Jest paskudna sobota. Nawet moje psy nie palą się do spacerów, jako że mgła skryła im znany świat i chyba boją się tego nowego, który objawił się za płotem. Nawet jezioro ktoś ukradł, bo nie widać go na swoim miejscu. Czy może być bezpieczny biedny pies?
Czyli - można pomarudzić.
Najpierw może odkurzmy słynny "dekalog Tuska", z października 2007r. zatytułowany iście przepięknie: "Polska zasługuje na cud gospodarczy". Jak to Tuskowi wyszło - akurat się dowiadujemy w czasie, kiedy "kolby łomoczą w drzwi" o tej przeklętej, tak często wypominanej "IV Rzeczpospolitej" - szóstej rano. Rzeczpospolita wciąż nosi numerek III - ale proroctwo jakby uległo samospełnieniu...
Można nie czytać, pamiętamy, ale tak, dla zasady:
1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy. 2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty. 3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic. 4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ. 5. Uprościmy podatki, wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy 200 opłat urzędowych. 6. Przyśpieszymy budowę stadionów na Euro 2012. 7. Wycofamy wojska z Iraku. 8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce. 9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet. 10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.
Przed chwilą wysłuchałam nowej części tej samej kłamliwej, cynicznej gadki. Przytaczać nie będę: po pierwsze - słyszeli wszyscy, po drugie - nie wierzy nikt, więc nie warto psuć klawiatury.
No, to może o tym cudzie, na który zasłużyła Polska - i jaka to "Polska" go skonsumowała:
"Stowarzyszenie „Młodzi Demokraci”, młodzieżówka partii rządzącej, w założeniu miało być szkołą obywatelskości i kształtowania prospołecznych postaw. Tymczasem okazało się uniwersytetem bezkarnego omijania prawa i naciągania państwa."
To już nie jest zegarek Nowaka: oni umyslili sobie, że W OGÓLE NIE BĘDĄ SKŁADAĆ sprawozdań finansowych, choć finansowani są z kasy Platformy - czyli mojej.
http://polska.newsweek.pl/stowarzyszenie-mlodzi-demokraci-smd-krs-sprawozdania-finansowe-platforma-obywatelska-newsweek-pl,artykuly,275279,1.html
Ale jakie sprawozdanie mają składać? Wszak partia - matka...
"Lubią się dobrze ubrać, podjeść, wypić i zapalić. Do tego od czasu do czasu fest się zabawić albo poharatać w gałę. Sklepy z ubraniami – prawie ćwierć miliona złotych. Restauracje – dwieście tysięcy. Salon win i cygar – prawie sto tysięcy. A wymieniać można by jeszcze długo. Za wszystkie te rachunki polityków Platformy Obywatelskiej płacimy... my wszyscy. Tygodnik „Newsweek” ujawnia szokujące wydatki partii Donalda Tuska (56 l.), która co roku dostaje z naszych podatków aż 18 mln złotych.
Ćwierć miliona złotych na fatałaszki – gdzie w ogóle można wydać tyle pieniędzy na ubrania? – zastanowi się pewnie niejeden czytelnik zaciskający pasa w starych spodniach z okazji finansowego kryzysu. A no można. Warunki są dwa.
Pierwszy taki, że wydaje się nie swoje, a nasze pieniądze. A drugi, że robi się to w sklepach najbardziej renomowanych firm odzieżowych na świecie. Politycy PO nasze pieniądze przepuścili bowiem w butikach Ermenegildo Zegny, Emporio Armani, Hugo Bossa czy Kenzo Burberry. Co ciekawe – tylko w 2010 roku Platforma przelała firmie reprezentującej te marki 75 tys. zł, z czego 27 tys... jednego dnia! Kto oprócz premiera, uwielbiającego Zegnę, zaopatruje się w tych luksusowych firmach? Tego PO nie chce zdradzić".
No, a dalej już jest, że politycy PO nie bardzo wiedzieli "co do czego": kupić - to pół sprawy. Trzeba jeszcze wiedzieć, z czym się to je. Więc zatrudnili stylistów, żeby im to wytłumaczyli, co tak znowu zadziwiające nie jest...
I tym znawcom zapłacili kolejną ciężką kasę.
Sorry, MY im zapłaciliśmy.
http://www.fakt.pl/Na-Platforma-Obywatelska-wydaje-pieniadze-podatnikow,artykuly,216138,1.html
Ze wstydem przyznaję - na ten artykuł natrafilam dziś: "goła baba" to nie moja bajka, więc :Fakt" wpada mi w ręce rzadko, a "Newsweeka" ( skąd "Fakt" przedrukował") nie kupuję i nie czytam od czasów LIZA, choć przyznaję - rozstanie przyszło mi z trudem.
Oczywiście rozpasanie i ogólny bezwstyd w Platformie jest tajemnicą poliszynela, ale żeby aż tak...
Przypominam właściwie bez celu: wszyscy, z obu stron wzniesionych przez tę bartię barykad, które podzieliły Polskę - doskonale wiedzą, że "Dekalog Tuska" to miała być lipa wyborcza. Lemingi też wiedzały - o czym ma być notka. Czy raczej miała - bo mi się chyba rozrośnie.
No, cóż - jestem znaną gadułą....
Dzisiejszy występ - czy warto komentować czemu ma służyć?
No, dobra - ma służyć temu samemu celowi, czyli odwiecznemu szarpaniu "postawu czerwonego sukna", a już najlepiej tego ostatniego kawałka, który jeszcze ma pod głową słabnąca Rzeczpospolita. Oczywiście z czystego miłosierdzia - po to, żeby ułatwić jej konanie. Chyba ktoś tak myślał już wcześniej?
A rozpasanie, żarcie i picie za te wyszarpane strzępy - to wyraz nieutulonego żalu, którego jednakowoż nie zdradza się motłochowi, wciąż na nowo obiecując mu kolejny repertuar kłamstwa. Dla jego dobra, oczywiście. Po co się ma martwić?
Powiedzmy to tak: lemingi wiedzą swoje najlepiej. Trudno się dziwić naszym własnym, "salonowym", że zębami i pazurami bronią Ukochanego Przywódcy i jego skorumpowanego, złajdaczonego rządu. Zasłużonym - może, choć nie musi - kapnąć z pańskiego stołu.
................................................................................................
Ale swoją szosą ...
Kończmy już opisywanie prawd oczywistych i - korzystając z tej nudnej soboty - napiszmy o realiach dla motłochu, tak miłosiernie oszukiwanego.
Najbardziej z "Dekalogu Tuska" podoba mi się punkt nr.4-Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ.- o cudach w służbie zdrowia, który to projekt projekt przedstawiła jasno i wyraźnie "niewinna ofiara" p.t. Beata Sawicka, a który - owszem, jest realizowany.
Sawicka siedziała, ale "dobry duch" p.t. Ewa Kopacz jakoś dała sobie z tym radę. I nic tu chyba nie ma do rzeczy ten śmieszny, sprzedajny gamoń, Arłukowicz, który ugrzązł w bagienku na amen.
Jak się realizuje program?
No, tak - jak się daje, póki co. Szpitale też pomału dogorywają, zanim bedą w nich "kręcone lody" z marzeń Sawickiej - ale to już rzecz ogólnie znana.
Niedawno byłam pacjentem nowiutkiej, pięknej przychodni specjalistycznej. Jestem, niestety, "nałogiem" i muszę zapalić, z czego wynikają peregrynacje na zewnątrz budynku, przy okazji których można coś ciekawego zobaczyć: i oto zobaczyłam drzwi specjalisty, na których wisiała tabliczka z godzinami przyjęć.
Miałam oczy na szypułkach: specjalista przyjmuje oficjalnie do... 23- ciej. Ale kiedy gapiłam się na tę tabliczkę jak sroka w gnat - siedzący tam pacjenci "uspokoili mnie", że doktor przyjmuje wszystkich, jak leci, czyli czas urzędowania przeciąga się do późnych godzin nocnych.
Należy zaznaczyć: nic w tym tak znowu dziwnego: ja wciąż opisuję problemy miasteczek zatopionych w borach, gdzie chorego trzeba dostarczyć do lekarza, niejednokrotnie angażując w przedsięwzięcie rodzinę i sąsiadów. Autobusy kursują raz dziennie, dwa razy w tygodniu - różnie.
No i nie każdy i nie zawsze może "wycieczkę" do specjalisty odbyć autobusem: starzy i chorzy nie mogą.
Rzecz potwierdziła się w "moim" gabinecie: ten specjalista też przyjmuje wszystkich, całą kolejkę, a poza tym - tych, którzy nie mogą czekać kilka tygodni. Prywatnego gabinetu w tym mieście nie ma, czyli wszyscy są "z kolejki", z Funduszu.
Co Polak podejrzewa? Oczywiście, że ta uprzejmość nie jest czysto altruistyczna.
No i się "boleśnie" pomyliłam: w gabinecie twardo tkwiła pielęgniarka. Nawet gdybym chciała "wyrazić wdzięczność", nie było warunków.
Szczerze mówiąc - nie był to gabinet zabiegowy i pojęcia nie mam, po co ta pielęgniarka była lekarzowi potrzebna.
Nie wiem - lekarze przestrzegają przysięgi Hipokratesa? W tym kraju, gdzie wszystkie przysięgi rządzących zostały cynicznie złamane? Usiłują naprawić coś, co zostało dokumentnie spieprzone?
Chyba na to wychodzi. Chapeau bas!
Są rzeczy, które się filozofom nie śniły. Mnie w każdym razie - nie.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)