mona mona
335
BLOG

Z notatnika agitatora.

mona mona Polityka Obserwuj notkę 1

Naprawdę nie jestem męską szowinistką!

Proszę potraktować to zeznanie serio, bo mam zamiar przejechać się po Kongresie Kobiet, który najpierw mnie ciekawił, potem śmieszył, a teraz mnie wq...rza do imentu.
 Szukam, szukam - i wciąż nie mogę się dopatrzeć celów, a już zwłaszcza osiągnięć tego przedsięwzięcia, łakomego na granty, wypłacane w końcu także z mojej kieszeni. Niestety, nic z tego nie rozumiem. Wychodzi mi, że jest to jakaś działalność z gatunku "sobie a muzom": panie nieustająco odbywają jakieś szkolenia - i na tym sprawa się zaczyna i kończy.
 Poza moją kieszenią sponsorem  jest  jakieś cusik p.t. CEE Trust, a program - proszę bardzo:

"Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe (CEE Trust) jest organizacją pożytku publicznego założoną w 2001 roku przez konsorcjum siedmiu amerykańskich fundacji. Misją CE Trust jest promowanie rozwoju i długofalowej stabilizacji społeczeństwa w Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Słowenii i na Węgrzech. Organizacja przyznaje dotacje na działania zwiększające aktywność społeczeństwa obywatelskiego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej."

Ktoś coś rozumie? No, może poza tym, że działaczki Kongresu już się porządnie zaktywizowały, a może raczej także ustabilizowały, latając przy okazji z imprezy na imprezę. To by było na tyle w kwestii działalności.

Kwoty podaje bloger Szpak80 - tu:http://nick.salon24.pl/514503,kongres-kobiet-soros-rockefeller-i


Rzecz biega o to, że załapałam się jeszcze na prawdziwe działania...najzwijmy to...kobiet dla kobiet, czyli na poczynania tzw. "ligawek".
 Była taka instytucja, nazywała się "Liga Kobiet" i działała w komunie, zarówno w tej "głębokiej", jak tej w wydaniu gierkowskim. Instytucja ta istniała jeszcze w czasie, kiedy "zwyciężyliśmy", ale...jakoś tak... w konspirze?

"Ligawki" to określenie dołujące, wymyślone przez wściekłych bonzów, którym działaczki wiecznie zawracały...no, wiadomo co.
"Nic, tylko daj - a skąd ja mam brać" I co mnie to obchodzi, że chłop babę leje?"

Wierzcie mi, w obu etapach komuny wszystko działało identycznie. Kmioty rządzące w obu wspomnianych epokach miały pełne gęby słodkich słówek o miłości i szacunku, kasę na goździk i rajstopy za pokwitowaniem na 8 marca, ale mentalnie wciąż tkwiły w rozumowaniu "baba do garów, baba je głupia". Tyle, że "do garów" nie było to już możliwe, bo te same kmioty potrzebowały babskich rąk, jak nie na traktory, to do przędzalni. Nic się nie dało zrobić: płace "ustawione" były tak, że bez dwóch pensji rodzina była bezradna.

No, powiedzmy, że w tym zakresie niewiele się zmieniło. Bez pracy i pieniędzy rodzina jest bezradna. Ale kogo to obchodzi?

Niemniej jednak kmioty widziały świat, jak go zastały, zanim wyrwały się z dołów społecznych i wystrzeliły nad żywopłot w ramach awansu społecznego. Polegało to na przekonaniu, że "jak się baby nie bije, to wątroba w niej gnije", chłop ma prawo do relaksu, najlepiej w knajpie, bo "pod budką" - to już element aspołeczny. Nie rozgryzłam tego problemu - co za różnica, skąd przychodzi pijany chłop. No, może w świadomości ludu tak się utrwaliło: "pije się w karczmie!" Ongiś budek nie było...

A po podwórkach i ulicach pałętały się dzieciaczki z kluczem na szyi. No, fakt - żeby tych dzieciaczków było trochę mniej, baby miały zapewnione bezpłatne skrobanki. A teraz nie mają, ale i tak dzieci jest znacznie, znacznie  mniej, ale to już dygresja.

Kmiotom wszystko trzeba było wyrwać. I wyrywały to "ligawki". W lokalach Ligi Kobiet dyżurował bezpłatny adwokat dla poniewieranych kobiet. Tak zupełnie bezpłatny to chyba nie był, to na jego działalność przeznaczane były ówczesne granty.
Działaczki jakoś mniej się szkoliły, nie miały w głowie problemu gender, a równość polegała na równym dostępie do różnych reglamentowanych dóbr.

"Ligawki" potrafiły załatwić wszystko, nie tylko jakiś marny lokalik dla maltretowanej matki, ale lokal na całą świetlicę TPD dla tych z kluczami na szyi, razem ze stółowką i opieką pedagogiczną. Bardzo się zdziwiłam, kiedy pierwszy raz usłyszałam powiedzenie "nie ma darmowych obiadów". Bo w stołówkach TPD były!
Potrafiły też, na ten przykład, zorganizować "szkołę gospodyń" dla dziewcząt, które - z jakiś przyczyn - nie mogły się uczyć.

Mieszkam na wsi, gdzie wciąż funkcjonują Koła Gospodyń, co mnie na początku wielce zadziwiało - to też powstawało z pomocą organizacyjną Ligi Kobiet!

 
Widziałam kiedyś, jak to się robi w sensie technicznym ( mam na myśli "załatwianie"), a robiło się "na huki": działaczka z Ligi wstępowała w wysokie  progi kmiota - i zaczynała "z górnego c" . W tym określonym przypadku działanie na te huki spowodowało, że nie tylko panie urzędniczki, ale interesanci różnej maści zlecieli się ochoczo pod drzwi gabinetu, szalenie ciekawi, co z tego wyjdzie: skończy się na MO? Ale skończyło się załatwieniem sprawy. Kmiot słusznie uznał, że się baby nie pozbędzie, najwyżej będzie go nawiedzać częściej. A już na pewno - w koszmarnych snach...

Co zostało z tej organizacji?
Szczerze mówiąc - sama nie wiedziałam. Nie byłam ani działaczką, ani podopieczną "ligawek, więc nie bardzo mnie to zajmowało. Wkurzają mnie te działaczki nowego autoramentu, z Kongresu Kobiet, które nie potrafią się pochwalić żadnym osiągnięciem. Tylko dlatego postanowiłam sprawdzić, co te - a co tamte potrafiły zdziałać.

Zajrzałam do wujka Google teraz,  pisząc tę notkę. Trafiłam na wielce tendencyjny artykuł, w którym jednak czegoś ukryć się nie dało:
  

"Liga Kobiet była uzależniona od PZPR nie tylko ideowo, lecz i organizacyjnie. W lutym 1966 roku drogą odgórnej decyzji musiała zaprzestać działalności w zakładach pracy i z dnia na dzień z organizacji dwumilionowej stała się 70-tysięczną. Nie jest wykluczone, że była to kara za próbę krytyki polityki państwa wobec zatrudnienia kobiet: gdy w 1958 roku zwolniono z pracy 6 tyś. kobiet w ramach tzw. "akcji porządkowania miejsc pracy", Liga ujęła się za nimi i próbowała organizować je w spółdzielniach pracy. Jeśli był to akt niesubordynacji, to nigdy więcej już się nie powtórzył."

Czyli z organizacji dwumilionowej, na skutek działalności kmiotów, Liga stała się 70 tysięczną. Swoją szosą jestem ciekawa, jak to się robi? Karze się za przynależnośc, czy wypisuje "na duś?"

Zajrzałam więc dalej: Liga Kobiet, tym razem z dodatkiem "Polskich" istnieje  w III Rzeczpospolitej. Przewodniczącą była ś.p. Izabela Jaruga - Nowacka. Z dwudziestu tysięcy członkiń zostało wtedy 5 tysięcy.

Ale wciąż istnieje. Zapodaję to dla równowagi, bo może ktoś, kto wychował dzieci i ma czas oraz  "zacięcie społeczne" dowie się, że nie musi latać z piórkiem w .... po ulicach, z koszmarnym afiszem o wyzwolonych praktykach seksualnych, którym się oddaje "gdzie chce i z kim chce".
Może wyjdzie jeszcze z tego coś pożytecznego...


http://ligakobietpolskich.pl/?page_id=146



 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka