więc niech homoseksualiści nie mówią w moim imieniu.
Notkę tę zaczynam po obejrzeniu faktów TVN w których jakaś uczestniczka tegorocznego marszu równości stwierdziła, że będzie szła przeciwko dyskryminacji takich osób jak niepełnosprawni. Po pierwsze ja wcale nie czuję się dyskryminowany. Wiem dobrze że urodziłem się niepełnosprawny i że nigdy nie będę pełnosprawny. Tylko że ja w przeciwieństwie do tzw. kochających inaczej nie będę nawoływał innych do tolerancji do wg nowomomy "sprawnych inaczej". Nie ma takiego pojęcia. Albo ktoś jest sprawny albo jest niepełnosprawny i wiadomo, że wtedy musi mieć kontakt z lekarzem specjalistą żeby zmniejszyć skutki tej niepełnosprawności albo żeby jego stan się nie pogorszył. A poza tym co da mi taki marsz nic, sprowokuje tylko do niechęci osób do wszystkich osób niepełnosprawnych. Inni powiedzą "Co oni robią, usiłują nam razem homoseksualistami wmówić że są sprawni".
Homoseksualiści walczą o prawo do adopcji dzieci. Czy niepełnosprawni też mają o nie walczyć. Jak z całym szacunkiem osoba sparaliżowana może być dobrą matką lub ojcem zastępczym. Tak samo jak dwaj mężczyźni mają być dobrą matką i ojcem.
PS. Nie wiem czy dobrze zrobiłem używając słowa "matka" i "ojciec" bo też zgodnie z tolerancyjną polityką w jednym kraju "Szkocji" padł pomysł żeby zamienić je (na razie w szpitalach) na "strażnik", "opiekun" lub w ostateczności rodzic.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)