mona mona
866
BLOG

Jestem pacjentem onkologicznym

mona mona Polityka Obserwuj notkę 20

Jestem więc tym pacjentem onkologicznym. Spoko, to nie ma być notka o moim stanie zdrowia, ale kawałeczek, dla wyjaśnienia sytuacji - muszę.
Oto od dawna przywykłam do myśli, że "moja osoba" zemrze z powodu innej choroby, nieuleczalnej, wymagającej częstych interwencji...no, mniejsza o to. W każdym razie - nie boli, a to już dużo! Póki co, da się żyć.

I nagle - bach! Onkologia!
Nerwy mnie wzięły potężne: "co za dużo, to niezdrowo". Nie jestem taka znowu latająca po przychodniach, a sprawa jest raczej...no, powierzchowna: cusik mi wyskoczyło, wycięli ( bo uparła się moja "dochtórka", która mi to nakazała) przyszedł pozytywny wynik. Gołym okiem zobaczę, gdyby się coś działo.

To przychodnia uwzięła się na mnie, za pomocą telefonu. Wzięłam w skórę za brak łączności - "nie można się do pani dodzwonić!" - wydzierał się telefon. No, nie można, dzika puszcza wokół. Ale pani, że ona pół dnia wczoraj, pół dnia dzisiaj...Co miałam pani tłumaczyć: że nie jestem zainteresowana?

Wskoczyłam w samochód i objawiłam się w tej specjalistycznej przychodni. Byłam pewna, że pani, załatwiwszy pozytywnie wezwanie do natychmiastowego stawiennictwa, za karę wyznaczy mi odpowiednio odległy termin. Bo jest w tej przychodni specjalista, przyjmujący od..23 - ciej... Pani kazała mi iść natychmiast.

Byłam j e d y n y m  pacjentem.

Nic widocznego się nie działo, kazano mi się zgłosić w odpowiednim terminie, co też uczyniłam. I za każdym razem jestem pierwszym, albo drugim pacjentem ( przykładnie się stawiam, co mnie mają opieprzać?), choć akurat ta przychodnia specjalistyczna obsługuje naprawdę duży teren.

Gdzie się podziali pacjenci onkologiczni? Myślałam, że ten brak - to tylko w mojej przychodni, ostatecznie w środeczku Polski, gdzie pacjent typu "człowiek borowy" ma daleko do POZ, za to przychodni specjalistycznych pełno. Tą "moją" akurat ludzie jakoś lubią.

Do napisania notki skłoniło mnie coś, co usłyszałam, mniej - więcej przed południem, w radiowej jedynce. Miałam nagły wyjazd, ubierałam się pośpiesznie, w radiu (zawsze włączonym) usłyszałam fragment rozmowy o tym, że "pacjentów onkologicznych...nie ma"! Ale musiałam wyjechać zaraz, ktoś na mnie czekał, więc nie miałam czasu zasiąść - i posłuchać, o co biega. Jednak co dotarło - to dotarło.

Takich rozmów ze słuchaczami stacje nie publikują na stronce, więc tego nie odszukam. Już próbowałam.

Zdaję sobie sprawę, czym jest nowotwór, umierały na to trzy osoby z moich najbliższych i nie była to lekka śmierć. Lekceważę swój "nowy nabytek", bo tak, czy siak - jestem pacjentem nieuleczalnym, chociaż z innej półki.

Jednak moje doświadczenie "organoleptyczne" mówi mi to samo - pod drzwiami onkologa jest pusto!
Gdzie więc podziali się pacjenci?

Żeby nie było: już raz zaliczałam wizytę u onkologa. W nieszczęsnych Gliwicach, podobno najbardziej "biorącej" klinice w Polsce. Do samej tylko rejestracji czekałam sześć godzin, obok pani z Krakowa i drugiej - ze Szczecina, choć oczywiście najpierw udałam się do prywatnego gabinetu. Oczywiście w nadziei, że "przeskoczę" koszmarne kolejki.

Nie przeskoczyłam. Musiałam się jednak zarejestrować - i właśnie to trwało te sześć godzin. Potem było już "z górki".
W każdym razie w klinice kłębiły się dzikie tłumy.

Acha, trafiłam wtedy do innego ( niż ten prywatny) lekarza, wizyta trwała dwie minuty, ten "mój" powinien postawić taką samą diagnozę - "do gabinetu zabiegowego, nie zawracać głowy". Był starym, doświadczonym repem - i pojęcia nie mam, po co mnie wkręcił w ten dziki tłum. Głównie chodzi mi o to, że pacjentów onkologicznych było tam stanowczo w nadmiarze. A teraz - nie ma...

Mam prośbę: może mi ktoś wytłumaczy - co to za historie z tym słynnym pakietem onkologicznym, jeśli u "podstawowego" specjalisty jest pusto? Jak to jest, że w radiu gadają, że pacjenci z nowotworem wyparowali? A jak nagle wyzdrowieli - to po co exstra - pakiety? Gdzie tu jest hak?

 I w ogóle - może ja robię coś głupiego, karnie stawiając się w normalnej poradni specjalistycznej? Może ci "brakujący" pacjenci załatwiają to jakoś inaczej?
Nie, żeby mi specjalnie zależało - ale nie lubię wychodzić na durnia. Proszę traktować pytanie serio!

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka