Od czasu do czasu czuję się zmuszona do przynudzania.
Właśnie się poczułam, po starsburskim wyroku.
Oczywiście poczułam się też jako członek narodu - śmiecia, z którego kpią trybunały, w którym z narodowych krzywd robi pośmiewisko telewizyjna hołota, który stracił godność i honor.
I w którym wielu ludziom to się niezmiernie podoba, za cenę przysłowiowej "ciepłej wody w kranie".
Wciąż mogę dotknąć ścian kościoła, ufundowanego w XV w. przez moich przodków - rycerzy, którzy stworzyli ten kraj, walczyli o niego, których krew wsiąkała w tę ziemię przez wieki. Nie czuję się ziemkiewiczowskim "polactwem" - ale zgadzam się z RAZ-em, że jesteśmy narodem moralnie pokonanym, narodem dziadowskim - choć mnie to upakarza, choć długo i gorąco wszystko we mnie protestowało przeciw takiemu myśleniu.
Bo jak to?
Mój naród? Naród nigdy nie żałujący krwi - w imię wolności? Mój dumny naród, którego elita znalazła się w tych mrocznych dołach, a przedtem w katowniach NKWD, bo nie pochyliła głowy przed azjatycką dziczą? Wiedząc od wieków, , mając pełną świadomość, że ta dzicz nigdy nie wypuszcza z pazurów łupu?
Ale było, minęło...Zostało "polactwo".
Kto nam to zrobił? Kto z Polski zrobił pośmiewisko świata?
Oto nadzieja ludzi skrzywdzonych, Trybunał w Strasburgu, rzucił nie tyle "klimkiem" półprawdy, ile zwykłym gnojem kłamstwa w sprawie Katynia. Najbezczelniej, jak to możliwe. I zrobił to w poczuciu pełnej bezkarności w kwestiach moralnych, choć - w myśl założeń - jego członkowie powinni spełniać najwyższe kryteria moralności.
Trybunał orzekł, że zbrodnie stalinowskie nie podlegają jego jurysdykcji, bo rzecz się stała, zanim Rosja cokolwiek podpisała...Z tego wniosek, że nie obchodzą go także sprawy Holocaustu czy zbrodni hitlerowskich, gdyby coś jeszcze zostało ujawnione? Bo powstałemu w 1959 roku Trybunałowi nikt niczego nie podpisywał. Nie - w czasie, gdy rzeczy się działy. Doprawdy, żałosne...
Cóż tu jest do wyjaśniania?
Ani jeden z przepełnionych moralnością członków tego Trybunału nie może mieć cienia wątpliwości, co stało się w Katyniu, Starobielsku, Ostaszkowie - i w innych miejscach, o których wiemy, albo wciąż jeszcze nie. No, chyba, że wciąż jest nadzieja na wrobienie w te zbrodnie mitycznych "nazistów" - beznarodowców, albo samych polskich oficerów, którzy tłumnie zaatakowali miłujący pokój Związek Sowiecki, który...cóż, ach cóż miał uczynić w sytuacji tego krawego zagrożenia?
A Polska, w trosce o swoje "dobre imię" sowieckim kołchozie, najpierw odcięła się od garstki "katyńskich najeźdźców", a teraz - niezbyt gorliwie udaje, że ją to szczególnie obchodzi.
Czy urządzam sobie kpiny z tego mordu?
No, to prześledźmy losy skargi do Strasburga. Czyli trochę przynudzania - bo kogo to obchodzi?
W 2007 roku skargę przeciwko Rosji złożyły 2 ( słownie dwie) osoby: Jerzy Janowiec i Antoni Trybowski. Po upływie dwu lat, w 2009 r do sprawy przystąpiła...Polska. W charakterze, jak to ładnie napisano, "strony trzeciej".
Można powiedzieć - kopnięta w siedzenie. Gdzie była na początku spraw?
- Przedstawiono Trybunałowi szczegółową informację m.in. na temat śledztwa katyńskiego prowadzonego przez IPN oraz - w dostępnym władzom polskim zakresie - na temat śledztwa prowadzonego w latach 1990-2004 przez władze rosyjskie - czytamy w komunikacie.
Lecimy dalej:
W czerwcu 2009 do Trybunału wpłynęła druga skarga, złożona w imieniu 13 krewnych z rodzin dziesięciu ofiar katyńskich. Została ona zarejestrowana jako skarga Witomiły Wołk-Jezierskiej i 12 innych krewnych oficerów zamordowanych w 1940 r. W listopadzie 2009 r. Trybunał przesłał tę skargę Rosji, dając jej czas do 19 marca br. na odpowiedź. W styczniu br. do skargi przystąpiła Polska. Skarga 13 krewnych ofiar katyńskich została przygotowana po wyczerpaniu drogi prawnej w Rosji.
Jest także trzecia skarga, tym razem 21 członków rodzin, w tym 92-letniej wdowy katyńskiej, pani Danuty Kraczkiewicz, która - jak sama twierdzi -nie ma nadziei, ale uważa, że trzeba walczyć.
http://www.wprost.pl/ar/188766/Rodziny-katynskie-znow-skarza-sie-na-Rosje/
"Nieliczni, ale prześliczni" poszukujący prawdy - można by rzec...Od jakiegoś czasu nazywa się to oszołomstwem...
Trybunał guzik obchodzi pan Janowiec, pan Trybowski, pani Wołk - Jezierska, pani Kraczkiewicz i cała reszta, czyli Polska, która "przyłącza się" jako twór merdający ogonem, zmuszona rozwojem sytuacji, jako nieokreślona "strona trzecia".
Dokładnie tak samo, jak Polskę Tuska guzik obchodzi sprawa katyńska. Można powiedzieć - tyle samo, ile sprawa smoleńska.
I tak MUSI ją widzieć Trybunał - bo skargę powinna złożyć Polska - kraj któremu zamordowano nie tylko bohaterów wojennych, ale - w tych samych, zabitych strzałem w tył głowy ciałach - wymordowano inteligencję, patriotów, potomków tych, którzy ten kraj mieli za najwyższe dobro i byli gotowi za niego walczyć - od wielu pokoleń.
Ale teraz... Polska jest garbem z Matka boską Częstochowską, orłem w koronie, itd, itd, a także krajem plugawych starców, którzy każą polskiemu "bydłu" siedzieć cicho, bredząc o "brzydkiej, bezposażnej pannie", gotowej sprzedać się każdemu - jeśli tylko ją zechce.
Wykrakał: TAKIEJ Polski nie chce nikt, choć niektórzy się napraszają, żeby ją ktoś wziął...
Spróbujmy sobie wyobrazić, że sprawa katyńska, albo smoleńska dotyczy Izraela, który ściga morderców bez ogladania się na trybunały.
Widzicie to? W sytuacji, kiedy są doły katyńskie, charkowskie, ostaszkowskie, są dokumenty z podpisem morderców...
Wcale się nie zdziwię, kiedy - po upływie stosownego czasu - usłyszę w "zaprzyjaźnionych mendiach" wersję, że paru oszołomów, porównywalnych szleństwu Macierewicza i jego Zespołu ("oszołomów" - nie zapominajmy) , poszło na wojnę z Rosją, że przecież nikogo z rodzin przy tym mordzie nie było, a w ogóle amunicja była niemiecka!
I wszystko to było za czasów wojen punickich - więc kogo to obchodzi?
Najzabawniejsza - bo to już zasługuje tylko na "śmiech pusty", jest zapodana wersja, że rodziny nie miały prawa do cierpienia (czyli nie zostały skrzywdzone), bo:
"... śmierć polskich obywateli "została publicznie potwierdzona przez władze sowieckie i rosyjskie i stała się potwierdzonym faktem historycznym". Dlatego w ocenie sędziów, cierpienia krewnych ofiar NKWD z 1940 r. "nie osiągnęły takiego rozmiaru i charakteru, który byłby odmienny od cierpień niewątpliwie spowodowanych dla osób bliskich ofiarom poważnych naruszeń praw człowieka".
Czyli naruszeń praw rodzin nie było...
Tak w ogóle - to zwykły bełkot, ale, jeśli już - to, przepraszam, KOMU rzecz została potwierdzona, zwlaszcza w 1940 r.? Komu to zostało przekazane "przez władze sowieckie i rosyjskie"? Którym rodzinom, aby mogły opłakać zmarłych? Dostać wojskową rentę? Wychować dzieci w świadomości, że ojcowie zginęli za Ojczyznę?
Czy Trybunał, w sprawie tego "faktu historycznego", ma na myśli Komisję Burdenki?
No i coś jeszcze "zabawniejszego":
"Chodzi o to, że rząd Rosji odmówił przekazania sędziom kopii postanowienia o umorzeniu śledztwa ws. zbrodni katyńskiej, ponieważ uznał, że ujawnienie informacji o wydarzeniach sprzed ponad 70 lat stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa rosyjskiego państwa."
A Trybunał to uznał. Jako prawdę objawioną.
Naprawdę jest mi żal i wstyd, że moje państwo zostało potraktowane jak śmieć, który można ordynarnie wykopać, jeśli leży na drodze. Nawet - na drodze do prawdy i zadośćuczynienia.
Pozostaje pytanie - kto to uczynił.
Pozostaje też wierzyć: "mane, tekel, fares".
553
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)