Zobaczyłam dziś coś, co mnie zszokowało do dna. Zobaczyłam i usłyszałam babę -potwora. W najgorszych snach nie sądziłam, że takie coś może istnieć, zwłaszcza, że ta kobieta jest matką!
Zaczęło się niewinnie: pięknie wygląda czerwcowy ogród przez otwarte drzwi na taras. Na zupełnym marginesie - wciąż kuśtykam i znacznie bliżej mi do tylnego wyjścia z domu, gdzie jest błogi cień, ale widać raczej garaże i drewutnie, niż ogrodowe cuda. Więc siedziałam sobie i gapiłam się bezmyślnie, trochę w urokliwy, widoczny z salonu ogród, trochę w telewizor. Normalnie o tej porze już zmykam do swojej zacisznej kanciapy na górze. Ale...
Na PolsatNews zapowiedzieli coś o Kiszczaku, w stylu "dotarliśmy do...".
Normalnie nie oglądam tych rewelacji, jednak wieści o tym osobniku są sprzeczne: do sądu się nie nadaje, natomiast, jak niektórzy twierdzą, na bazarek - owszem. Podobno tam jest całkiem przytomny. Postanowiłam własnym okiem osądzić, czy Kiszczak naprawdę zramolał do cna, czy prowadzi zwykłą, dla niego normalną w końcu, oszukańczą gierkę.
Jeśli ktoś nie widział programu - oczywiście tak, Kiszczak łże jak z nut. Jego wypowiedzi są o tyle bezczelne, o ile zupełnie spójne, logiczne i zupełnie spokojnie mógłby zeznawać. Jeśli o mnie chodzi - nie zależy mi na jego zeznaniach, ani nawet na wyroku, który byłby kolejnym ośmieszeniem sądu. Na cholerę mi kolejne, smutne widowisko, które skompromitowałoby Polskę w świecie następnym idiotycznym wyrokiem?
Bo przecież "osobiście nie mordował", przynajmniej ostatnio, więc - jak oznajmiła pani prowadząca "my nie możemy być jak oni". O sprawstwie kierowniczym pani zapomniała.
Zupełnie mi wystarczy pogarda i moralne potępienie tego zbrodniarza i tchórza, bo chyba tu oceny są jednoznacznie. No, wyłączając sądy.
Odptaszkowujemy Kiszczaka, nie to mnie zszokowało. Dziadyga poszedł się opalać na taras, a do rozmowy zasiadła szanowna małżonka. Reporter zagadnął babę - jak ona się czuje w obecnej sytuacji.
Czuła się świetnie.
Więc - pytanie o Grzesia Przemyka...
I tu padło coś, czego nigdy nie zapomnę: rozchichotana idiotka oznajmiła, że "chłopcy rozrabiali", a potem chłopak rzucał się z pięściami na milicjantów, więc mu ...trochę...no, kuksnęli go...
Jeśli ktoś mi powie, że na świecie nie ma zła wcielonego, to już nie uwierzę. Ta kobieta JEST samym złem. Już mniej chodzi o same słowa, babie mógł ktoś wcisnąć ten tekst. Znam takie "oficersze" i wiem, że często brały się prościutko spod koszar, więc trudno się spodziewać wielkiego rozumu.
Ale ten chichot, ta bezczelna radość! Ta buta, że oto znowu się udało wyłgać, tym razem - ostatecznie!
Sprawdziłam - jest matką. Ma dwoje dzieci. Nie przyszło jej do głowy, że inna matka płakała po swoim jedynym, bestialsko zamordowanym dziecku! Matka, która czekała na dziecko w radosnym dniu zdanej matury, która miała świętować ten szczęśliwy dzień...
I tu się cisną życzenia, których nie wypowiem, bo musiałabym uznać, że nie jestem lepsza od niej.
W jednej chwili przeszło mi na podziwianie widoków. Chyba długo już tam nie zasiądę, bo wciąż będę widzieć tę kobietę, żonę mordercy, kobietę i matkę, w pełni aprobującą całe to świństwo, które się wtedy dokonało.
P.s. Sorry, nie zdołam odpowiedzieć na komentarz. Internet mi się czołga z racji na remont przekaźników. Napisałam notkę, żeby odreagować.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)