mona mona
508
BLOG

Związki - czy raczej rozwiązłość usankcjonowana?

mona mona Polityka Obserwuj notkę 16

Boję się otworzyć lodówkę, żeby mi z niej nie wypadł któryś mendialny wyrobnik, nadający o wyrzucaniu Gowina i szerszego rozważania o przyczynach. Mam tych gejowskich bredni po samą kokardę.

Trzeba było Wałęsy, żeby przełamane zostało tabu "politycznej poprawności". Gdyby z tego powodu rozwaliła się Platforma i jej "nierząd" - można by się tylko cieszyć, jednak chyba chodzi o coś więcej: mianowicie o zasadę.

Jakaś nieistotna "grupa interesów" robi drakę, trzęsąc - i tak kulawą - demokracją. Chcemy, czy nie - jesteśmy świadkami łamania sumień, bo nasz kandydat na Kaligulę wziął i się uparł:  "jego musi być na wierzchu", nawet wbrew konstytucji.
 Co oczywiście jest pożywką dla mendiów, które odpuściły nawet "Madzię z Sosnowca", aby urządzić sobie igrzyska na innej ubitej ziemi.

Geje i ich perypetie są substancją zupełnie mi obojętną, ani mnie ziębią - ani grzeją. Ale podgrzewanie, namolność, agresja tych środowisk w ostatnim czasie bije po oczach. Trudno nie zastanowić się - o co w tym wszystkim biega?
Po co wprowadzać rozwiązania prawne, jeśli poczciwi ludkowie bynajmniej nie są prześladowani ? W każdym razie, do czasu rozpoczęcia rozróby, o niebo mniej się po nich jeździło, niż oni jeżdżą po katolskim Ciemnogrodzie.  Kogo obchodzi, z kim sypia jakiś Biedroń?

Wszyscy normalnie myślący wiedzą: można sprawy rozwiązać zupełnie prosto, czyli udzielić wszelkich pełnomocnictw notarialnie, łącznie z testamentem.


Co to za związek, który ma działać na takich zasadach?

Art. 9.
1. Po zawarciu związku partnerskiego każdy z partnerów zachowuje zarówno majątek nabyty
przed zawarciem związku partnerskiego, jak i majątek nabyty później, a także samodzielnie zarządza swoim majątkiem"

 
Oczywiście dalej jest, że można ustanowić wspólnotę majątkową - ale tylko "można". Fajna rodzina...

Inny paragraf mówi ( źle się kopiuje, więc przytaczam), że - choć teoretycznie partnerzy mają wspólne obowiązki w zakresie dostarczania środków do prowadzenia gospodarstwa domowego - w przypadkach szczególnych jeden z nich może być od obowiązku  zwolniony.
Chodzi o chorobę, niewydolność fizyczną ( ale czemu to nie zostało jasno sformułowane?), czy może o...nieletniego?
Pewności nie mam, ale mam podejrzenia, powiedzmy - na następny etap tej głupiej wojny.


Powoli rzecz "przecieka".  Najpierw rozindyczył się Biedroń, który - zamiast  dotąd używanych tekstów "pełnych miłości"    ( niczym niektórzy biskupi, którzy - zapytani o najprostszą sprawę - posiłkują się miłością i Duchem Świętym) - nagle zaczął gadać "ludzkim głosem": o mieszkaniu, należącym do partnera, po które - w razie czego - może zgłosić się rodzina, oraz o jego, partnera, ewentualnym pogrzebie. Do którego, jak mniemam, rodzina też mogłaby wtrącić swoje "trzy grosze".
 Zważywszy na kwitnący wygląd tegoż partnera - nieco dziwne...

Ale czemu tego nie można załatwić testamentem, który nawet nie wymaga latania po notariatach?
 Bo "jakiż zapłaci podatek!"
Kasa się więc kłania, nie miłość.

Następny był działacz PO Radomir Szumełda, który kilkoma słowami wyraził znacznie więcej: "czy z każdym kupionym żelazkiem, czy pralką ma latać do notariusza?"

No i tu jest "pies pogrzebany", jak wskazuje zdrowy rozum. Kiedy ja kupię żelazko - nie muszę z kwitkiem biegać do notariusza, choć nie ma żelaznej reguły na trwanie w związku - każdy może się rozpaść.

Ale NIE zakładam tego z góry! Nie przychodzi mi do głowy, że jutro spotkam kogoś, na kogo natychmiast mi odbije szajba - i natychmiast zapragnę "wcielić" żelazko do nowego związku.

Każdy głupi wie, że bywają w układach gejowskich związki trwałe, ale to rzadkość. Zupełnie niezależnie od tego, że także w tych związkach wierność bywa jeszcze większym mitem. A jak nie wie - niech zajrzy do statystyk, których jest w necie mnóstwo.
Mężczyzna jest mężczyzną, także w związku gejowskim.  Ryzykuje "awanturę domową", ale..ten drugi partner też jest mężczyzną, podlegającym tym samym męskim pokusom. Tak zostali skonstruowani przez naturę: są dawcami nasienia, choć ono się marnuje. Ich misją jest być "motylkiem skrzydlatym", przed czym heteryków (przynajmniej część) powstrzymuje kaganiec obowiązków, zwany czasem moralnością.

http://gaymateo.pl/fakty-i-mity-dotyczace-homoseksualizmu-ar15.html  - malutki cytacik, prosto z portalu, w końcu gejowskiego:

"Homoseksualiści są rozwiąźli to niestety prawda, chociaż nie jest to oczywiście regułą. Statystki informują, iż przeciętny gej posiada wciągu całego swojego życia więcej partnerów niż mężczyzna heteroseksualny, lecz gej znacznie częściej zabezpiecza się przed niepożądanymi skutkami niż mężczyźni heteroseksualni."

Statystyki mówią, że "więcej" - to słowo bardzo skromne. Co poniektórzy liczą to w tysiącach partnerów.

 Jest to "rodzina" bez prawnych zobowiązań, w której każdy z partnerów może zabrać swoje zabawki i wynieść się na koniec świata. W każdej chwili.
Związek zresztą  tak samo łatwo rozwiązać, jak "związać":

 Z projektu - art.11. "Ustanie związku partnerskiego następuje, jeżeli partnerzy jednocześnie złożą przed kierownikiem urzędu stanu cywilnego oświadczenia o rozwiązaniu związku partnerskiego."  

Fajne?

Był związek, nie ma związku. Z chwili na chwilę. Czyli już w projekcie zakłada się, że to coś nie ma być trwałe.

Co wiem o stanie rzeczy niejako empirycznie? Moje "osobiste" doświadczenia już dla tych, którzy są zainteresowani, jak to działa w praktyce. Można nie czytać, nie obrażę się.

Kiedy już przeleciałam się po statystykach, zastanowiłam się, jak wygladały moje  kontakty ze środowiskiem homoseksualnym. Przypadły na mnie statystyczne procenty (1-3% ) znajomych.

Pierwsza  - jeszcze licealna, internacka. Chłopcy robili jakiś dym z powodu "współspacza", który coś niejasnego ( wieści były mocno niezrozumiałe) czynił we wspólnej sypialni.  Sprawę intensywnie wyciszano, chłopakom kazano się zamknąć: facet był niezwykle utalentowany, stanowił podporę różnych działających w tej szkole zespołów, poza tym - tak sympatyczny, że łatwo było z niego, ( nie - z nich) zrobić ofiarę. Zrobiono więc lunatyka, ale chyba przemówiono mu jakoś do rozumu, bo sprawa ucichła, a o prawdziwych przyczynach dowiedzieliśmy się znacznie później. Szkołę ukończył, artystą był - użyłabym słowa - wbitnym, nic szczególnego dalej się nie działo.

Kolejnych dwóch - również niezwykle uroczy, sympatyczni, świetnie wykształceni młodzi ludzie, z dobrych rodzin. Znaliśmy się niemal od pieluch. Ale w tych czasach bycie gejem jeszcze nie było szczególnym zaszczytem. Dziewczyny zastanawiały się, dlaczego są oporni na "powłóczyste spojrzenia", chłopcy (mieszkający z nimi w jednym akademiku) już wiedzieli. Wiedzieli od zawsze, ale "mieli potwierdzone". Czynili sprośne żarciki, ale...sprawa pozostała w sferze domysłów.

Obaj przykładnie zawarli związki małżeńskie, spłodzili dzieciątka i...obaj skończyli w więzieniu. Myślę, że lepiej byłoby dla nich, gdyby nie musieli zawierać tych "ślubnych" związków, po czym szukać partnerów "na boku".

Jedną historię z tym poszukiwaniem znam: upalny weekendowy piątek, duuużo alkoholu, przypadkowy nocleg w użyczonej kanciapie ośrodka wczasowego, pełnej chłopaków, którzy również nie chcieli tłuc się do domu. Skandal na "24 fajery" - latanie z gołym tyłkiem od jednego "leża" do drugiego, awantura...

Szanowany młody człowiek, nominalnie mąż i ojciec, zrobił z siebie coś ohydnego. Nic nie pomogło "odkręcanie" w stylu - "to tylko gorzoła". Dalej "potoczyło się" - jak musiało. Nie było już czego ukrywać - skończyło się "pod celą".

Kolejny związek - to kobiety.  Niestety, tak toksyczny sado - macho, że klawiatura zwiędnie. Wciąż istnieje.

Ustawa jest potrzebna, bo wtedy partnera można zmieniać choćby  co kwartał. Bez latania po notariuszach z kwitkiem "na żelazko". Każdy nowiutki związek, tak, czy siak, będzie chroniony ustawą, dającą przywileje bez obowiązków. Nikt nikomu nie narzuci obowiązków rodzinnych, ani nie założy - ile ma trwać "uprzywilejowany związek partnerski".

Nie ma o co kruszyć kopii i udawać szlachetnej tolerancji wobec ludzi, którzy - już w projekcie - zakładają związki w istocie wolne, bo mogące się skończyć, jak zapodano wyżej.
 
Chodzi o kasę, nie o miłość.


 

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka