Czytając „Powstanie 44” Normana Daviesa postanowiłem podzielić się z Wami wnioskami wyciągniętymi z tego dzieła.
Jedyną siłą, która jeszcze może podjąć walkę i ciężką pracę dla ratowania Polski i Polaków, która jeszcze ma zaplecze i ludzi, jest NSZZ „Solidarność”.Ponieważ to ten ruch społeczny wyciągnął z komunistycznego niebytu prawdziwy obraz Armii Krajowej, ponieważ ten ruch społeczny wciąż podkreśla swoje chrześcijańskie korzenie. Żadna partia nie jest w stanie zrobić najmniejszego ruchu - zamotana w rozgrywki mające uchronić je przed utratą subwencji z budżetu.
Dzisiaj „Solidarność” i działacze związkowi powinni się czuć jak żołnierze Armii Krajowej. Bowiem do największych obciążeń psychicznych, jakie musiała znosić Armia Krajowa i jej zwolennicy, należało nieustanne oczernianie przez źródła sowieckie i komunistyczne. Sowieccy komentatorzy nie tylko nie chwalili osiągnięć AK w walce o sprawę aliantów, ale zaczęli szerzyć pogłoski, że Armia Krajowa jest „bezczynna”, „tchórzliwa” lub wręcz „proniemiecka”. W swoim entuzjazmie dla Związku Sowieckiego i jego zwycięstw w ich ślady szła bezmyślnie duża część prasy brytyjskiej i amerykańskiej. Z pozycji AK jedyna właściwa odpowiedź brzmiała: „Jeszcze im pokażemy!”
Polskojęzyczna, niemiecka prasa na każdym kroku umniejsza rolę NSZZ „Solidarność” w kształtowaniu polityki społecznej. Szydzi z działaczy, dokonuje prowokacji, aby ośmieszyć samą ideę solidarności międzyludzkiej, aby odwrócić pracowników plecami do siebie. Prowadzona przez „Solidarność” od wielu lat polityka prorodzinna jest deprecjonowana i kasowana. Nawet zajęcie Polski przez Unię Europejską zostało przez liberałów wykorzystane do ośmieszania „Solidarności”. To właśnie dzięki wszechobecnej propagandzie oraz postawie właścicieli miejsc pracy Polacy niechętnie organizują się w związki zawodowe. Działacze związkowi maja jednak broń, z której posiadania albo nie zdają sobie sprawy, albo nie wierzą w jej skuteczność.
W okupowanej przez Niemców Warszawie kwitło legalne, półlegalne i nielegalne życie kulturalne i kwitła oświata. Koncerty - wielkie i małe - przyczyniały się do podnoszenia morale. Bezrobotnych talentów było nieprzebrane mnóstwo. Miejscami ich występów były najczęściej kawiarnie i piwnice. Kiedy pewna „firma” zajmująca się przemytem broni postanowiła zapewnić rozrywkę swoim pracownikom, grali dla nich dwaj muzycy, Witold Lutosławski i Andrzej Panufnik, którzy później mieli zdobyć światową sławę.
Gdy jakiś naród cierpi, symbole jego tożsamości stają się sprawą życia i śmierci. Ludzie skłonni byli zaryzykować wszystko, żeby móc wymalować na murze czy transparencie kotwicę - znak Polski Walczącej, żeby pozrywać z domów tabliczki z niemieckimi nazwami ulic czy puścić na cały głos gramofon z zakazanym nagraniem Chopina. Zwykły drobny czyn - biała bluzka włożona do czerwonej spódnicy - stawał się niebezpiecznym aktem buntu. Odmowa używania języka niemieckiego czy jeszcze lepiej - mówienie po niemiecku z okropnym akcentem było patriotycznym obowiązkiem. Duch może się czasem uśmiechnąć nawet wtedy, gdy ciało tkwi spętane w okowach.
Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że - jak l kwietnia 1943 roku, w przeddzień zerwania przez Stalina stosunków z Polską, pisał „Biuletyn Informacyjny” Armii Krajowej - „Powstania Narodu nie można wywoływać co kwartał. Powstanie można wywołać tylko jeden - jedyny raz. I musi to być bezwarunkowo powstanie udane”. To jednak między tyranią a powstaniem trwa w miarę normalne życie i trzeba je wypełnić nie tylko chlebem, piwem i telewizją.
Jak już wspomniałem NSZZ „Solidarność” ma zaplecze i ludzi. Dlaczego więc, wiedząc o tym, że polska oświata eliminuje polskość, nie wykorzystać rzeszy świetnych emerytowanych nauczycieli do organizowania „tajnych kompletów” w siedzibach Zarządów Regionów i ich biur terenowych zachęcając młodzież do uczestnictwa w takich otwartych wykładach?
Dlaczego widząc, że sponsorowane przez liberalny biznes sceny są niedostępne dla zwykłego robotnika czy bezrobotnego nie wykorzystać młodych artystów i ich emerytowanych kolegów do zorganizowania kameralnych scen? Dlaczego wiedząc, że koncerty są już tylko dla tych, którzy mają pieniądze i samochód, nie pojechać do wiejskiej szkoły, która od ostatniej, pożal się Boże, reformy oświaty, stoi pusta?
Firmowanie takich działań dobrze znanym znakiem „Solidarność” przysporzy i sympatyków i członków i ducha w narodzie wskrzesi. A może, Bóg da, że na jakiś czas odciągnie ludzi od propagandowej papki sączącej się przez całą dobę z telewizora?
Komplety, popularne wykłady z historii, czy literatury, koncerty muzyki polskiej, sztuki polskich dramaturgów… za to dzisiaj nikt nie wywiezie do Oswięcimia, za to nikt nie zastrzeli pod murem Pawiaka, za to nikt nikogo nie pozbawi nawet wolności. Na co więc czekać? Na Godota?
Norman Davies, „Powstanie 44”, wyd. „Znak”, Kraków 2004, str: 254 i 276-277.
Część 1 jest pod adresemhttp://www.blogmedia24.pl/node/17099
Część 2 jest pod adresemhttp://www.blogmedia24.pl/node/17313
Całość umieściłem na blogu http://morsik.salon24.pl
a wcześniejsze artykuły na blogu http://morsik60.salon24.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (6)