Niedawno napisałam u Animeli, że Duda raczej wygra te wybory. „Raczej” – bo w dalszym ciągu kampanie PiS mnie akurat nie zachwycają: wciąż to jest kampania jednej partii, niekoniecznie przez wszystkich ukochanej. Powinna być kampanią Polaków, wszystkich – od „mohera” po tych, których na lodzie zostawiła SLD, ale także „Solidarność” po swojej przedziwnej metamorfozie. No, było – jak było, jest – jak jest.
Pozostaje się cieszyć, że Polska się przebudziła z letargu, co jest sprawą absolutnie najważniejszą.
Dziś powiedziałabym, że z Dudy jestem dumna: powiedział wszystko, co należało, zachował się po rycersku wobec innych kandydatów opozycji mówiąc, że każdy z nich działał dla Polski, choć według różnych wyobrażeń. Jakoś sądzę, że Andrzej Duda naprawdę tak myśli. Cóż, wyszedł ze szkoły Lecha Kaczyńskiego, który nawet Donaldowi przypisywał „prywatną uczciwość”(sic!)
Oczywiście cieszę się niezmiernie. Nie sądzę, żeby najbardziej nawet lotny ( hmm…) think tank platformerski zdołał wymyśleć jakiś przekręt, aby „strażnik żyrandola” jeszcze trochę „pocieciował” w Pałacu. Ale zawsze pozostają w odwodzie przysłowiowe już „ruskie serwery”. Pod sankcją topora nie odważyłabym się zeznać, że nie zostaną użyte…
Oczywiście cieszę się również z tego, że Kukiz odebrał „strażnikowi” mnóstwo głosów – ale tu mi trochę zgrzyta. Rozumiem emocje po ogłoszeniu wyników i - jednak - nadspodziewanym sukcesie, powiem więcej: uważam, że ktoś musiał wreszcie wywalić całą prawdę o mendiach, językiem ludzi z ulicy, bo niewątpliwie jest to ich głos. Pięknie zabrzmiało mi „Przysięgam, że nigdy was nie zdradzę. Przysięgam, że nikt mnie nie kupi”.
Ale kiedy już się tym nacieszyłam nagle zajarzyło mi jakimś déjà vu – już gdzieś słyszałam taką emocjonalną przemowę, o Polsce, Polakach, miłości i zaufaniu... Czyżby mi się wydawało, że Paweł Kukiz był honorowym członkiem komitetu poparcia tamtego, niesławnej pamięci, kandydata? Tym samym – za czymś się wtedy opowiedział… A może – przeciwko czemuś.
Nie, nie porównuję tych dwu postaci. Wierzę, że Kukiz jest wychowany w polskiej, kresowej patriotycznej rodzinie, a jego wcześniejsze zagrywki były wyrazem takich samych emocji,jakich doświadcza teraz. Że był świadkiem historii, coś przemyślał…
I niech się to lepiej spełni.
To by było na tyle. Radujmy się.



Komentarze
Pokaż komentarze