki mechanizm reprodukuje relacje między władzami i czy istnieje podmiot posiadający zdolność do jego jednostronnego przekształcania?
Dopiero odpowiedź na to pytanie pozwala odróżnić rzeczywistą koncentrację metawładzy od strukturalnej zależności, która nie posiada jednego dysponenta.
4. Władza bez identyfikowalnego władcy — problem emergencji i sprawstwa
W tradycyjnej analizie politycznej władza staje się rozpoznawalna poprzez decyzję.
Organ podejmuje rozstrzygnięcie, które wywołuje określone skutki. Można wskazać jego autora, podstawę prawną i adresatów.
Jednak badanie samej decyzji może pomijać procesy, które sprawiły, że określone rozwiązanie zostało wybrane spośród wielu możliwości.
Robert Dahl w klasycznym artykule The Concept of Power przedstawił relacyjne ujęcie władzy, koncentrujące się na zdolności jednego aktora do wpływania na zachowanie drugiego.[6]
Ujęcie to pozwala identyfikować władzę w sytuacjach konfliktowych: podmiot A wpływa na działanie B, które bez tego wpływu mogłoby wyglądać inaczej.
Peter Bachrach i Morton Baratz wskazali jednak, że analiza wyłącznie obserwowalnych decyzji pomija inne oblicze władzy — możliwość ograniczania zakresu kwestii dopuszczanych do procesu decyzyjnego.[7]
Władza może zatem przejawiać się także w tym, że określona decyzja nigdy nie zostaje podjęta, ponieważ problem nie uzyskuje statusu dopuszczalnego przedmiotu rozstrzygnięcia.
Steven Lukes rozwinął tę argumentację, wskazując również na znaczenie kształtowania preferencji, przekonań i sposobów postrzegania interesów.[8]
W rezultacie można wyróżnić trzy różne sytuacje.
Pierwsza występuje wtedy, gdy podmiot wpływa na treść konkretnej decyzji.
Druga pojawia się wtedy, gdy podmiot oddziałuje na zakres decyzji możliwych do podjęcia.
Trzecia zachodzi wtedy, gdy proces społeczny kształtuje same preferencje i kategorie interpretacyjne uczestników systemu.
Największa trudność epistemologiczna pojawia się na trzecim poziomie.
Jeżeli określone przekonania, oczekiwania lub preferencje są rezultatem długotrwałego działania instytucji, nie zawsze można przypisać ich powstanie jednemu sprawcy.
Może istnieć rzeczywisty, systematyczny wpływ bez pojedynczego podmiotu zdolnego do samodzielnego kierowania całym procesem.
W tym miejscu szczególnie przydatna staje się teoria Michela Foucaulta.
W artykule The Subject and Power Foucault proponował analizę władzy poprzez badanie sposobów oddziaływania na możliwe działania innych uczestników życia społecznego. Nie traktował jej przede wszystkim jako substancji istniejącej niezależnie od relacji, w których jest wykonywana.[9]
Z tego punktu widzenia pytanie o władzę wymaga analizy praktyk, instytucji i warunków działania, a nie wyłącznie wskazania formalnego dysponenta kompetencji.
Podobną konsekwencję, choć na innych podstawach teoretycznych, można wyprowadzić z socjologii Niklasa Luhmanna.
Luhmann ujmował władzę jako symbolicznie uogólnione medium komunikacji, umożliwiające koordynowanie wyborów i zwiększające prawdopodobieństwo akceptowania określonych przesłanek działania. System polityczny wiązał natomiast ze zdolnością do wytwarzania decyzji zbiorowo wiążących.[10]
W tym ujęciu podstawowym przedmiotem analizy nie musi być pojedyncza osoba sprawująca władzę. Może nim być proces komunikacyjny pozwalający systemowi na reprodukowanie decyzji.
Nie oznacza to, że wszystkie podmioty posiadają jednakowy wpływ. System może tworzyć głębokie asymetrie kompetencyjne i organizacyjne.
Jednak sama asymetria nie musi wynikać z centralnego planu jednego uczestnika.
Co więcej, może ona utrzymywać się mimo kolejnych zmian osób zajmujących formalne stanowiska.
W ten sposób dochodzimy do problemu sprawstwa strukturalnego.
W debacie zatytułowanej Nobody to Shoot? Power, Structure, and Agency Clarissa Rile Hayward i Steven Lukes analizowali właśnie napięcie między władzą rozumianą jako zdolność konkretnych aktorów a ograniczeniami wynikającymi z utrwalonych struktur społecznych. Zwracali uwagę na przypadki, w których istnieją realne ograniczenia działania, choć trudno wskazać jednego sprawcę odpowiedzialnego za ich powstanie.[11]
Jest to szczególnie istotne dla proponowanej teorii tożsamości władzy poprzez reorganizację.
Istnienie określonego skutku strukturalnego nie dowodzi istnienia jednego podmiotu, który ten skutek zaplanował.
Nie można utożsamiać funkcjonalnej zgodności rezultatów z ich świadomą koordynacją.
Kilka instytucji może bowiem podejmować decyzje zgodne z własnymi procedurami, a ich łącznym rezultatem może być trwałe ograniczenie określonej możliwości społecznej.
Nie musi istnieć żaden uczestnik posiadający pełną wiedzę o wszystkich konsekwencjach działania systemu.
Taki rezultat można określić mianem emergentnego.
Nie jest on jednak zjawiskiem pozbawionym przyczyn. Wynika z organizacji relacji między elementami oraz reguł ich reprodukcji.
Władza rozumiana strukturalnie może zatem istnieć bez jednego suwerennego dysponenta, ale nie oznacza to, że nie można badać jej konkretnych mechanizmów.
Przeciwnie, brak jednego centrum czyni analizę tych mechanizmów szczególnie ważną.
Nie należy bowiem zastępować empirycznego badania struktury domniemaniem istnienia niewidzialnego władcy.
5. Ontologia władzy a epistemologia sprawstwa — granice poznawalności systemu
Dotychczasowa analiza prowadzi do konieczności rozróżnienia przynajmniej trzech stanów, które w języku potocznym mogą być przedstawiane jednakowo jako sytuacja, w której „nie wiadomo, kto rządzi”.
Pierwszy stan występuje wtedy, gdy rzeczywisty ośrodek decyzji istnieje, lecz pozostaje nieujawniony albo niedostępny poznaniu.
Jest to klasyczny problem epistemologiczny. Przedmiot poznania istnieje, ale obserwator nie dysponuje odpowiednimi informacjami pozwalającymi go zidentyfikować.
Drugi stan pojawia się wtedy, gdy kilka podmiotów posiada częściową kontrolę nad różnymi elementami procesu decyzyjnego. Żaden nie jest w stanie samodzielnie zrealizować całości zamierzonego działania.
W takiej sytuacji pytanie o jednego władcę może nie posiadać prawidłowej odpowiedzi, ponieważ rzeczywista władza została rozdzielona między różne relacje i kompetencje.
Trzeci stan występuje wtedy, gdy rezultat działania systemu nie jest tożsamy z zamiarem żadnego z jego uczestników.
Poszczególne podmioty podejmują decyzje, lecz końcowy rezultat powstaje poprzez ich wzajemne oddziaływanie. Sprawstwo posiada wówczas charakter rozproszony lub emergentny.
W drugim i trzecim przypadku problem nie sprowadza się do braku informacji o ukrytym podmiocie.
Możliwe jest bowiem, że podmiot odpowiadający oczekiwanej charakterystyce ontologicznej w ogóle nie istnieje.
Tu znajduje się granica między epistemologiczną niepewnością a ontologiczną nieadekwatnością pytania.
Jeżeli pytamy, kto rządzi całością systemu, zakładamy istnienie podmiotu posiadającego zdolność do kontrolowania tej całości.
Jeżeli jednak system nie posiada takiego centrum, kolejne próby jego wskazania będą prowadziły do nieustannego przesuwania odpowiedzi między instytucjami, grupami interesów, normami i mechanizmami społecznymi.
Nie oznacza to, że żadna z tych instytucji nie sprawuje władzy. Oznacza jedynie, że ich władza nie wyczerpuje rzeczywistości całego systemu.
Warto w tym miejscu przywołać Timothy’ego Mitchella i jego artykuł The Limits of the State.
Mitchell zwracał uwagę na trudność jednoznacznego oddzielenia państwa od społeczeństwa. Wskazywał, że granica ta może być wytwarzana przez praktyki organizacyjne, które sprawiają, że państwo jawi się jako odrębna struktura stojąca ponad procesami społecznymi.[12]
W naszej analizie prowadzi to do istotnego problemu.
To, co postrzegamy jako jednolite państwowe centrum władzy, może być rezultatem organizacji licznych praktyk i relacji.
Jedność państwa nie musi więc oznaczać istnienia jednego podmiotu sprawującego całość władzy.
Może stanowić efekt instytucjonalny wytwarzany przez względnie stabilny system zależności.
Nie wolno jednak wyciągać z tego wniosku, że państwo albo władza są fikcjami.
Efekt instytucjonalny może być rzeczywisty.
Pieniądz nie przestaje być społecznie realny dlatego, że jego wartość nie wynika wyłącznie z właściwości materialnego nośnika. Podobnie kompetencja prawna nie przestaje istnieć dlatego, że jej skuteczność zależy od uznania określonych reguł przez uczestników systemu.
Instytucjonalność nie jest przeciwieństwem realności. Jest jednym ze sposobów istnienia rzeczywistości społecznej.
Z tego względu epistemologia władzy nie może ograniczać się do poszukiwania bezpośrednio obserwowalnego podmiotu.
Musi obejmować rekonstrukcję reguł, relacji i praktyk, dzięki którym określone decyzje uzyskują powszechnie wiążącą skuteczność.
Jednocześnie konieczne jest odróżnienie opisu struktury od przypisywania jej intencjonalności.
Struktura może wytwarzać określone rezultaty, nie posiadając własnego zamiaru ich osiągnięcia.
Jeżeli więc obserwujemy trwały kierunek zmian instytucjonalnych, nie możemy automatycznie uznać, że istnieje jeden ukryty ośrodek, który całość tych zmian zaplanował.
Potrzebne są odrębne dowody koordynacji, sprawstwa i zdolności kontrolowania rezultatów.
Inaczej ontologiczna analiza struktury zostałaby zastąpiona personifikacją jej skutków.
6. Symulacja władzy — między reprezentacją instytucjonalną a rzeczywistym sprawstwem
Problem identyfikacji władzy staje się jeszcze bardziej złożony, gdy uwzględnimy rolę reprezentacji instytucjonalnej.
W nowoczesnym państwie znaczna część stosunków władzy jest rozpoznawana za pomocą znaków: nazw urzędów, procedur wyborczych, dokumentów, orzeczeń, konstytucyjnych deklaracji i symboli państwowych.
Znaki te nie pełnią wyłącznie funkcji informacyjnej. W określonych warunkach uczestniczą również w konstytuowaniu stosunków prawnych.
Wybór określonej osoby na urząd, zaprzysiężenie, podpisanie ustawy czy ogłoszenie wyroku mogą wywoływać skutki normatywne właśnie dlatego, że istnieją uznane reguły przypisujące takim czynnościom określone znaczenie.
Nie można zatem przeciwstawiać znaku prawnego rzeczywistej władzy tak, jakby znak był zawsze tylko zewnętrznym opisem istniejącego stanu rzeczy.
W rzeczywistości instytucjonalnej znak może stanowić element wytwarzania samego stosunku prawnego.
Jednocześnie zewnętrzna reprezentacja instytucji może pozostawać w rozbieżności z jej rzeczywistym funkcjonowaniem.
W tym miejscu pojawia się możliwość wykorzystania koncepcji symulacji Jeana Baudrillarda.
W Symulakrach i symulacji Baudrillard analizował sytuacje, w których modele i znaki nie stanowią już prostych przedstawień uprzednio istniejącej rzeczywistości, lecz zaczynają organizować warunki jej rozpoznawania i doświadczania.[13]
Zastosowanie tej koncepcji do teorii władzy wymaga rozróżnienia dwóch procesów.
Pierwszy dotyczy zgodności między reprezentacją instytucji a jej rzeczywistą funkcją.
Drugi dotyczy wpływu samej reprezentacji na dalsze funkcjonowanie instytucji.
Załóżmy hipotetycznie, że formalnie istnieje niezależny organ kontroli konstytucyjnej. Jego nazwa, skład, procedury i sposób publikowania orzeczeń odpowiadają przyjętemu modelowi ustrojowemu.
Jeżeli jednak reorganizacja kompetencji lub praktyki instytucjonalnej prowadzi do utraty rzeczywistej zdolności tego organu do niezależnego kontrolowania innych władz, powstaje rozbieżność między deklarowaną funkcją a jej wykonywaniem.
Nie oznacza to automatycznie, że organ jest całkowicie pozbawiony kompetencji. Możliwe są przecież różne stopnie niezależności i skuteczności kontroli.
Problem polega na tym, że formalny znak instytucjonalny może zachować wcześniejsze znaczenie w komunikacji publicznej mimo zmiany rzeczywistych relacji władzy.
Co więcej, formalne uznawanie organu za niezależny może samo uczestniczyć w reprodukcji nowej struktury, jeżeli jego decyzje są traktowane jako wiążące właśnie ze względu na ten status.
W takim przypadku nie chodzi jedynie o rozbieżność między obrazem a rzeczywistością.
Reprezentacja staje się elementem mechanizmu, który pozwala rzeczywistości instytucjonalnej nadal funkcjonować.
Nie należy jednak uznawać każdej niezgodności między deklaracją a praktyką za symulację w ścisłym sensie.
W państwie prawa zawsze istnieje różnica między normatywnym ideałem działania instytucji a jego konkretną realizacją. Sama niedoskonałość praktyki nie dowodzi jeszcze zmiany ontologicznego charakteru systemu.
Aby wykazać głębszą reorganizację, należy ustalić, czy zmieniły się trwałe relacje kompetencyjne i czy zmiana ta wpłynęła na rzeczywistą zdolność instytucji do wykonywania ich podstawowych funkcji.
Tutaj pojawia się szczególnie ważna konsekwencja dla pojęcia demokracji.
Demokracja posiada zarówno wymiar formalny, związany z wyborami, reprezentacją i procedurami, jak i wymiar funkcjonalny, obejmujący rzeczywistą konkurencję polityczną, odpowiedzialność rządzących oraz możliwość pokojowej zmiany władzy.
Nie należy utożsamiać tych wymiarów, ale nie należy również traktować ich jako całkowicie niezależnych.
Procedury demokratyczne nie są wyłącznie dekoracją rzeczywistych stosunków władzy. W wielu przypadkach same tworzą warunki realnej konkurencji i kontroli.
Możliwa jest jednak sytuacja, w której utrzymana zostaje część formalnych oznak demokracji, podczas gdy jej funkcje kontrolne są stopniowo ograniczane.
Współczesna literatura politologiczna opisuje podobne mechanizmy za pomocą pojęć erozji demokracji, autokratycznego legalizmu i nadużywania procedur konstytucyjnych.[14]
Nie oznacza to konieczności przyjęcia, że demokracja jako taka jest symulacją.
Oznacza natomiast, że jej formalna reprezentacja nie stanowi samodzielnego dowodu zgodności rzeczywistej struktury władzy z przyjętym modelem ustrojowym.
Co więcej, ten sam problem dotyczy narracji o ukrytym zamachu stanu.
Jeżeli badacz nie potrafi wskazać rzeczywistego mechanizmu przejęcia kompetencji, może próbować zastąpić tę lukę narracją o niewidzialnym ośrodku sprawstwa.
Taka narracja może jednak posiadać wszystkie cechy symulacyjnego wyjaśnienia: przedstawia pozorną jedność przyczynową tam, gdzie nie wykazano istnienia jednego sprawcy.
W konsekwencji teoria symulacji powinna być stosowana również do krytyki własnych narzędzi interpretacyjnych.
Nie można uznawać niewidzialności władzy za dowód jej ukrycia ani braku identyfikowalnego sprawcy za dowód istnienia sprawcy doskonale zamaskowanego.
To byłoby nieuprawnione przejście od niewiedzy do twierdzenia ontologicznego.
Niewiedza nie identyfikuje przedmiotu, którego dotyczy.
7. Metodologia identyfikacji rzeczywistej władzy — od podmiotu do temporalnej struktury sprawstwa
Dotychczasowe rozważania pozwalają zaproponować metodologię, która nie przyjmuje z góry ani osobowego, ani całkowicie bezosobowego charakteru władzy.
Punktem wyjścia powinno być odtworzenie struktury istniejącej w określonym momencie historycznym.
Struktura ta obejmuje nie tylko formalne organy i ich kompetencje, lecz również relacje pomiędzy nimi, praktyki interpretacyjne, mechanizmy egzekwowania decyzji oraz warunki dostępu do procesu decyzyjnego.
Władza może bowiem ujawniać się na różnych etapach tworzenia wiążącego rozstrzygnięcia.
Może polegać na inicjowaniu decyzji, ustalaniu jej treści, blokowaniu alternatywnych rozwiązań, interpretowaniu obowiązujących norm albo zapewnianiu wykonania rozstrzygnięcia.
Nie ma powodu, aby z góry zakładać, że wszystkie te zdolności należą do jednego podmiotu.
W praktyce jeden organ może inicjować określoną politykę, inny może ograniczać zakres jej realizacji, a jeszcze inny ostatecznie rozstrzygać spory dotyczące jej zgodności z prawem.
Rzeczywisty wynik może powstać poprzez ich współdziałanie, konflikt lub wzajemne ograniczanie.
Dlatego identyfikacja władzy powinna rozpoczynać się od pytania o konkretny rodzaj zdolności sprawczej.
Należy oddzielić zdolność do podejmowania decyzji od zdolności do określania warunków, w których decyzje mogą być podejmowane. Jeszcze innym zagadnieniem pozostaje zdolność do interpretowania reguł oraz faktyczna możliwość wykonywania wydanych rozstrzygnięć.
Dopiero rekonstrukcja tych relacji pozwala ustalić, czy określony podmiot posiada władzę dominującą, współdzieloną czy jedynie formalną.
Istotnym narzędziem staje się tutaj analiza procesowa (process tracing), pozwalająca badać sekwencje zdarzeń i ustalać związki przyczynowe między kolejnymi decyzjami.[15]
Metoda ta wymaga więcej niż stwierdzenia, że dwa zdarzenia wystąpiły po sobie.
Jeżeli określony podmiot został powołany na urząd, a następnie zmieniła się praktyka instytucji, nie wynika z tego automatycznie, że sam fakt powołania stanowił przyczynę wszystkich późniejszych zmian.
Trzeba ustalić mechanizm, za pomocą którego podmiot ten mógł wpłynąć na rezultat.
Podobnie zgodność decyzji kilku organów nie dowodzi jeszcze ich świadomej koordynacji.
Może wynikać ze wspólnej podstawy prawnej, podobnych ograniczeń instytucjonalnych, zbieżności interesów albo oddziaływania tego samego otoczenia społecznego.
W tym sensie identyfikacja rzeczywistej władzy wymaga również rozumowania kontrfaktycznego.
Powinniśmy pytać, czy rezultat byłby inny, gdyby określony podmiot nie uczestniczył w procesie decyzyjnym, nie mógł zablokować rozstrzygnięcia albo nie posiadał kompetencji do jego wykonania.
Takie pytania nie prowadzą automatycznie do jednoznacznych odpowiedzi. Pozwalają jednak odróżnić formalne uczestnictwo od rzeczywistej zdolności wpływania na wynik.
Metodologia musi uwzględniać również temporalność.
Nie można zakładać, że identyczna struktura władzy istnieje w różnych momentach tylko dlatego, że formalnie zachowano te same instytucje.
W kolejnych okresach mogą zmieniać się reguły powoływania organów, zakres kontroli, możliwości stosowania przymusu, dostęp do informacji i praktyka interpretowania prawa.
Zmiany te nie muszą być równoczesne.
Dopiero ich kumulatywny skutek może ujawnić zasadniczą reorganizację rzeczywistej dystrybucji władzy.
Oznacza to, że badanie powinno obejmować relację między co najmniej dwoma stanami systemu.
W stanie wcześniejszym identyfikujemy podmioty, kompetencje i mechanizmy kontroli. W stanie późniejszym analizujemy ich odpowiedniki oraz rzeczywiste zmiany sposobu działania.
Nie chodzi o porównywanie samych tekstów normatywnych.
Chodzi o badanie ciągłości funkcji, zależności i zdolności sprawczych.
W ten sposób można sformułować trzy warunki poprawnej identyfikacji strukturalnej reorganizacji władzy.
Pierwszym jest określenie wcześniejszego układu kompetencji i rzeczywistych możliwości ich wykonywania.
Drugim jest ustalenie zmian tego układu oraz ich przyczyn.
Trzecim jest wykazanie, czy zmiany doprowadziły do przekształcenia faktycznej zdolności podejmowania, kontrolowania lub egzekwowania wiążących decyzji.
Jeżeli nie potrafimy spełnić tych warunków, nie powinniśmy automatycznie przyjmować istnienia ukrytego podmiotu sprawczego.
Może on istnieć, ale wymaga odrębnej identyfikacji.
W przeciwnym razie ryzykujemy zastąpienie analizy strukturalnej spekulacją dotyczącą niewidzialnego centrum władzy.
Rzeczywistość strukturalna nie staje się poznana przez samo nadanie nazwy domniemanemu operatorowi.
Identyfikacja wymaga ustalenia jego funkcji, zakresu sprawstwa oraz rzeczywistych zależności przyczynowych.
8. Zamach stanu jako pojęcie wtórne wobec ontologii władzy
W świetle dotychczasowej analizy należy ponownie rozważyć pojęcie zamachu stanu.
W klasycznej politologii termin ten odnosi się zazwyczaj do bezprawnej próby usunięcia urzędującej władzy wykonawczej przez aktorów należących do aparatu państwowego, często przy użyciu siły lub groźby jej zastosowania.[16]
W takim ujęciu podstawowym problemem jest identyfikacja określonego działania, sprawców oraz formalnego przedmiotu przejęcia.
Do rozpoznania zamachu nie jest konieczna pełna wiedza o wszystkich stosunkach władzy istniejących w społeczeństwie.
Można bowiem ustalić, że określona grupa wojskowych bezprawnie usunęła rząd, nawet jeśli nie potrafimy jednoznacznie określić rzeczywistego wpływu wszystkich innych instytucji na politykę państwa.
Inaczej wygląda jednak problem zamachu rozumianego szerzej jako strukturalne przejęcie rzeczywistej władzy.
W takim przypadku nie wystarcza identyfikacja zmiany formalnego podmiotu. Konieczne jest wykazanie, że nastąpiła reorganizacja zdolności sprawczej w systemie.
Ale zanim stwierdzimy, że ktoś przejął władzę, musimy ustalić, czym była władza przed domniemanym przejęciem.
Jeżeli wcześniejszy porządek nie posiadał jednego centrum, nie możemy bez dodatkowego uzasadnienia twierdzić, że centrum to zostało następnie przejęte.
Możemy natomiast badać, czy określony podmiot uzyskał zdolność wpływania na wcześniej niezależne procesy decyzyjne.
Zamach może więc oznaczać przejęcie konkretnego organu, lecz w szerszym ujęciu analitycznym reorganizacja strukturalna może dotyczyć również warunków sprawowania władzy.
Nie oznacza to jednak, że każde takie przekształcenie zasługuje na nazwę zamachu stanu.
Niektóre zmiany wynikają z legalnych reform, społecznej ewolucji, nowych zależności gospodarczych lub stopniowego przekształcania praktyk instytucjonalnych.
W ich przypadku może nie istnieć żaden podmiot, któremu można przypisać zamiar przejęcia systemu.
Dlatego niezbędne staje się rozróżnienie między zmianą struktury władzy a zamierzonym przejęciem jej określonych elementów.
Pierwsza nie wymaga istnienia jednego sprawcy.
Druga zakłada identyfikowalne działanie podmiotu lub grupy podmiotów.
W tym miejscu powraca zasadniczy problem ontologii i epistemologii.
Jeżeli struktura ulega reorganizacji, nie oznacza to automatycznie, że ktoś nią kieruje.
Jeżeli natomiast rzeczywiście istnieje podmiot kierujący reorganizacją, należy wykazać jego zdolność do wpływania na proces oraz związek między jego działaniem a obserwowanym rezultatem.
Sama zbieżność rezultatu z potencjalnym interesem podmiotu nie stanowi wystarczającego dowodu sprawstwa.
W tym sensie pojęcie zamachu stanu nie powinno być pierwotną kategorią interpretacyjną służącą do wyjaśniania każdej niejasnej zmiany ustrojowej.
Powinno być rezultatem wcześniejszej rekonstrukcji charakteru władzy, mechanizmu jej reorganizacji i możliwości przypisania określonym podmiotom odpowiedzialności za tę reorganizację.
Nie można identyfikować przejęcia władzy, której wcześniejszego sposobu istnienia nie określono, chyba że przedmiotem analizy jest wyraźnie zdefiniowana, formalna kompetencja lub urząd.
Rozróżnienie to zabezpiecza teorię przed dwiema przeciwstawnymi redukcjami.
Pierwsza polega na utożsamieniu rzeczywistej władzy z jej formalną reprezentacją.
Druga polega na przyjmowaniu, że za każdą formalną reprezentacją znajduje się odrębna, ukryta władza, której istnienia nie trzeba dowodzić.
W pierwszym przypadku nie dostrzegamy możliwości reorganizacji struktury.
W drugim tworzymy wyjaśnienie, którego nie można empirycznie zweryfikować.
Dlatego poprawna metodologia musi traktować identyfikację rzeczywistego dysponenta władzy jako problem badawczy, a nie jako założenie.
Zakończenie. Tożsamość władzy nie wymaga tożsamości władcy
Przeprowadzona analiza prowadzi do zasadniczej zmiany perspektywy badawczej.
Władza nie musi być rozumiana wyłącznie jako zasób pozostający w dyspozycji określonego podmiotu. Może stanowić relacyjną i instytucjonalną zdolność do wytwarzania wiążących decyzji, ograniczania możliwych działań oraz reprodukowania reguł organizujących funkcjonowanie systemu.
W takim przypadku jej tożsamość nie jest tożsama z ciągłością personalnego dysponenta.
Możliwa jest zmiana osób sprawujących urzędy bez zasadniczej zmiany struktury władzy. Możliwa jest również głęboka reorganizacja rzeczywistej dystrybucji kompetencji przy zachowaniu tych samych nazw, instytucji i formalnych procedur.
Analiza strukturalistyczna pozwala rozpoznać, że znaczenie instytucji wynika nie tylko z jej formalnego statusu, lecz również z relacji do innych elementów systemu.
Poststrukturalna analiza władzy ukazuje znaczenie mechanizmów określających warunki podejmowania decyzji i kształtowania praktyk społecznych.
Teoria systemów Luhmanna umożliwia natomiast wyjaśnienie, w jaki sposób system może reprodukować powszechnie wiążące rozstrzygnięcia bez konieczności istnienia jednego podmiotu kontrolującego całość procesu.
Koncepcja symulacji Baudrillarda pozwala postawić pytanie o relację pomiędzy oficjalną reprezentacją władzy a rzeczywistymi mechanizmami jej wykonywania.
Żadne z tych podejść nie upoważnia jednak samo przez się do przyjęcia istnienia ukrytego ośrodka rządzenia.
Przeciwnie, ich połączenie wymaga szczególnej ostrożności przy identyfikowaniu sprawstwa.
Najważniejsze okazuje się rozróżnienie trzech sytuacji: istnienia nieujawnionego dysponenta władzy, rozproszenia władzy między różne podmioty oraz emergentnego powstawania skutków, których nie można przypisać jednemu sprawcy.
Sytuacje te mogą wywoływać podobne wrażenie poznawcze, ale różnią się sposobem istnienia.
Niepewność dotycząca tego, kto rządzi, nie przesądza zatem, że rzeczywisty władca pozostaje ukryty.
Może oznaczać, że przyjęliśmy niewłaściwe pojęcie władzy.
Na tej podstawie można powrócić do problemu trójpodziału.
Jeżeli trzy władze funkcjonują w ramach określonej struktury relacji, to sama struktura posiada znaczenie ustrojowe wykraczające poza kompetencje poszczególnych organów.
Nie oznacza to koniecznie istnienia czwartego podmiotu, który rządzi trzema pozostałymi.
Może oznaczać istnienie metanormatywnego mechanizmu organizującego ich wzajemne zależności.
Właśnie dlatego pojęcie „czwartej władzy” wymaga ontologicznego doprecyzowania.
Może wskazywać na rzeczywistego dysponenta kompetencji do określania reguł ustrojowych albo na bezosobową właściwość struktury, z której wyłania się zdolność do wytwarzania wiążących decyzji.
Nie są to pojęcia równoważne.
Z tego względu należy rozdzielić pytanie o to, kto podejmuje decyzje, od pytania o to, co sprawia, że określone decyzje mogą zostać podjęte i uznane za wiążące.
Drugie pytanie jest logicznie wcześniejsze w analizie strukturalnej, ponieważ dotyczy warunków możliwości sprawowania władzy.
W odniesieniu do zamachu stanu konsekwencja ta okazuje się szczególnie doniosła.
Zamach rozumiany jako przejęcie formalnego urzędu można identyfikować poprzez określone działania i naruszenia prawa. Jednak zamach rozumiany jako strukturalne przejęcie rzeczywistej władzy wymaga uprzedniego rozpoznania, jak ta władza była zorganizowana oraz czy w ogóle posiadała jeden możliwy do przejęcia ośrodek.
Nie można zakładać istnienia ukrytego suwerena jedynie dlatego, że rzeczywistość polityczna wytwarza skutki, których nie da się przypisać jawnie wskazanym organom.
System może rządzić w znaczeniu funkcjonalnym, nie posiadając jednego władcy w znaczeniu podmiotowym.
Nie jest to dowód nieistnienia sprawstwa. Jest to wskazanie, że sprawstwo może mieć charakter wielopodmiotowy, relacyjny lub emergentny.
Ostatecznie prowadzi to do następującej tezy:
Tożsamość władzy poprzez reorganizację nie polega na niezmienności podmiotu rządzącego ani na ciągłości formalnych instytucji, lecz na reprodukcji określonych relacji, które umożliwiają wytwarzanie, uznawanie i egzekwowanie wiążących decyzji.
Dopiero ustalenie tych relacji pozwala badać, czy nastąpiło rzeczywiste przejęcie władzy, jej redystrybucja czy jedynie zmiana sposobu jej reprezentowania.
W tym sensie ontologia władzy poprzedza epistemologię sprawstwa jako warunek poprawnego postawienia problemu badawczego.
Nie oznacza to jednak, że ontologię można ustalić niezależnie od poznania. Przeciwnie, wymaga ona rekonstrukcji rzeczywistych mechanizmów działania systemu.
Zasadnicza różnica polega na tym, że nie zaczynamy od poszukiwania władcy.
Zaczynamy od ustalenia, czym jest to, co miałoby być przedmiotem jego władzy.
Dopiero następnie pytamy, czy istnieje ktoś, kto rzeczywiście tym rządzi.
Przypisy i literatura
[1] Max Weber, Wirtschaft und Gesellschaft. Grundriss der verstehenden Soziologie, Tübingen 1922; wyd. ang. Economy and Society: An Outline of Interpretive Sociology, red. Guenther Roth, Claus Wittich, University of California Press, Berkeley 1978, t. I, rozdz. I, § 16; t. II, część dotycząca socjologii panowania. Rozróżnienie między Macht i Herrschaft ma podstawowe znaczenie dla oddzielenia wpływu od zinstytucjonalizowanego posłuszeństwa.
[2] Hannah Arendt, On Violence, Harcourt, Brace & World, New York 1970. Por. Stanford Encyclopedia of Philosophy, „Hannah Arendt”, część Action and Power. Arendt ujmuje władzę jako zdolność wspólnego działania i odróżnia ją od przemocy, siły oraz indywidualnej zdolności przymuszania.
[3] Ferdinand de Saussure, Cours de linguistique générale, red. Charles Bally i Albert Sechehaye, Payot, Lausanne–Paris 1916, część II, rozdz. IV „La valeur linguistique”. Strukturalna koncepcja wartości znaku stanowi podstawę metodologicznej analogii między znaczeniem językowym i znaczeniem instytucjonalnym.
[4] John R. Searle, The Construction of Social Reality, Free Press, New York 1995; Making the Social World: The Structure of Human Civilization, Oxford University Press, Oxford 2010. Wydanie naukowe OUP. Reguły konstytutywne i funkcje statusowe pozwalają analizować instytucjonalne sposoby istnienia uprawnień, urzędów i kompetencji.
[5] H.L.A. Hart, The Concept of Law, Clarendon Press, Oxford 1961, wyd. 2, 1994, rozdz. V–VI. Hartowskie reguły wtórne umożliwiają odróżnienie norm regulujących zachowanie od norm dotyczących identyfikacji, zmiany i stosowania prawa. Por. omówienie teorii Harta, Oxford Academic.
[6] Robert A. Dahl, „The Concept of Power”, Behavioral Science, t. 2, nr 3, 1957, s. 201–215. DOI: 10.1002/bs.3830020303. Artykuł stanowi klasyczny punkt wyjścia do analizy władzy jako relacji między aktorami.
[7] Peter Bachrach, Morton S. Baratz, „Two Faces of Power”, American Political Science Review, t. 56, nr 4, 1962, s. 947–952. DOI: 10.2307/1952796. Autorzy rozwijają krytykę analiz ograniczających władzę do obserwowalnych rozstrzygnięć.
[8] Steven Lukes, Power: A Radical View, Macmillan, London 1974; wyd. 2, Palgrave Macmillan, 2005. Opracowanie i wydania autora. Lukes rozwija trójwymiarowy model analizy władzy, uwzględniający również kształtowanie preferencji i postrzegania interesów.
[9] Michel Foucault, „The Subject and Power”, Critical Inquiry, t. 8, nr 4, 1982, s. 777–795. DOI: 10.1086/448181. Istotne jest ujęcie władzy jako sposobu oddziaływania na możliwe działania innych podmiotów, nie zaś jako samodzielnej substancji.
[10] Niklas Luhmann, Trust and Power: Two Works, Wiley, Chichester 1979; Die Politik der Gesellschaft, Suhrkamp, Frankfurt am Main 2000. Por. Unlocking Luhmann: A Keyword Introduction to Systems Theory, hasło „Power”, JSTOR. Władza jest w tej perspektywie analizowana jako medium komunikacji, a polityka jako system wytwarzania decyzji zbiorowo wiążących.
[11] Clarissa Rile Hayward, Steven Lukes, „Nobody to Shoot? Power, Structure, and Agency: A Dialogue”, Journal of Power, t. 1, nr 1, 2008, s. 5–20. DOI: 10.1080/17540290801943364. Szczególne znaczenie ma problem przypisywania sprawstwa i odpowiedzialności za ograniczenia o charakterze strukturalnym.
[12] Timothy Mitchell, „The Limits of the State: Beyond Statist Approaches and Their Critics”, American Political Science Review, t. 85, nr 1, 1991, s. 77–96. DOI: 10.2307/1962879. Autor analizuje wytwarzanie rozróżnienia między państwem a społeczeństwem przez praktyki organizacyjne i relacje władzy.
[13] Jean Baudrillard, Simulacres et Simulation, Galilée, Paris 1981; wyd. ang. Simulacra and Simulation, tłum. Sheila Faria Glaser, University of Michigan Press, Ann Arbor 1994. DOI: 10.3998/mpub.9904. Koncepcja symulacji zostaje tu wykorzystana interpretacyjnie, a nie jako empiryczny dowód pozorności konkretnych instytucji.
[14] Kim Lane Scheppele, „Autocratic Legalism”, University of Chicago Law Review, t. 85, nr 2, 2018, s. 545–583, tekst; Nancy Bermeo, „On Democratic Backsliding”, Journal of Democracy, t. 27, nr 1, 2016, s. 5–19, opracowanie. Prace te analizują sytuacje, w których formalne procedury prawne współistnieją z ograniczaniem rzeczywistych mechanizmów demokratycznej kontroli.
[15] David Collier, „Understanding Process Tracing”, PS: Political Science & Politics, t. 44, nr 4, 2011, s. 823–830. DOI: 10.1017/S1049096511001429. Metoda analizy procesu pozwala rekonstruować sekwencje przyczynowe i oddzielać obserwowaną korelację od udokumentowanego mechanizmu sprawstwa.
[16] Jonathan M. Powell, Clayton L. Thyne, „Global Instances of Coups from 1950 to 2010: A New Dataset”, Journal of Peace Research, t. 48, nr 2, 2011, s. 249–259. DOI: 10.1177/0022343310397436. Praca zawiera operacyjną definicję zamachu stanu, odróżniając go od innych form niekonstytucyjnej aktywności politycznej.
[17] Platon, Parmenides, szczególnie partie dotyczące relacji jedności i wielości; Sofista, 253d–e. Odwołanie do tradycji platońskiej służy w niniejszym artykule sformułowaniu problemu filozoficznego, nie zaś przypisaniu Platonowi współczesnej teorii instytucji politycznych.


Komentarze
Pokaż komentarze