modus in actu modus in actu
30
BLOG

Gdy wynik staje się źródłem reguły

modus in actu modus in actu Polityka Obserwuj notkę 2
Tożsamość praworządności poprzez reorganizację

image

Od aksjomatu matematycznego do samolegitymizacji normy kompetencyjnej

Streszczenie

Artykuł podejmuje problem odwrócenia relacji między normą prawną a rezultatem jej stosowania. Punktem wyjścia jest spór o kworum Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z 3 listopada 2026 r., podczas którego ośmioro uczestników przyjęło interpretację pozwalającą obliczać wymagane kworum jako dwie trzecie z dwunastu, a nie piętnastu sędziów.

Przypadek ten wykorzystano do analizy problemu znacznie szerszego niż samo ustalenie liczby osób uprawnionych do podejmowania uchwał. Dotyczy on sytuacji, w której rezultat rozstrzygnięcia może wpływać na wybór przesłanek interpretacyjnych, podczas gdy formalna poprawność późniejszego rozumowania tworzy wrażenie poprawności całej procedury.

Podstawę teoretyczną stanowią rozważania nad aksjomatyką systemów formalnych, rozróżnienie poprawności logicznej i prawdziwości przesłanek, koncepcja reguły uznania H.L.A. Harta, normatywizm Hansa Kelsena, proceduralna moralność prawa Lona L. Fullera oraz Schmittowskie rozróżnienie legalności i legitymizacji. Analizę uzupełniono o metodologiczne analogie z naukami empirycznymi, rachunkowością, teorią organizacji i badaniami nad erozją demokracji.

Główna teza głosi, że zagrożenie dla praworządności nie musi polegać na jawnym odrzuceniu obowiązującej normy. Może ujawniać się również wtedy, gdy oczekiwany rezultat wpływa na sposób ustalenia przesłanek jej zastosowania, a następnie rezultat zostaje przedstawiony jako dowód prawidłowości przyjętej interpretacji.

Zjawisko to określono jako inwersję relacji normatywnej. Nie oznacza ono, że każda interpretacja prowadząca do korzystnego dla jej autora rezultatu jest wadliwa. Rozstrzygające pozostaje pytanie, czy kryterium interpretacyjne może zostać uzasadnione niezależnie od tego rezultatu oraz czy byłoby stosowane konsekwentnie również w sytuacji niekorzystnej dla podmiotu dokonującego wykładni.

Słowa kluczowe: praworządność, arché, normy kompetencyjne, kworum, Trybunał Konstytucyjny, aksjomaty, wykładnia prawa, samolegitymizacja, formalizm, teoria uznania, metareguła, erozja demokracji, instytucjonalna reprodukcja władzy, tożsamość poprzez reorganizację.

1. Dwa plus dwa równa się pięć — czy wystarczy zmienić aksjomaty?

W matematyce istnieją twierdzenia, których prawdziwość wynika z określonych aksjomatów oraz reguł wnioskowania. Jeżeli przyjmiemy klasyczną arytmetykę liczb naturalnych, równanie 2 + 2 = 4 jest konsekwencją przyjętej struktury formalnej.

Możemy oczywiście konstruować odmienne systemy matematyczne, wprowadzać nowe definicje, zmieniać interpretacje symboli albo rozpatrywać inne działania algebraiczne.

Nie oznacza to jednak, że w standardowej arytmetyce możemy otrzymać wynik 2 + 2 = 5 tylko dlatego, że taki rezultat uznajemy za pożądany.

Jeżeli zmienimy znaczenie symbolu „2”, działania dodawania albo relacji równości, przestaniemy rozstrzygać pierwotny problem.

Możemy wówczas uzyskać wypowiedź prawdziwą w nowym systemie, lecz nie będzie ona automatycznie odpowiednikiem twierdzenia sformułowanego w systemie wcześniejszym.

To rozróżnienie ma fundamentalne znaczenie dla teorii prawa.

W systemie normatywnym również istnieją reguły, od których zależy poprawność określonego rozstrzygnięcia.

Jednak prawo nie jest czystym rachunkiem formalnym. Jego stosowanie wymaga wcześniejszej identyfikacji zdarzeń, podmiotów, kompetencji i warunków wywoływania skutków prawnych.

Właśnie tutaj pojawia się możliwość szczególnej manipulacji.

Nie trzeba błędnie przeprowadzić obliczenia, aby otrzymać wadliwy wynik.

Wystarczy przyjąć niewłaściwą definicję zbioru, którego obliczenie dotyczy.

Jeżeli wymagane kworum wynosi dwie trzecie ogólnej liczby członków określonego organu, wynik zależy nie tylko od reguł arytmetyki.

Zależy przede wszystkim od ustalenia, co w danym porządku prawnym oznacza „ogólna liczba członków”.

Dwie trzecie z piętnastu wynosi dziesięć.

Dwie trzecie z dwunastu wynosi osiem.

Oba obliczenia są prawidłowe.

Nie mogą jednak jednocześnie stanowić prawidłowego zastosowania tego samego przepisu do tej samej sytuacji, jeżeli przepis wymaga jednej, określonej prawnie podstawy obliczenia.

Właśnie dlatego spór o kworum nie musi być sporem o matematykę. Może być sporem o normatywną regułę identyfikowania rzeczywistości, do której matematykę stosujemy.

To szczególnie istotne, ponieważ matematyczna poprawność końcowego rezultatu może przesłaniać niepewność wcześniejszej przesłanki.

Po ustaleniu liczby dwunastu nie ma już żadnego problemu z obliczeniem wymaganej liczby uczestników.

Problem zostaje przesunięty na wcześniejszy etap.

Dlaczego przyjęliśmy właśnie dwanaście?

Kto posiada kompetencję do ustalenia tej liczby?

Czy zastosowana reguła wynika z obowiązującego prawa?

I czy zostałaby przyjęta również wtedy, gdyby prowadziła do rezultatu niekorzystnego dla osób dokonujących interpretacji?

To ostatnie pytanie wprowadza nas w problem samolegitymizacji.

2. Casus Trybunału Konstytucyjnego — od piętnastu sędziów do ośmiorga uczestników

3 listopada 2026 r. odbyło się Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego zwołane przez Annę Korwin-Piotrowską.

W posiedzeniu uczestniczyło ośmioro sędziów.

Na początku obrad przedstawiono interpretację, zgodnie z którą liczba sędziów uprawnionych do udziału w zgromadzeniu wynosiła dwanaście.

Nie uwzględniono Bogdana Święczkowskiego i Bartłomieja Sochańskiego, wobec których wcześniej wydano zarządzenia dotyczące natychmiastowej przerwy w czynnościach służbowych, oraz Jarosława Wyrembaka, którego status sędziego TK jest kwestionowany ze względu na okoliczności wyboru.

Zgromadzeni przyjęli stanowisko, że wymóg obecności dwóch trzecich sędziów został spełniony. Następnie podjęto uchwałę dotyczącą projektu dochodów i wydatków Trybunału na 2027 r.[1]

Podstawowe znaczenie posiada art. 194 ust. 1 Konstytucji RP, zgodnie z którym Trybunał Konstytucyjny składa się z piętnastu sędziów.

Również art. 3 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK określa piętnastoosobowy skład Trybunału.

Jednak ustawa zawiera także dalsze regulacje.

Art. 6 ust. 1 wskazuje, że Zgromadzenie Ogólne tworzą urzędujący sędziowie Trybunału, którzy złożyli ślubowanie wobec Prezydenta RP.

Natomiast art. 8 ust. 1 stanowi, że Zgromadzenie Ogólne podejmuje uchwały w obecności co najmniej dwóch trzecich ogólnej liczby sędziów Trybunału, chyba że ustawa stanowi inaczej.

Dodatkowo art. 8 ust. 2 ustanawia wymóg obecności prezesa TK, z wyraźnie określonym wyjątkiem dotyczącym szczególnej uchwały wskazanej w art. 11 ust. 14.[2]

Nie jest to zatem wyłącznie kwestia ustalenia liczby osób znajdujących się w pomieszczeniu.

Prawidłowa ocena wymaga odpowiedzi na kilka odrębnych pytań.

Przede wszystkim należy ustalić znaczenie wyrażenia „ogólna liczba sędziów Trybunału”.

Następnie trzeba określić, czy osoba objęta zarządzeniem o przerwie w czynnościach przestaje być uwzględniana przy obliczaniu tego kworum.

Odrębnego rozstrzygnięcia wymaga problem statusu sędziego, którego prawidłowość wyboru jest kwestionowana.

Jeszcze inną kwestią jest kompetencja do wydania samych zarządzeń o przerwie w czynnościach oraz ustalenie, czy i w jaki sposób zastosowanie znajduje art. 12 ust. 4 ustawy dotyczący zastępowania prezesa Trybunału.

Nie można przy tym automatycznie utożsamiać trzech stanów: nieobecności sędziego, prawnego odsunięcia go od wykonywania określonych czynności oraz utraty statusu sędziego.

Każdy z nich może wywoływać odmienne skutki.

Właśnie dlatego samo stwierdzenie, że na posiedzeniu było ośmioro osób spośród dwunastu uznanych za uprawnione, nie zamyka całej analizy.

Pozostaje wykazanie, dlaczego przyjęta podstawa obliczenia jest prawidłowa.

W debacie podczas zgromadzenia sędzia Sławomir Patyra odwołał się do różnicy między ustawową a ogólną liczbą członków organu. Argumentował, że przejście od sztywnego wskazania liczby uczestników do określenia jej ułamkiem umożliwia uwzględnienie zmiennego stanu prawnego.[3]

To argument, którego nie należy ignorować.

Nie jest przecież wykluczone, że ustawodawca rzeczywiście zamierzał powiązać kworum z liczbą osób posiadających określony status w danym momencie.

Jednak sam fakt użycia ułamka nie dowodzi jeszcze, że z podstawy obliczenia należy usuwać wszystkie osoby czasowo nieuprawnione do wykonywania określonych czynności.

Ułamek może bowiem odnosić się zarówno do składu prawnie zmiennego, jak i do liczby określonej niezależnie od przejściowych przeszkód organizacyjnych.

Decydujące znaczenie ma wykładnia całego przepisu w kontekście pozostałych norm.

Innymi słowy, argument odwołujący się do racjonalności ustawodawcy nie może kończyć się na stwierdzeniu, że przepis posługuje się ułamkiem.

Trzeba jeszcze wyjaśnić, jakie zdarzenia prawne rzeczywiście zmieniają zbiór stanowiący podstawę obliczenia.

To właśnie tutaj znajduje się najważniejszy problem normatywny.

3. Interpretacja czy konstrukcja rezultatu? Granica między wykładnią a jej instrumentalizacją

Nie każda zmiana interpretacji przepisu stanowi nadużycie prawa.

Wykładnia jest nieodłączną częścią jego stosowania.

Przepisy posługują się pojęciami ogólnymi, które muszą zostać odniesione do konkretnych sytuacji.

Nie można więc przyjąć, że prawidłowa norma zawsze zawiera jedno, oczywiste znaczenie dostępne bez jakiegokolwiek procesu interpretacyjnego.

Takie stanowisko prowadziłoby do skrajnego formalizmu, którego ograniczenia analizowaliśmy wcześniej w tekście „Od Wilczura do Radbrucha”.

Jednak z faktu konieczności interpretacji nie wynika pełna swoboda interpretatora.

Istnieje zasadnicza różnica między dwiema procedurami rozumowania.

W pierwszej interpretator rozpoczyna od obowiązujących norm, rekonstruuje ich znaczenie, identyfikuje stan faktyczny i dopiero następnie ustala rezultat.

W drugiej najpierw identyfikuje rezultat uznawany za potrzebny, a następnie poszukuje takiej wykładni, która umożliwi jego osiągnięcie.

Te dwa procesy mogą zewnętrznie wyglądać podobnie.

W obu przypadkach pojawiają się odwołania do przepisów, argumenty systemowe, interpretacja funkcjonalna i logicznie uporządkowane uzasadnienie.

Różnica dotyczy jednak relacji między przesłanką a wynikiem.

W pierwszym modelu wynik pozostaje podporządkowany normie.

W drugim istnieje ryzyko, że to norma zostanie podporządkowana wynikowi.

Możemy określić ten proces mianem inwersji relacji normatywnej.

Nie należy jednak utożsamiać go z każdym rozumowaniem uwzględniającym konsekwencje praktyczne.

Prawidłowa wykładnia funkcjonalna musi przecież uwzględniać cel regulacji i skutki możliwych interpretacji.

W szczególności argument o konieczności zapewnienia zdolności działania organu może mieć realne znaczenie normatywne.

Istnieje jednak granica.

Względy funkcjonalne nie mogą automatycznie zastępować wymagań kompetencyjnych.

To, że określona wykładnia umożliwia działanie instytucji, nie przesądza jeszcze, że jest ona prawidłowa.

Możliwa jest przecież sytuacja, w której ustawodawca świadomie ustanowił wysokie kworum po to, aby uniemożliwić podejmowanie określonych decyzji bez dostatecznie szerokiego udziału członków organu.

W takim przypadku praktyczna trudność uzyskania kworum nie musi być wadą regulacji.

Może stanowić jej zamierzoną funkcję gwarancyjną.

Zatem argument o konieczności zapobiegania paraliżowi instytucji nie może być rozpatrywany w oderwaniu od funkcji kworum jako ograniczenia możliwości działania organu kolegialnego.

Właśnie tutaj dostrzegamy możliwy konflikt dwóch wartości.

Pierwszą jest zdolność instytucji do wykonywania powierzonych jej zadań.

Drugą — ochrona przed podejmowaniem decyzji przez grupę niespełniającą przewidzianych wymagań reprezentacji.

Nie możemy automatycznie uznać, że pierwsza wartość ma bezwzględne pierwszeństwo.

Nie możemy również zakładać, że druga zawsze wyklucza uwzględnienie nadzwyczajnych przeszkód organizacyjnych.

Właściwe rozwiązanie wymaga wykazania, jak konflikt ten został uregulowany przez obowiązujące prawo.

Prawidłowa wykładnia powinna prowadzić do rezultatu uzasadnionego normatywnie, a nie wyłącznie do rezultatu organizacyjnie pożądanego.

4. Aksjomaty, prawdziwość i poprawność wnioskowania — dlaczego spójny system może prowadzić do błędnej decyzji?

Problem ten można ująć w kategoriach logiki.

Poprawne wnioskowanie oznacza, że wniosek wynika z przesłanek zgodnie z przyjętymi regułami.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że przesłanki są prawdziwe.

Rozważmy prosty przykład.

Jeżeli wszyscy członkowie określonego organu posiadają wymagane uprawnienie, a dana osoba jest członkiem tego organu, możemy wyprowadzić wniosek, że również ona posiada takie uprawnienie.

Jednak wniosek będzie materialnie uzasadniony tylko wtedy, gdy poprawnie ustalimy zarówno treść ogólnej reguły, jak i status konkretnej osoby.

Samo zachowanie formalnej poprawności rozumowania nie gwarantuje prawdziwości jego założeń.

W prawie problem jest jeszcze bardziej złożony.

Normy prawne nie są zwykłymi zdaniami opisowymi, a ich obowiązywanie i znaczenie należy odróżniać od prawdziwości twierdzeń o świecie.

Niemniej możemy badać poprawność rekonstrukcji normy oraz prawdziwość ustaleń faktycznych, na których opiera się jej zastosowanie.

W tym sensie spór o kworum ujawnia trzy odrębne poziomy poprawności.

Pierwszym jest poprawność obliczenia.

Drugim — poprawność klasyfikacji osób uwzględnianych w obliczeniu.

Trzecim — poprawność normy lub wykładni wyznaczającej kryterium tej klasyfikacji.

Prawidłowość pierwszego poziomu nie dowodzi prawidłowości dwóch pozostałych.

Można więc otrzymać matematycznie bezbłędny rezultat, który nie spełnia wymagań normatywnych.

W tym sensie analogia do równania 2 + 2 = 5 posiada określone granice.

W przypadku TK nie twierdzono, że dwie trzecie z piętnastu wynosi osiem.

Przyjęto odmienne założenie dotyczące liczby osób uwzględnianych przy obliczaniu.

Problem nie dotyczy zatem fałszywego wyniku arytmetycznego.

Dotyczy możliwości przyjęcia przesłanki, która umożliwia uzyskanie pożądanego wyniku.

To bardziej złożona forma reorganizacji rozumowania.

Nie zmieniamy reguły obliczenia.

Zmieniamy regułę ustalania danych, do których obliczenie zostaje zastosowane.

A ponieważ reguła ta ma charakter normatywny, jej zmiana może prowadzić do rzeczywistego przekształcenia możliwości działania organu państwa.

Formalna poprawność operacji nie może zastąpić materialnej i normatywnej kontroli jej danych wejściowych.

To twierdzenie posiada znaczenie znacznie wykraczające poza analizę jednego zgromadzenia sędziów.

5. Samolegitymizacja kompetencji — kiedy organ rozstrzyga o warunkach własnego działania?

Każdy organ kolegialny musi w określony sposób ustalać, czy może skutecznie podejmować decyzje.

Nie jest to sytuacja niezwykła.

Parlament, rada nadzorcza, sąd w składzie wieloosobowym czy zgromadzenie członków określonej organizacji muszą ustalić liczbę osób uprawnionych do udziału w podejmowaniu rozstrzygnięć.

Jednak w przypadku konfliktu dotyczącego samej podstawy kompetencyjnej pojawia się problem odmienny.

Czy organ może skutecznie ustalić własną zdolność do działania, jeżeli właśnie ta zdolność pozostaje przedmiotem sporu?

Nie można automatycznie odpowiedzieć przecząco.

Prawo może przewidywać szczególne mechanizmy wstępnego badania właściwości lub dopuszczalności działania.

Organ może posiadać kompetencję do rozstrzygnięcia określonej kwestii proceduralnej dotyczącej własnego funkcjonowania.

Jednak kompetencja do dokonania wstępnej oceny nie jest tożsama z kompetencją do dowolnej zmiany ustawowych warunków skuteczności czynności.

Jeżeli ustawa wymaga obecności określonej liczby członków, sama uchwała uczestników nie może zastąpić tego wymagania, chyba że prawo przewiduje odpowiedni mechanizm pozwalający na odmienne ustalenie składu lub kworum.

Istotne jest jednak zachowanie precyzji.

Nie każda uchwała dotycząca kworum jest błędnym kołem.

Jeżeli organ prawidłowo ustala, że określone osoby nie są członkami organu albo nie podlegają uwzględnieniu na podstawie obowiązującej normy, może następnie zastosować odpowiednie wymaganie liczbowe.

Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy prawidłowość owego ustalenia jest uzasadniana wyłącznie faktem jego przyjęcia przez osoby, których własna zdolność do działania od tego ustalenia zależy.

Wtedy rezultat zaczyna legitymizować przesłankę.

A przesłanka legitymizuje rezultat.

To właśnie mechanizm, który określaliśmy wcześniej jako samolegitymizację kompetencji.

W dzisiejszym przypadku nie można jednak pomijać faktu, że zarządzenia dotyczące dwóch sędziów zostały wydane przed zgromadzeniem, przez osobę powołującą się na odrębne przepisy dotyczące przerwy w czynnościach i zastępowania prezesa.

Nie mamy zatem do czynienia z prostą sytuacją, w której uczestnicy posiedzenia sami wydali wszystkie wcześniejsze decyzje warunkujące własny skład.

Możemy natomiast badać łańcuch zależności prawnej.

Najpierw określona osoba uznaje, że posiada kompetencję do zastosowania środka wobec innych sędziów.

Następnie przyjmuje się określone skutki tego środka dla ich udziału w zgromadzeniu.

Później przyjęte skutki zostają wykorzystane do ustalenia podstawy obliczania kworum.

Wreszcie zgromadzenie podejmuje kolejne czynności.

Każde ogniwo wymaga własnej podstawy prawnej.

Nie wystarczy stwierdzenie, że całe postępowanie ostatecznie umożliwiło organowi podjęcie uchwały.

Jeżeli wcześniejsze przesłanki były prawidłowe, późniejszy rezultat może mieć odpowiednią podstawę.

Jeżeli były wadliwe, sam fakt wykonania kolejnych czynności nie usuwa automatycznie wcześniejszego problemu.

Nie oznacza to również, że wszystkie późniejsze czynności muszą być bezwzględnie nieważne.

Prawo zna mechanizmy stabilizacji skutków, ochrony zaufania, kontroli wadliwości i rozdzielania konsekwencji poszczególnych naruszeń.

Jednak takie mechanizmy również wymagają własnej podstawy normatywnej.

Właśnie dlatego należy odróżnić faktyczne utrwalenie decyzji od prawnego uzdrowienia jej wadliwości.

6. Schmitt, Kelsen i Hart — kto określa regułę, według której rozpoznajemy prawo?

Problem ten prowadzi bezpośrednio do naszego wcześniejszego sporu z Carlem Schmittem.

Schmitt konstruował pojęcie suwerenności przez odniesienie do zdolności rozstrzygania o stanie wyjątkowym.[4]

W takim ujęciu zasadnicze znaczenie posiada możliwość podjęcia decyzji, która rozstrzyga o warunkach dalszego funkcjonowania porządku.

Jednak dzisiejszy przypadek ujawnia problem bardziej subtelny.

Nie trzeba ogłaszać nowej konstytucji ani formalnie zawieszać dotychczasowej, aby zmienić praktyczne warunki wykonywania określonych kompetencji.

Może wystarczyć przyjęcie odmiennej interpretacji pojęcia, od którego zależy zdolność organu do działania.

Nie oznacza to automatycznie powstania nowego suwerena.

Nie musi również stanowić zamachu stanu.

Pokazuje jednak, że kontrola nad regułą interpretowania norm kompetencyjnych może posiadać realne znaczenie ustrojowe.

Hans Kelsen pozwala odróżnić podstawę obowiązywania całego systemu prawnego od konkretnej normy kompetencyjnej.[5]

Z faktu, że porządek prawny wymaga określonych przesłanek normatywnych, nie wynika, że uczestnik systemu może dowolnie ustanawiać własne uprawnienia.

Podobnie teoria reguły uznania H.L.A. Harta wskazuje na znaczenie praktyki instytucjonalnej, w której urzędnicy rozpoznają określone normy jako prawnie wiążące.[6]

Jednak sama praktyka wykonywania spornej decyzji nie dowodzi jeszcze, że doszło do trwałej zmiany reguły uznania.

Nie każde naruszenie normy jest przecież zmianą całego systemu.

Nie każdy konflikt interpretacyjny oznacza powstanie nowego porządku prawnego.

Potrzebne są dodatkowe kryteria.

Przede wszystkim należy zbadać, czy zmiana posiada charakter trwały, czy obejmuje więcej niż jedno rozstrzygnięcie i czy wpływa na sposób wykonywania kompetencji przez inne instytucje.

W tym właśnie miejscu nasza teoria tożsamości poprzez reorganizację rozwija odmienną perspektywę.

Nie koncentrujemy się wyłącznie na jednym akcie ustanowienia normy.

Badamy również sekwencję działań, w której określone rozstrzygnięcia stają się przesłankami późniejszych czynności.

Jeżeli taka praktyka utrwala się, może prowadzić do zmiany rzeczywistych relacji władzy bez odpowiedniej zmiany formalnego tekstu konstytucji.

A zatem tożsamość normatywna systemu nie może być oceniana wyłącznie na podstawie ciągłości jego przepisów. Wymaga również analizy reguł, według których przepisy te są stosowane i egzekwowane.

Właśnie tutaj znajduje się możliwa postać reorganizacji arché.

Nie zmienia się deklarowane źródło kompetencji.

Zmienia się sposób jego rozpoznawania.

Nie jest to jednak automatyczny dowód utraty praworządności.

Może to być także rezultat prawidłowej wykładni dostosowującej obowiązujący system do nowej sytuacji.

Rozstrzygnięcie wymaga wykazania, czy zastosowana metoda posiada podstawę prawną niezależną od rezultatu, który umożliwia.

7. Lon Fuller — praworządność jako przewidywalność reguł, a nie jedynie poprawność decyzji

Szczególnie użyteczna okazuje się koncepcja Lona L. Fullera.

W The Morality of Law Fuller wskazywał na podstawowe warunki umożliwiające rządzenie za pomocą prawa.

Wśród nich znajdowały się ogólność, jawność, zrozumiałość, niesprzeczność i względna trwałość norm oraz zgodność rzeczywistych działań organów z ogłoszonymi regułami.[7]

Nie są to jedynie wymagania techniczne.

Pozwalają obywatelom i uczestnikom systemu przewidywać konsekwencje własnych działań.

Prawo nie spełniałoby tej funkcji, gdyby jego znaczenie mogło być każdorazowo ustalane w zależności od rezultatu, jaki organ zamierza osiągnąć.

Nie oznacza to, że prawo nie może być zmieniane.

Nie oznacza również zakazu rozwijania wykładni.

Jednak zmiana musi posiadać rozpoznawalne uzasadnienie i pozostawać związana z normatywnymi kryteriami.

W przypadku kworum funkcja gwarancyjna jest szczególnie wyraźna.

Wymóg określonej obecności nie jest zwykłym elementem technicznego liczenia głosów.

Stanowi ograniczenie zdolności podejmowania decyzji przez organ kolegialny.

Jeżeli możliwe staje się zmniejszanie wymaganej liczby uczestników poprzez kolejne wyłączenia osób z podstawy obliczenia, należy ustalić, czy taka możliwość wynika z konstrukcji samej normy.

W przeciwnym razie reguła mająca ograniczać arbitralność może zostać przekształcona w instrument jej uzasadniania.

Przeprowadźmy eksperyment logiczny.

Jeżeli przyjmiemy, że każde kolejne odsunięcie sędziego automatycznie zmniejsza liczbę osób uwzględnianych przy obliczaniu kworum, otrzymamy następujący schemat:

Dla piętnastu osób wymagane jest dziesięć.

Dla dwunastu — osiem.

Dla dziewięciu — sześć.

Dla sześciu — cztery.

Dla trzech — dwie.

Dla jednej — jedna.

Jest to wyłącznie model hipotetyczny, a nie twierdzenie o skutkach rzeczywiście przewidzianych przez ustawę.

Nie uwzględnia wszystkich dodatkowych wymogów dotyczących statusu sędziów, obecności prezesa i właściwości do dokonywania wyłączeń.

Pokazuje jednak logiczną właściwość mechanizmu, w którym mianownik zależy od liczby osób uznanych za zdolne do uczestnictwa.

Jeżeli sama decyzja o wyłączeniu uczestnika może wpływać na wymagane kworum, powstaje konieczność szczególnej kontroli podstaw i granic takiej decyzji.

Nie wynika z tego, że należy zawsze stosować sztywną liczbę określoną w konstytucyjnym modelu organu.

W pewnych systemach prawo prawidłowo wiąże kworum z aktualną liczbą członków albo z liczbą osób posiadających określony status.

Jednak reguła powinna mieć charakter uprzedni, ogólny i możliwy do kontrolowania.

Nie może być dobierana wyłącznie do sytuacji, w której ma zostać zastosowana.

I właśnie dlatego formuła Fullera pozostaje użyteczna.

Praworządność wymaga nie tylko istnienia reguł, ale również odpowiedniej zgodności praktyki ich stosowania z normatywnymi warunkami, które miały one ustanawiać.

8. Nauka, rachunkowość i organizacja — kiedy dobór danych zastępuje badanie rzeczywistości?

Zjawisko dopasowywania przesłanek do oczekiwanego rezultatu nie ogranicza się do prawa.

W naukach empirycznych występuje problem selekcji danych i metod analitycznych.

Badacz może posiadać poprawny aparat matematyczny, a mimo to uzyskać niewiarygodne wnioski, jeżeli po zapoznaniu się z wynikami dobierze kryteria wyłączenia części obserwacji.

W literaturze metodologicznej zjawisko takie analizowali między innymi Joseph Simmons, Leif Nelson i Uri Simonsohn, wskazując, że nieujawniona elastyczność doboru danych i metod analizy zwiększa ryzyko fałszywie pozytywnych rezultatów.[8]

Nie oznacza to, że każda zmiana metody badawczej jest manipulacją.

Istotne jest przede wszystkim ujawnienie przesłanek oraz możliwość oceny, czy zostały one przyjęte niezależnie od oczekiwanego wyniku.

Podobny problem występuje w rachunkowości.

Wynik finansowy zależy od przyjętych zasad rozpoznawania przychodów, kosztów, aktywów i zobowiązań.

Samo matematycznie poprawne sporządzenie zestawienia nie dowodzi, że zastosowane zasady klasyfikacji były prawidłowe.

Zmiana polityki rachunkowości może prowadzić do zmiany wyniku bez zmiany materialnej rzeczywistości ekonomicznej.

Może być uzasadniona, ale wymaga odpowiedniej podstawy i ujawnienia.

Nie można więc utożsamiać zgodności rachunkowej z poprawnością materialnego przedstawienia sytuacji przedsiębiorstwa.

Co więcej, wykazany zysk księgowy nie musi oznaczać istnienia wolnej gotówki, którą można bezpiecznie podzielić pomiędzy uczestników przedsięwzięcia.

To odrębny przykład problemu, w którym poprawnie ustalona wartość formalna zostaje błędnie utożsamiona z innym przedmiotem rzeczywistości gospodarczej.

W teorii organizacji analogiczny problem pojawia się podczas ustalania mierników skuteczności.

Jeżeli wynik pracy instytucji jest oceniany według określonego wskaźnika, uczestnicy mogą zacząć dostosowywać własne działania do tego wskaźnika.

Wówczas poprawa wyniku pomiaru nie musi oznaczać rzeczywistej poprawy działania organizacji.

Problem jest znany między innymi z prawa Goodharta, zgodnie z którym wskaźnik przekształcony w cel może tracić wartość jako niezależna miara badanego zjawiska.[9]

Wspólny mechanizm jest czytelny.

W nauce zmienia się zbiór obserwacji.

W rachunkowości — klasyfikację zdarzeń.

W organizacji — definicję sukcesu.

W prawie — interpretację przesłanek skuteczności czynności.

W każdym przypadku można otrzymać formalnie spójny wynik.

Jednak jego znaczenie zależy od tego, czy zastosowane kryterium odpowiada rzeczywistości, którą miało rozpoznawać.

Właśnie dlatego metoda nie może być uznawana za poprawną wyłącznie na podstawie korzystnego wyniku jej zastosowania.

9. Od większości do metawładzy — kto określa zbiór uprawnionych do rozstrzygania?

Kworum posiada także zasadnicze znaczenie ustrojowe.

W systemie demokratycznym większość nie jest pojęciem samowystarczalnym.

Aby ustalić, kto posiada większość, trzeba wcześniej określić zbiór podmiotów uprawnionych do udziału w podejmowaniu decyzji.

Nie można przecież mówić o większości bez wskazania całości, wobec której większość jest obliczana.

Właśnie dlatego szczególne znaczenie posiadają normy określające prawa wyborcze, skład organów, warunki wykonywania mandatów i przesłanki wyłączenia z udziału w rozstrzyganiu.

Są to reguły wcześniejsze logicznie od samego głosowania.

Jeżeli większość mogłaby dowolnie określać, którzy jej przeciwnicy zostaną uwzględnieni przy ustalaniu kworum, uzyskałaby wpływ nie tylko na treść rozstrzygnięć.

Uzyskałaby również kontrolę nad warunkami ich ważności.

Nie oznacza to, że każda zmiana składu organu jest niedemokratyczna.

Prawo może przewidywać wygaśnięcie mandatów, wyłączenie osób pozostających w konflikcie interesów, pozbawienie uprawnień w określonej procedurze albo inne uzasadnione ograniczenia.

Jednak ich zastosowanie powinno być oparte na normach, których interpretacja nie zależy wyłącznie od bieżącego interesu większości.

W ten sposób dochodzimy do problemu metawładzy.

W zwykłym modelu uczestnicy systemu podejmują decyzje w ramach wcześniej istniejących reguł.

Na poziomie metawładzy znaczenie posiada możliwość określania samych reguł uczestnictwa, właściwości i uznawania decyzji.

W szczególnych warunkach kontrola nad tym poziomem może okazać się ważniejsza od prawa do oddania pojedynczego głosu.

Nie trzeba bowiem każdorazowo wygrywać głosowania, jeżeli można wpływać na to, kto zostanie uznany za uprawnionego do udziału.

To właśnie problem rozwijany w badaniach nad współczesną erozją demokracji.

Nancy Bermeo wskazywała na znaczenie procesów stopniowego osłabiania instytucjonalnych mechanizmów demokratycznej kontroli.[10]

Kim Lane Scheppele analizowała natomiast mechanizmy autokratycznego legalizmu, w których formalnie prawne instrumenty mogą zostać wykorzystane do stopniowego ograniczania konstytucyjnych mechanizmów kontroli władzy.[11]

Nie oznacza to, że obecny spór o kworum TK można automatycznie zakwalifikować jako przykład takiego procesu.

Pojedyncza kontrowersyjna interpretacja nie wystarcza do rozpoznania systemowej erozji demokracji.

Jednak dostarcza przypadku pozwalającego zbadać mechanizm, którego skutki mogą być ustrojowo istotne.

Zmiana reguły ustalania zbioru uprawnionych do rozstrzygania może prowadzić do zmiany rzeczywistego rozkładu władzy bez zmiany formalnego wymagania większości lub kworum.

Właśnie w tym sensie reorganizacji może podlegać nie tylko decyzja, ale również jej normatywne warunki.

10. Od republiki Augusta do współczesnej praworządności — ciągłość formy i zmiana operatora

Historyczne analogie pozwalają lepiej zrozumieć to zjawisko.

Po zabójstwie Juliusza Cezara Brutus i Kasjusz spodziewali się, że usunięcie dyktatora umożliwi przywrócenie republikańskiej wolności.

Jednak nie doprowadziło to do trwałego odtworzenia wcześniejszych relacji ustrojowych.

Wojny domowe zakończyły się konsolidacją władzy Oktawiana Augusta.

Co szczególnie interesujące, nowy porządek zachował liczne instytucje oraz pojęcia Republiki.

August mógł przedstawiać reorganizację ustroju jako przekazanie spraw publicznych Senatowi i ludowi rzymskiemu, choć rzeczywisty układ kompetencji uległ zasadniczej zmianie.[12]

W tym sensie można dostrzec podobny problem formalnej ciągłości i strukturalnej reorganizacji.

Nie oznacza to, że współczesny spór o kworum stanowi odpowiednik ustanowienia pryncypatu.

Porównanie dotyczy wyłącznie relacji pomiędzy zachowaniem formalnych kategorii a zmianą ich funkcji.

W Rzymie mogły pozostać republikańskie instytucje, podczas gdy ich znaczenie w systemie władzy ulegało przekształceniu.

Współcześnie może pozostać niezmieniony przepis dotyczący kworum, choć spór dotyczy jego rzeczywistego zastosowania.

Nie każda taka zmiana jest jednak zamachem stanu ani naruszeniem praworządności.

Historyczna analogia ma sens tylko wtedy, gdy pozwala wyodrębnić mechanizm, a nie wtedy, gdy służy automatycznemu utożsamianiu odmiennych wydarzeń.

Podobnie nie możemy uznać, że każda interpretacja funkcjonalna prowadząca do większej sprawności instytucji stanowi próbę przejęcia władzy.

Właśnie dlatego potrzebujemy kryteriów pozwalających rozpoznać różnicę między legalną reorganizacją a instrumentalnym przesuwaniem granic kompetencji.

11. Test kontrfaktycznej symetrii — czy przyjęlibyśmy tę samą regułę, gdyby działała przeciwko nam?

Z przedstawionych analiz wynika możliwość sformułowania szczególnego testu poprawności argumentacji kompetencyjnej.

Nie jest on samodzielną normą prawa pozytywnego.

Stanowi metodologiczne narzędzie umożliwiające ocenę ryzyka instrumentalizacji wykładni.

Nazwijmy go testem kontrfaktycznej symetrii interpretacyjnej.

Załóżmy, że określony organ przyjmuje interpretację pozwalającą zmniejszyć podstawę obliczania kworum wskutek zastosowania środka prawnego wobec części członków.

Następnie wyobraźmy sobie sytuację odwrotną.

Czy uczestnicy przyjęliby tę samą interpretację, gdyby analogiczny środek zastosowano wobec nich samych?

Czy uznaliby, że ich czasowa niezdolność do wykonywania określonych czynności zmniejsza liczbę osób uwzględnianych w podstawie kworum?

Czy akceptowaliby taką regułę również wtedy, gdyby umożliwiała podejmowanie uchwał konkurencyjnej grupie?

Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, nie dowodzi to jeszcze prawidłowości interpretacji.

Może jednak świadczyć o jej konsekwencji.

Jeżeli odpowiedź jest przecząca, pojawia się poważny problem.

Nie jest już bowiem jasne, czy interpretacja wynika z normy, czy z interesu jej aktualnego wykonawcy.

Test ten nie służy rozpoznawaniu subiektywnych motywów sędziów.

Nie jesteśmy w stanie na podstawie samego wyniku ustalić, dlaczego określona osoba przyjęła określoną wykładnię.

Możemy jednak oceniać strukturę argumentacji.

W szczególności należy zbadać, czy przyjęta reguła jest wystarczająco ogólna, czy posiada prawnie uzasadnione granice oraz czy może zostać zastosowana do przypadków analogicznych.

Nie wystarcza przy tym wskazanie, że wykładnia umożliwia rozwiązanie obecnego problemu.

Trzeba również ustalić, jakie skutki wywoływałaby w innych konfiguracjach instytucjonalnych.

To właśnie tutaj ujawnia się szczególna zaleta testu.

Reguła prawna powinna dać się uzasadnić również wtedy, gdy wynik jej zastosowania jest niekorzystny dla podmiotu powołującego się na jej obowiązywanie.

Nie oznacza to bezwzględnej niezmienności prawa.

Oznacza wymóg racjonalnego uzasadnienia różnic pomiędzy podobnymi przypadkami.

W tym sensie test kontrfaktyczny pozostaje zgodny z zasadą równości wobec prawa oraz z wymaganiem, aby organy władzy publicznej działały na podstawie i w granicach prawa.

12. Największe zagrożenie — gdy późniejszy skutek zaczyna potwierdzać wcześniejszą przesłankę

W naszych wcześniejszych tekstach analizowaliśmy możliwość instytucjonalnego utrwalania skutków prawnych.

Określone działanie wywołuje nową sytuację organizacyjną.

Następnie inne organy zaczynają podejmować decyzje, uwzględniając powstały stan.

Z czasem wcześniejsze rozstrzygnięcie może stać się elementem zwykłej praktyki instytucjonalnej.

Nie oznacza to automatycznie, że było legalne.

Jednak jego późniejsza skuteczność może wpływać na sposób, w jaki uczestnicy systemu postrzegają jego podstawę.

Właśnie tutaj pojawia się szczególny problem.

Najpierw określona interpretacja umożliwia podjęcie czynności.

Następnie czynność wywołuje określone skutki.

Później skutki te są przywoływane jako argument, że pierwotna interpretacja była konieczna i prawidłowa.

Powstaje wówczas możliwość kumulacyjnej samolegitymizacji instytucjonalnej.

Nie jest to pojęcie dogmatyczne oznaczające automatyczną nieważność wszystkich działań.

Jest to model opisujący sposób, w jaki faktyczna praktyka może zacząć zastępować niezależną kontrolę podstaw kompetencyjnych.

W przypadku Zgromadzenia Ogólnego TK problem ten dotyczyłby nie tylko samej uchwały w sprawie kworum.

Dotyczyłby również ewentualnych dalszych czynności podejmowanych z powołaniem się na skuteczność wcześniejszego posiedzenia.

Nie wolno jednak z góry zakładać, że wszystkie takie czynności byłyby bezprawne albo że skutki ewentualnej wadliwości musiałyby automatycznie obejmować cały późniejszy proces.

Każde następstwo wymaga odpowiedniej analizy normatywnej.

Jednak równie błędne byłoby przyjęcie, że późniejsze wykonywanie decyzji stanowi samoistny dowód prawidłowości wszystkich poprzedzających ją czynności.

To właśnie rozróżnienie oddziela skuteczność od legalności.

Pozwala też ponownie odwołać się do Gustava Radbrucha.

W jego filozofii prawa zdolność wymuszenia posłuszeństwa nie stanowi wystarczającego uzasadnienia obowiązywania prawa. Sama siła nie tworzy jeszcze normatywnego obowiązku podporządkowania się określonemu rozstrzygnięciu.[13]

W analizowanym przypadku analogiczny problem można przedstawić następująco.

Sama zdolność przeprowadzenia zgromadzenia i podjęcia uchwały nie rozstrzyga jeszcze o spełnieniu wszystkich ustawowych przesłanek skuteczności czynności.

Podobnie skuteczne wykonywanie uchwały nie musi usuwać problemu ewentualnej wadliwości jej podstawy.

Nie można jednak pomijać sytuacji, w których prawo rzeczywiście przewiduje stabilizację skutków określonych czynności mimo istniejących wad.

Wówczas to norma prawna, a nie sama skuteczność, stanowi podstawę takiego rezultatu.

Praworządność nie wymaga, aby każde wcześniejsze naruszenie prowadziło do nieograniczonego unieważniania wszystkich późniejszych działań. Wymaga natomiast, aby również stabilizacja skutków posiadała podstawę normatywną.

Zakończenie. Gdy praworządność zachowuje formę, lecz zmienia zasadę własnej identyfikacji

Spór o kworum Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z 3 listopada 2026 r. pozwala postawić problem wykraczający poza ocenę jednego wydarzenia.

Nie chodzi bowiem tylko o ustalenie, czy w posiedzeniu uczestniczyło wystarczająco wiele osób.

Chodzi o sposób identyfikowania reguły, według której tę wystarczającą liczbę ustalamy.

Jeżeli przyjmiemy za podstawę piętnastu sędziów, wymagane kworum wynosi dziesięć.

Jeżeli przyjmiemy dwunastu, wynosi osiem.

Nie jest to sprzeczność matematyczna.

Jest to różnica wynikająca z przyjętej normatywnej kwalifikacji zbioru.

Właśnie dlatego nie wystarcza przedstawienie poprawnego rachunku.

Trzeba jeszcze wykazać prawidłowość jego przesłanek.

Nie oznacza to, że interpretacja przyjęta przez uczestników zgromadzenia jest błędna wyłącznie dlatego, że umożliwiła im podjęcie uchwały.

Nie oznacza również, że jest prawidłowa tylko dlatego, że została przyjęta jednomyślnie przez osoby uczestniczące w posiedzeniu.

Wymaga niezależnego uzasadnienia.

I właśnie to rozróżnienie prowadzi nas do najważniejszej konsekwencji dla teorii praworządności.

Praworządność nie może polegać wyłącznie na zdolności przedstawienia formalnie spójnego uzasadnienia określonej decyzji.

Wymaga również, aby przesłanki tego uzasadnienia wynikały z norm prawnych, a nie jedynie z potrzeby osiągnięcia wcześniej wybranego rezultatu.

W przeciwnym razie pojawia się możliwość inwersji relacji normatywnej.

Zamiast sytuacji, w której norma określa dopuszczalny rezultat, otrzymujemy sytuację, w której rezultat wpływa na przyjmowaną treść normy.

Nie musi to oznaczać jawnego odrzucenia konstytucji.

Nie wymaga także formalnego ustanowienia nowych kompetencji.

Może następować poprzez zmianę interpretacji dotychczasowych pojęć.

Wówczas nadal posługujemy się językiem prawa.

Nadal odwołujemy się do odpowiednich przepisów.

Nadal przeprowadzamy poprawne działania matematyczne i logiczne.

Jednak zasadnicza zmiana może dokonać się na poziomie wcześniejszym — tam, gdzie ustalamy regułę identyfikowania danych, do których prawo zostaje zastosowane.

To właśnie problem arché.

Nie chodzi wyłącznie o pytanie, jaka norma obowiązuje.

Chodzi również o pytanie, według jakiej zasady uznajemy określone zdarzenie za spełniające przesłanki tej normy.

Jeżeli organ posiada prawnie określoną kompetencję do rozstrzygania takich kwestii, jego działanie może być elementem zwykłego funkcjonowania systemu.

Jeżeli jednak samodzielnie i bez dostatecznej podstawy zmienia warunki własnej zdolności do działania, powstaje problem samolegitymizacji kompetencji.

Nie jest to jeszcze automatycznie zamach stanu.

Może jednak stanowić jeden z mechanizmów reorganizacji władzy, których analiza wymaga uwzględnienia zarówno normatywnego źródła kompetencji, jak i późniejszych skutków jej wykonywania.

W tym miejscu spotykają się nasze wcześniejsze koncepcje.

Semiotyka zamachu stanu ujawnia znaczenie kategorii, dzięki którym rozpoznajemy określone działania jako prawnie skuteczne.

Analiza przymusu wskazuje na mechanizmy instytucjonalnego wykonywania decyzji.

Koncepcja arché pozwala badać źródło reguły, według której kompetencja zostaje zidentyfikowana.

Natomiast tożsamość poprzez reorganizację umożliwia prześledzenie, jak zmiana jednej reguły interpretacyjnej może wpływać na późniejszą strukturę wykonywania władzy.

Nie jest to teoria, która z góry przesądza o nielegalności określonej zmiany.

Jej wartość polega na możliwości odróżniania interpretacji uzasadnionej od takiej, która dopiero poszukuje uzasadnienia dla wcześniej wybranego wyniku.

Dlatego proponuję sformułować trzy twierdzenia końcowe.

Po pierwsze, poprawność formalna rozstrzygnięcia nie dowodzi jeszcze poprawności normatywnej jego przesłanek.

Po drugie, kompetencja do interpretowania prawa nie jest automatycznie kompetencją do zmieniania reguł określających własną zdolność działania.

Po trzecie, skuteczność późniejszych czynności nie może stanowić samodzielnego dowodu legalności wcześniejszych działań, od których czynności te zależą.

Właśnie te trzy rozróżnienia pozwalają uchwycić granicę pomiędzy praworządnością a jej możliwą instrumentalizacją.

Nie chodzi bowiem o to, aby zakazać zmiany interpretacji.

Prawo nie może istnieć bez interpretacji.

Nie chodzi również o to, aby ignorować rzeczywiste problemy organizacyjne instytucji.

Prawo musi być zdolne do uwzględniania okoliczności, w których instytucje działają.

Jednak nie można uznawać, że pożądany rezultat samodzielnie uzasadnia zastosowaną metodę.

W przeciwnym razie praworządność mogłaby zachowywać swoją nazwę, choć utraciłaby zdolność niezależnego ograniczania władzy.

I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy paradoks.

Nie trzeba zmieniać brzmienia prawa, aby zmienić warunki jego skutecznego działania. Wystarczy zmienić regułę określającą, co uznajemy za spełnienie jego przesłanek.

Jeżeli taka zmiana następuje legalnie, może stanowić uzasadnioną reorganizację systemu.

Jeżeli jednak jej jedyną rzeczywistą podstawą staje się oczekiwany rezultat, prawo może przekształcić się z ograniczenia władzy w instrument jej uzasadniania.

Ostatecznie problem nie sprowadza się więc do pytania, czy osiem osób stanowi kworum.

Jest znacznie głębszy:

Czy organ powinien najpierw wykazać istnienie reguły umożliwiającej mu działanie, czy też może uznać tę regułę za prawidłową dlatego, że jej przyjęcie pozwala mu działać?

Odpowiedź na to pytanie określa nie tylko poprawność pojedynczego rozstrzygnięcia.

Określa również granicę między stosowaniem prawa a reorganizacją zasad, według których prawo rozpoznaje własną władzę.

Przypisy i literatura

[1] Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z 3 listopada 2026 r. Zob. PAP/IAR, „Korwin-Piotrowska ogłosiła kworum. Przedstawiła wyliczenia”, Polskie Radio 24, 3 listopada 2026 r.; „Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK. Co wydarzyło się podczas obrad?”, Radio dla Ciebie, 3 listopada 2026 r. Relacje dokumentują przyjętą interpretację, przebieg głosowania i dalsze działania uczestników, nie rozstrzygając ostatecznie ich skuteczności prawnej.

[2] Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r., art. 7, 10, 173, 194 ust. 1 oraz art. 195. Tekst urzędowy — Senat RP. Ustawa z 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed TK, art. 3, 6, 7, 8, 11 i 12, tekst jednolity Dz.U. 2019 poz. 2393. Tekst urzędowy — Sejm RP.

[3] Relacja z wypowiedzi sędziego Sławomira Patyry podczas Zgromadzenia Ogólnego 3 listopada 2026 r., „Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK przyjęło, że kworum to osiem osób”, Rzeczpospolita, 3 listopada 2026 r. Zob. także „Sędziowie TK zdecydowali o kworum. Byli zgodni”, Business Insider Polska, 3 listopada 2026 r.

[4] Carl Schmitt, Politische Theologie. Vier Kapitel zur Lehre von der Souveränität, München–Leipzig 1922, rozdz. I; wyd. ang. Political Theology: Four Chapters on the Concept of Sovereignty, University of Chicago Press 2005. Zob. Lars Vinx, „Carl Schmitt”, Stanford Encyclopedia of Philosophy.

[5] Hans Kelsen, Reine Rechtslehre, wyd. 2, Wien 1960; wyd. ang. Pure Theory of Law, University of California Press 1967. Szczególne znaczenie posiada rozróżnienie normy podstawowej, norm kompetencyjnych oraz rzeczywistej skuteczności systemu.

[6] H.L.A. Hart, The Concept of Law, Clarendon Press, Oxford 1961, wyd. 2, 1994, rozdz. V–VI. Zob. Stanford Encyclopedia of Philosophy, „Legal Positivism”. Reguła uznania nie jest tożsama z dowolną decyzją urzędnika ani z pojedynczym przypadkiem naruszenia prawa.

[7] Lon L. Fuller, The Morality of Law, Yale University Press, New Haven 1964, wyd. poprawione 1969. Zob. Stanford Encyclopedia of Philosophy, „The Rule of Law”, część dotycząca warunków praworządności i zgodności działania organów z ogłoszonymi regułami.

[8] Joseph P. Simmons, Leif D. Nelson, Uri Simonsohn, „False-Positive Psychology: Undisclosed Flexibility in Data Collection and Analysis Allows Presenting Anything as Significant”, Psychological Science, t. 22, nr 11, 2011, s. 1359–1366. DOI: 10.1177/0956797611417632. Praca dotyczy ryzyka wynikającego z dostosowywania procedury analitycznej do obserwowanych rezultatów.

[9] Charles A.E. Goodhart, „Problems of Monetary Management: The U.K. Experience”, w: Papers in Monetary Economics, Reserve Bank of Australia, 1975; później w: Monetary Theory and Practice, Macmillan, London 1984. Współcześnie prawo Goodharta jest przywoływane w teorii zarządzania i pomiaru jako ostrzeżenie przed utożsamianiem realizacji wskaźnika z realizacją celu.

[10] Nancy Bermeo, „On Democratic Backsliding”, Journal of Democracy, t. 27, nr 1, 2016, s. 5–19. Publikacja.

[11] Kim Lane Scheppele, „Autocratic Legalism”, University of Chicago Law Review, t. 85, nr 2, 2018, s. 545–583. Pełny opis i tekst. Por. David Landau, „Abusive Constitutionalism”, UC Davis Law Review, t. 47, 2013, s. 189–260.

[12] August, Res Gestae Divi Augusti, rozdz. 34; Ronald Syme, The Roman Revolution, Oxford University Press, Oxford 1939. Historyczna analogia dotyczy zachowania formalnych kategorii ustrojowych przy zmianie relacji rzeczywistej władzy, a nie tożsamości współczesnego sporu z pryncypatem Augusta.

[13] Gustav Radbruch, „Fünf Minuten Rechtsphilosophie”, 1945; wyd. ang. „Five Minutes of Legal Philosophy (1945)”, Oxford Journal of Legal Studies, t. 26, nr 1, 2006, s. 13–15. DOI: 10.1093/ojls/gqi042. Zob. również „Gesetzliches Unrecht und übergesetzliches Recht”, 1946, dotyczące granicznych przypadków niesprawiedliwości ustawowej.

[14] Ronald Dworkin, Law's Empire, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts 1986. Szczególnie istotne są rozważania dotyczące sporów teoretycznych o podstawy prawa, integralności systemu oraz roli zasad w interpretacji norm.

[15] Robert Alexy, A Theory of Legal Argumentation, Clarendon Press, Oxford 1989; The Argument from Injustice: A Reply to Legal Positivism, Oxford University Press 2002. Prace stanowią odniesienie dla problemu racjonalności argumentacji prawniczej i związku między poprawnością formalną a materialnym uzasadnieniem rozstrzygnięcia.

[16] Maciej Zieliński, Wykładnia prawa. Zasady, reguły, wskazówki, Warszawa 2002 i wydania następne. Derywacyjna koncepcja wykładni wskazuje na odrębność tekstu przepisu i normy prawnej rekonstruowanej z całego systemu.

[17] Niklas Luhmann, Das Recht der Gesellschaft, Suhrkamp, Frankfurt am Main 1993; wyd. ang. Law as a Social System, Oxford University Press 2004. Teoria systemowej reprodukcji prawa stanowi odniesienie dla analizy temporalnego utrwalania praktyk instytucjonalnych, ale nie rozstrzyga sama przez się legalności konkretnych czynności.

[18] Kontekst autorski: „Tożsamość zamachu stanu poprzez reorganizację”, „Gdy uzasadnienie staje się źródłem kompetencji” oraz teksty „Gdy obrona praworządności reprodukuje władzę”, „Semiotyka zamachu stanu poprzez reorganizację”, „Od Wilczura do Radbrucha” i „Tożsamość przymusu poprzez reorganizację”. Stanowią one kontekst rozwoju teorii normatywnej, epistemologicznej i instytucjonalnej reorganizacji władzy.


To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka