23 obserwujących
22 notki
65k odsłon
  685   0

Era pancerników: jej wschód i zachód (1)

My Polacy kochamy wszelkiego rodzaju rocznice, niekoniecznie nawet okrągłe... No to warto wspomnieć o jednym ważnym wydarzeniu,  którego  rocznica, 74-ta, przypada własnie dziś -- czyli o zatopieniu "Bismarcka" przez brytyjska flotę. Dla nas tym bardziej ważna, że w całej tej akcji uczestniczył nasz niszczyciel "Piorun" dowodzony przez komandora (wtedy jeszcze komandora porucznika) Eugeniusza Pławskiego. "Piorun" podjął nawet wymianę ognia z superpancernikiem, co kolosowi nie mogło za bardzo zaszkodzić, ale miało ogromne symboliczne znaczenie!

Niedługo przed 20-tą rocznicę zatopienia "Bismarcka" powstał nawet film "Sink the Bismarck", nakręcany głównie w atelier, niestety -- a w 1961 roku amerykański piosenkarz, Johny Horton, zaśpiewąl "Sink the Bismarck" i to był przez jakiś czas przebój w USA i Wielkiej Brytanii.  Piosenka jest fajniejsza od filmu, przynajmniej dla mnie, bo jest dynamiczna, podczas gdy film jest nieco niemrawy -- piosenka jest na Youtube, film zresztą też, ale podaje tylko link do piosenki:

Tu jest link do wykonania na Youtube.

"Bismarck" został zatopiony, kiedy "era pancerników" chyliła sie już mocno ku zachodowi. Moim zdaniem, słońce dla niej zaszło ostatecznie w niecałe 4 lata później, 7-go kwietnia 1945, poniekąd dosłownie -- bo wtedy pogrążył sie w falach największy pancernik wszechczasów, "Yamato", a wraz z nim sztandar z wyobrażeniem słońca na nim.

Pomyslałem, ze może warto pokrótce przedstawić historie całej "ery pancerników", która trwała, według mnie, od swego wschodu do opisanego wyżej zachodu dokładnie 83 lata i miesiąc bez dwóch dni. Bo za wschód ery pancerników trzeba uznać wydarzenie, które miało miejsce podczas Wojny Secesyjnej na "Hampton Roads" w dniu 9 marca 1862. Bo wtedy po raz pierwszy w dziejach doszło do starcia dwóch pancerników.

Nazwa "Hamton Roads" mogłaby sugerować, że to raczej czołgi sie biły, a nie okrety -- ale jest ona myląca, bo w ten sposób nazwano drogę nie lądową, tylko wodną, przesmyk, przez który statki wydostają sie z rzeki James River w Stanie Virginia na wiekszy akwen, czyli Zatokę Chesapeake. Okręty Unii czychały tam na statki Konfederatów usiłujące przedrzeć sie przez blokadę, którą Yankesi nałożyli na Stany Południa. Wied do odblokowania blokady miał posłuzyć pancernik "Virginia", który Konfederaci sporządzili z niewykończonego kadłuba okrętu, który Flota USA budowała przed rozpoczeciem wojny i który miał sie nazywac "Merrimac".

Miał on, jak Pan Bóg przykazał, być drewnianym okrętem o napędzie żaglowo-parowym. Ale przebiegli Konfederaci zrezygnowali z żagli, a na pokładzie wybudowali ogromną nadbudówkę z pancernych płyt, nachylonych ku sobie. Pokład "Virginii" ledwo wystawał z wody -- tak, że jak to monstrum płynęło, to ktos mogłby pomysleć, ze to płynie porwana przez powódź ogromna stodoła, której tylko dach wznosi sie ponad fale.

"Virginia" miała jeszcze po staroświecku urządzoną artylerie, tzn po każdej stronie tego "dachu" było pięc ambrazur, z których strzelaly gładkolufowe armaty, sześć o klaibrze 229 mm i cztery mniejsze, a na dziobie i rufie było po jednym gwintowanym dziale na obrotowej podstawie. Głównie zatem "Virginia" miała strzelac "brołdsajdami", czyli salwami z wszystkich dział umieszczonych wzdłuz jednej burty. W ten sposób walczyły ze sobą okręty w epoce żaglowej, dwie "linie" płynęły w przeciwnych kierunkach i waliły do siebie brołdsajdami (stąd nazwa: "okręt liniowy", która sie utrzymała jeszcze przez prawie 100 lat po tym, jak taka metoda walki wyszła z mody).  Ponadto "Virginia" była wyposażona w ostrogę do taranowania. Napedzały ją dwie dychawiczne maszyny parowe, nadając zawrótną szybkosc cos 5 węzłów. Stery były jeszcze niezupełnie wykończone, zwrot o 180 stopni zabierał.... około 30 minut.

"Virginia" wypłyneła z James River 8-go marca i urządziła okropne kęsim-kęsim yankeskim okrętom, wzietym przez zaskoczenie -- dwa zatopiła, a jeszcze parę innych poważnie poturbowała. Nastanie ciemności przeszkodziło dopełnieniu mordu, miało to nastąpić nazajutrz.

Tymczasem, jak wstał nowy dzień, to ukazało sie dziwne zjawisko płynące w stronę "Virginii". Wygladało mniej więcej jak kapeć pływający po wodzie podeszwą do góry, na którym ktos postawił niewielka puszke od konserw. Pokład ledwo co wystawał nad wodę.

Był to "Monitor", opancerzone pływadło o nowatorskiej konstrukcji. Zbudowany w rekordowo krótkim czasie 101 dni po tym, jak yankescy szpiegowie donieśli, że Konfederaci montują jakąś pancerną konstrukcję na kadłubie "Merrimaca". Zbudowanie takiego dziwadła zaproponował US Navy urodzony w Szwecji inżynier o nazwisku Ericson, znany już uprzednio z upodobań do ekscentrycznych konstrukcji statków. Navy z wahaniem przystała i wyasygnowała Ericsonowi $100 000, ale z zastrzeżeniem, że jak jego wyrób nie spełni wymagań, to ma on te pieniądze zwrócić.

"Monitor" specjalnie wystawał ponad fale ledwo-ledwo, żeby trudniej było w niego trafić. Zaś ta "puszka" na pokładzie to była obrotowa wieża, w której siedziały dwa ogromne działa, o kalibrze 11 cali, czyli ok. 280 mm. Miotały pociski o wadze ok. 75 kg. Twór ten poruszał sie po wodzie ok. dwukrotnie szybciej, niż "Virginia" i zwroty robił bardzo sprawnie, tak, że w czasie walki, która się wywiazała, wielokrotnie opływał "Virginię" w kółko.

Walka zakończyła sie remisem po około dwoch godzinach i do wznowienia jej już nie doszło. "Monitor" był nieco poturbowany, "Virginia" też, ale pancerze na obu okrętach wytrzymały liczne trafienia. Nikt z obu załog nie zginał.

Floty Angli i Francji nieco wcześniej zaczęły eksperymenta z opancerzaniem okretów. W Stanach juz dwa miesiące wcześniej u Yankesów rozpoczął słuzbę taki okręt, ale był to pancernik rzeczny  na Missisipi (co wcale nie znaczy, że mały -- szerokośc Missisipi potrafiła miejscami dochodzić do dwóch mil!, te rzeczne pancerniki stamtąd potrafiły byc naprawdę ogromne).    ale bójka w Hampton Roads była ponoć pierwszą w dziejach walka pomiędzy dwoma opancerzonymi okrętami morskimi. To znaczy, teoretycznie to one były zdolne do wypływania na morze, "Monitor" to nawet przytruchtał droga do Hampton Roads drogą morską z miejsca swoich narodzin, czyli ze stoczni w Brooklynie -- ale oba pływac po morzu mogły tylko blisko brzegu i o ile fale, Boże broń, nie były za wysokie. Pomimo tych "niedociągnięć", dzień 9 marca 1862 należy jednak  uznać za "świt epoki pancerników ma morzach swiata".

W następnym odcinku będzie o pancernikach drewnianych, których sporo narobiono na początku XX wieku.

 

 

 

 

 

 


 

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura