Chersoń (miasto na południu Ukrainy) od ponad miesiąca znajduje się pod pełną kontrolą rosyjskiego wojska. Nie ma tam aktywnych walk, zamiast tego okupanci stosują "cichy terror" wobec mieszkańców.
Miasto zostało odcięte od dostępu do ukraińskich mediów oraz zakazane zostały media niedopisujące się do kremlowskiej propagandy. Okresowo znika połączenie komórkowe, a rozmowy telefoniczne według mieszkańców są podsłuchiwane. W ostatnich dniach rosyjskie wojsko zaczęło przychodzić do mieszkań obywateli "z wizytą", czytać smsy osobiste i prowadzić "rozmowy wyjaśniające". Mieszkańcy Chersonia, którzy nie zamierzają współpracować z reżimem, coraz częściej nagle znikają.
"Wyłączone mamy nadawanie ukraińskich mediów, a zamiast nich nadają rosyjską "prawdę". Oni (rosyjskie wojsko - red.) chcą, aby wydawało się, że nikt tutaj nie jest przeciwko (ich porządkom - red.), że wszyscy są zadowoleni. A ci, którzy się nie boją (wyrazić swój sprzeciw - red.), szukano ich potem we wszystkich portalach społecznościowych. Rosyjscy żołnierze przychodzą wcześnie rano, wyważają drzwi, wyciągają człowieka z łóżka i zabierają go. Kim są ci ludzie, dlaczego go zabrali, dokąd, na jakiej podstawie? Mają jeden argument – karabin. My nie mamy karabina, lecz wojskowy ma, więc ma rację zgodnie z ich logiką " - opowiedział Konstantyn Kosterny, miejscowy ochotnik.
Pomimo zastraszania i porwań mieszkańcy Chersonia nadal gromadzą się codziennie z nadzieją na pokazanie światu swojej niezgody wobec rosyjskiego reżimu. Wojsko brutalnie próbuje temu zapobiec. Wolontariusz Konstantyn Kosterny mówi, że okupanci rozpraszają manifestantów jak w Rosji, jakby zgodnie z instrukcją: najpierw oburzenie ludzi jest zagłuszane przez głośniki, po czym rozpoczyna się ostrzał.
"Z naszego regionu chcą zrobić coś podobnego do DRL i ŁRL (samozwańcze i nieuznawane przez świat "republiki", utworzone w niektórych obszarach obwodów Donieckiego i Ługańskiego - red.). Żołnierze strzelają do protestujących, używają granatów łzawiących. Ale mogę powiedzieć, że to tak naprawdę im nie pomaga. W nocy nie ma wieców, ale słychać strzały i krzyki" - powiedziała Aleksandra, mieszkanka Chersonia.

Na tym zdjęciu mieszkańcy Chersonia wyszli na ulice w proteście, skandując "Chersoń to Ukraina" i "Ukraina przede wszystkim". Pomimo strzałów oddanych w powietrze i gróźb, ludzie i tak skończyli marsz.

A to zdjęcie pokazuje wynik manifestacji, która została szybko rozproszona. Rosyjskie wojsko rzucało w protestujących granatami i strzelało gumowymi kulami. W rezultacie kilku emerytów zostało rannych, ale przetrwało.

Nagranie 1
W tym nagraniu poranek po masakrze z 2 marca. Ochotnicy wyjechali znaleźć rannych, natomiast znaleźli na chodnikach tylko ciała cywilów, chłopaków z obrony terytorialnej i rosyjskich żołnierzy.
"To miało miejsce na początku okupacji. Teraz ukrywamy się i organizujemy spontaniczne wiece w przypadkowych miejscach, aby żołnierze nie mieli możliwości ostrzeliwania nas" - dodał Konstantyn.
Mieszkanka Chersonia Wiktoria mówi, że przeciwko komuś wojsko używa broni i gazu łzawiącego, a ktoś jest po prostu złapany i pobity.
"Nie wiem, co jest gorsze: kiedy w twoim mieście są aktywne działania wojenne, ale wiesz, że przynajmniej próbują wypędzić stąd rosyjskie wojsko, lub gdy panuje całkowita cisza, ale miasto po prostu roi się od tych drani" - dodała Wiktoria.
W samym Chersoniu nie ma aktywnych działań wojennych, ale według mieszkańców toczą się poza miastem. Aleksandra mówi, że jest już przyzwyczajona do wybuchów, ponieważ słychać je prawie codziennie, szczególnie w nocy. Według dziewczyny Rosjanie ostrzelali z nieba centrum handlowo-rozrywkowe i lokalną fabrykę, w niektórych mieszkaniach szyby zostały wybite.

Na tym ujęciu największe centrum handlowe w Chersoniu płonie z powodu uderzenia rosyjskiego pocisku. Według Konstantyna w centrum handlowym znajdowało się zoo kontaktowe, więc ludzie ewakuowali zwierzęta pod groźbą śmierci.
Szczególnie na uderzenia cierpi wioska Czornobajewka. Za miesiąc wojny ukraińskie wojsko niszczyło rosyjski sprzęt 12 razy, który okupanci nadal przywożągo po zniszczeniach.

„Widzimy, jak nad naszymi głowami lecą pociski manewrujące. Śpimy w łazienkach i korytarzach z myślą o tym, że ta noc będzie ostatnia. Nasze ciche i pokojowe miasto, które widziało wojnę po raz ostatni pod czas II wojny światowej, teraz zmienia się w Bagdad” – zaznacza Konstantyn.
Nagranie 2
Ujęcia tego nagrania utrwalają moment uderzenia rosyjskiego pocisku w dom mieszkalny.


Na tych dwóch zdjęciach dom szwagierki Konstantyna po ostrzelaniu przez rosyjskie wojsko. Na zdjęciu widać, jak kule przeszły przez ściany i przebiły płótno obrazu. Według Konstantyna, po ostrzale znaleziono w domu około 15 pocisków i odłamków pocisków.
Ale jeśli zginiesz podczas ostrzału lub nalotu - jest to szybka śmierć, jeśli z głodu - bolesna i długotrwała. Mieszkańcy Chersonia twierdzą, że miasto nie jest już na skraju, lecz wewnątrz katastrofy humanitarnej. W aptekach nie ma już prawie żadnych leków. Nadal można kupić jedzenie, ale wybór nie jest duży. Są to głównie cebula, ziemniaki i buraki.
"Ludzie z wiosek naszego obwodu przywożą to, co kiedyś uprawiali na swoim podwórku i sprzedają. Ale za co kupić? Według nieoficjalnych danych około jedna trzecia ludności opuściła miasto. Ludzie nie mają gdzie pracować i nie mają za co kupować jedzenia", mówi Konstantyn.
Według Wiktorii, ceny na żywność prawie się podwoiły, a sklepy, które nadal mogą pracować, są zamykane w południe. Dziewczyna mówi, że ludzie rano starają się szybko kupić to, czego potrzebują i wrócić do domu, aby nie narazić się na niebezpieczeństwo.
„Ogromne kolejki absolutnie wszędzie tam, gdzie jest jedzenie lub pieniądze. Po godzinie 15:00 na ulicach można spotkać albo bardzo odważnych, albo ludzi, którzy stracili domy po ostrzale” – mówi Aleksandra.
Ukraińska pomoc humanitarna dla Chersonia nie jest wpuszczana przez rosyjskie wojsko, zamiast tego proponują swoje produkty. Aleksandra mówi, że na początku miejscowi odmówili, ale teraz wiele osób ją przyjmuje, ponieważ nie ma sposobu, aby otrzymać kolejne jedzenie.
„Dlaczego? Bo rosyjscy żołnierze chcą nam pokazać, że Ukraina o nas zapomniała, a Rosja wręcz przeciwnie dba, przywiozła darmowe banany” – tłumaczy Konstantyn.
Niemożliwe jest również otwarte wyjście z okupacji. Według Maryny (dziewczyna opuściła Chersoń przed rozpoczęciem wojny) jej przyjaciele i krewni nie mogą uciec, ponieważ drogi do Mikołajowa są blokowane przez rosyjskie wojsko.
"Oni (wojsko Federacji Rosyjskiej - red.) strzelają do samochodów. Drugą stroną jest Krym, więc nie można teraz wydostać się z miasta", mówi Maryna.
Konstantyn mówi, że jego siostra była w stanie opuścić miasto "tajnymi ścieżkami", po czym wyjechała za granicę.
Teraz życie w okupowanym Chersoniu zapewnia zespół wolontariuszy, którzy zbierają darowizny z całego świata i kupują żywność. Następnie rozwożą paczkę żywnościową pod adresy osób, które nie mogą się wyżywić.

W rzeczywistości całe miasto opiera się teraz na inicjatywie tych ludzi i tych, którzy wciąż nie milczą i w jakiś sposób się opierają. Nie mamy policji ani innych przedstawicieli prawa i porządku. W przeważającej części porządek w mieście opiera się na moralnych cechach jego mieszkańców" - powiedział Konstantyn.
Wolontariusz przyznaje, że są ludzie, którzy współpracują z rosyjskim wojskiem, ponieważ starają się z tego skorzystać. Ale tych, według mężczyzny, wciąż jest niewielu w mieście.


Komentarze
Pokaż komentarze