MojeWpisy
Miał być Tylko Jeden wpis na tym blogu. Stąd nick. Ale...
2 obserwujących
6 notek
14k odsłon
2711 odsłon

CPK

Wykop Skomentuj132

Centralny Port Komunikacyjny jest nowym (po elektromobilności – któż jeszcze o niej pamięta?) konikiem premiera Morawieckiego i całego rządu. Warto się przyjrzeć temu konikowi. Tym bardziej, że nie będzie on nam darowany, ale ma nas kosztować kilkadziesiąt miliardów. Sporo. Postarajmy się więc spokojnie i obiektywnie rozważyć różne ‘za’ i ‘przeciw’ zanim zaczniemy tak naprawdę realizować ten (Polska) Wielki Projekt. Bo w sferze werbalnej realizujemy go już jakieś 3-4 lata.

Pierwszym i najważniejszym (bo „merytorycznym”) argumentem ‘za’ są różne „badania i analizy” wskazujące na rozwój ruchu lotniczego w perspektywie 20-30 lat. Ile warte są „badania, analizy i prognozy” wszelakich ekspertów, naukowców, etc. wybiegające w przyszłość o 20, 30 czy 50 lat; to mogliśmy się przekonać już wielokrotnie w ostatnich dziesięcioleciach. Najprościej rzecz ujmując, są warte mniej niż papier na którym je spisano. Były ich już tysiące – odnośnie gospodarki, zasobów ropy, samochodów z napędem atomowym (lata 50-te XX w.), i co roku powstają nowe. Statystycznie, czasem któraś musi trafić. I pewnie czasem się to zdarza. Owszem, można by postawić paręset złotych na tę czy inną „prognozę”. Ale kilkadziesiąt miliardów? Szalony pomysł.

Problem polega na tym, że w szybko rozwijającym i zmieniającym się świecie, racjonalne prognozy można czynić w perspektywie 3-5 lat. Co najwyżej 10. Ale CPK ma być ukończone najwcześniej za lat 15. Biorąc pod uwagę możliwe poślizgi i opóźnienia, rozsądniej mówić o 17-20 latach. A i to może być zbyt optymistyczne. Jak będzie wyglądał rynek lotniczy za ćwierćwiecze? Czyli wtedy, gdy CPK osiągnie pełnię wydajności? Tego nie wie nikt.

Kto 7 lat temu przewidywał Gretę Thunberg? Nikt. Któż, poza złośliwym wariatem, mógłby 7 lat temu przewidzieć, że „konserwatywny”, wolny od postępowych szaleństw (a wręcz broniący Polski przed nimi!) rząd PiS utworzy Ministerstwo Klimatu? Walka z klimatem, czy też o klimat, postępuje. A samoloty są chyba najbardziej paliwożernym środkiem transportu. Tak więc „badania i analizy” dotyczące palącej potrzeby posiadania takiego lotniska jak CPK za lat 20, są warte tyle, ile wszelkie inne fantazje i dywagacje. Wiem, że tak ostre postawienie sprawy może budzić wątpliwości. Dlatego wrócę jeszcze do kwestii „przewidywań” w poniższym tekście. 


Drugim, i jakże lubianym, argumentem fanów CPK jest to, że „Niemcy też budują takie lotnisko”. Stawianie Niemców jako wzorca trafnych decyzji i rozwiązań jest nieco ryzykowne w dobie kryzysu uchodźczego. Nie wspominając już o wielkiej aferze jaka wstrząsnęła niemieckim przemysłem motoryzacyjnym, gdy kilka lat temu okazało się, że dopuszcza się on prymitywnych oszustw na wielką skalę. Krótko mówiąc: Niemcy też miewają gorsze dni.

Ale to oczywiście zbyt mało, zwłaszcza gdy w przestrzeni publicznej funkcjonuje kąśliwa fraza: „Po co nam CPK, skoro będzie lotnisko w Berlinie”. Tak. Przyznaję. Zrobienie Niemcom na złość, pokrzyżowanie ich planów, ma pewien walor. Pewnie dla wielu, nie tylko dla mnie. Ale! Wydawanie kilkudziesięciu miliardów, po to by uczynić budowane przez Niemców wielkie lotnisko pod Berlinem nierentownym to cena chole… tj. chciałem napisać: piekielnie wysoka, jak na psikus. Trzeba być nierozgarniętym, by iść na coś takiego.

Bo, niestety, z faktu że lotnisko niemieckie będzie deficytowe, bynajmniej nie wynika, że nasze właśnie będzie rentowne. Wręcz przeciwnie! Wręcz przeciwnie dlatego, że niemieckie państwo, a zwłaszcza niemieckie koncerny mają bardzo wiele sposobów, by wymusić na swoich kontrahentach i poddostawcach korzystanie z lotniska w Niemczech. Biorąc pod uwagę jak silna jest pozycja niemieckiego kapitału w Polsce, może się okazać, że nawet firmy działające u nas będą korzystały z lotniska w Berlinie. I co wtedy? Naprawdę, tylko ktoś bardzo naiwny może wierzyć, że nie będziemy musieli dopłacać do naszego CPK, jeśli Niemcy będą dopłacać do swojego.


Trzecim argumentem, niezwykle chętnie powtarzanym w obecnej kampanii prezydenckiej (zwłaszcza w związku z tzw. „koronakryzysem”), jest argument mówiący o wielkich ambicjach, aspiracjach, śmiałych celach Dumnego Narodu, idący mniej więcej tak: „Wiecie, co my robimy tym CPK? My otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: patrzcie - to jest nasze, przez nas budowane i to nie jest nasze ostatnie słowo!”. Wciąż mam wrażenie, że gdzieś już takie frazy słyszałem. Ale mniejsza o to gdzie.

Zajmijmy się po prostu tym argumentem. Jest on jak najbardziej racjonalny. Zgodny z całą niekwestionowaną wiedzą ekonomiczną. Każdy światły i mądry ekonomista powie, że państwo powinno się ograniczyć do budowy infrastruktury. Tak właśnie USA wychodziły już z wielu kryzysów. W tym z tego największego: lat 20-tych. Czy może być lepszy wzór? Chyba nie.

Wykop Skomentuj132
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka