Nikomu nie muszę tłumaczyć jak wygląda rzeczywista organizacja UE i kto wiedzie w niej pierwsze skrzypce. Widać wysoki stopień degeneracji UE na poziomie władz naczelnych. Do takiego wniosku zainspirowała mnie opinia marszałka Tyszki o Brukseli.
"Różnica między biurokratami brukselskimi a Trumpem jest taka, że Donald Trump reprezentuje obywateli amerykańskich, a biurokraci brukselscy reprezentują tylko siebie, robią wszystko, żeby zachować swoje stołki
— powiedział Tyszka"
W słowach Tyszki jest sedno sprawy. Czy liberalno-lewacko-urzednicza UE jest reformowalna? Czy główni demokraci europejscy i ich cienie w rodzaju np. Tuska są zdolni do zmian. Zmiany podważyłyby ich istnienie na ustalonych pozycjach. Popatrzmy na plan roszad upadający nieudacznik/ 2%poparcia/ Hollande na fotel odpoczynkowy, naczelny komisarzy na stołek kanclerza. Czy to nie śmieszne zmiany w ramach tych samych władców?
Dziś nikogo już nie interesuje kto przewodzi UE, nie ma to żadnego znaczenia. Efekty UE sprowadzają się już do kasy, monopolizmu i ekspansji kapitału, a rzeczywiste osiągnięcia do prostowania ogórków. Czy da si ew perspektywie czasu uratować słuszna a tak zdegenerowany projekt unijny? Wybory na udział w podziale tortu już nie długo?



Komentarze
Pokaż komentarze