...czyli wszyscy cierpią. Jedni - bo wynik referendum jest hańbiący, drudzy - bo mają niedosyt.
Niektórzy wprawdzie udają, że triumfalnie bije im dzwon zwycięstwa, ale...był kiedyś pewien pan, który nazywał się Pyrrus...Nie mam zresztą na myśli "rozpaczliwie" wygranej bitwy pod Ausculum, tylko to, że w końcu pokonała faceta ...dachówka.
Takie to jest zwycięstwo. Przez walkower, zresztą nieco "podrasowany". Następnym razem wystarczy dachówka.
Czytałam ostatnio u Gadowskiego ( polecam!), jak Hania niegdyś wierzyła, że jej prezydentury życzy sobie Duch Święty...Obśmiałam się setnie, ale cóż poradzisz, jeśli ktoś ma taką protegę...Zresztą cholera wie, może Duch Święty warszawiaków nie lubi? Jest coś w tym powiedzeniu "Icek, daj mnie szansę, kup chociaż los!"
Nie kupili.
Dlaczego PiS pyskuje, dlaczego im ten dzwon płacze - nie rozumiem. Wystawiał jakiegoś kandydata? Spodziewał się wielkiego zwycięstwa? A niby dlaczego? Jeśli głupole kochają, żeby traktować ich z buta - ich sprawa.
Jeśli o mnie chodzi, najserdeczniej gratuluję PO tej wygranej - i życzę podobnych wyników w prawdziwych wyborach.
Ba! Zaszalejmy - może być identyczny!
Oczywiście czytam te procentowe wyliczanki, podziękowania HGW kochającym ją warszawiakom i cały ten żałosny pic.
Akurat przez te kilka dni porzedzających wybory pomieszkałam w Warszawie, pojeździłam sobie, posłuchałam...Moim zdaniem jest to społeczność nie czująca żadnego związku z miastem, w którym żyje, poza tym, że serdecznie klnie na to paskudne miejsce do życia, które jednak daję robotę. I nie wierzy, że coś może się zmienić, kto by nie rządził. Ma, co los zesłał i się z tym godzi, głównie ze strachu.
Ja zresztą tak mam: kiedy PiS grozi ( nie daj, Boże) jakieś zwycięstwo, mróz mi chodzi po krzyżu: kto i za jaką cenę sprzątnie ten bajzel po Platformie? Kto będzie się tłumaczył, że czegoś nie da się wyregulować tak - z kopa, z pustą kiesą?
Na kogo padnie gniew ludzki, kiedy okaże się, że nic nie spadnie z nieba, że nie będzie czarodziejskiej różdżki, tylko "krew, pot i łzy"?
No pewnie, wiem, że tak wiecznie nie może być; kiedyś ten nierząd odda władzę. Pewnie, że mam między uszami wyrzut sumienia, p.t. "a jeśli zdążą odwalić jakiś straszny numer, o którym nam się nie śni?"
Już sama nie wiem, czego bardziej się boję...
Powiedzmy to tak: ja, wiochna z boru, rzadko ruszam się z domu, ale mieszkam, nieszczęsna, w mazowieckim i czasem do Warszawy muszę. Czyli wiem, czym to cuchnie. Ale ostatnio trafiła mi się przelotka przez kilka naprawdę wielkich miast - w ciągu paru dni. Tak się dziwnie układa życie.
Z mojego lasu wszędzie daleko, więc trafiałam w tych miastach na godziny szczytu. No i nabyłam się porównań.
Zaprawdę Warszawa jest badziewiactwem niedościgłym w dziedzinie "kołowatego ruchu" - jak by to nazwał nieodżałowany Wiech. Tym razem musiałam się trochę powłóczyć, nie skończyło się na "załatw sprawę i żegnaj". Jestem wyleczona na długo i widząc, co się widzi, chcąc - nie chcąc w życiu nie uwierzyłabym, że odwołanie HGW cokolwiek zmieni. Więc szkoda dnia, sama bym chyba nie ruszyła siedzenia z domu ufając, że mam trochę rozumu, widzę, słyszę - i nie wierzę, że bez jakiejś rewolucji da się to ogarnąć.
Ale ci, co jednak poszli - dokopali HGW do niewymownych tak, że chyba w najgorszych snach tego nie wyśniła. Cokolwiek ktokolwiek nie powie - liczby przemawiają jasno.
I niech jej ten triumf będzie na zdrowie. A Platformie - ku pamięci.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)