Możesz
"Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, to w obu przypadkach masz rację" - Henry Ford
1 obserwujący
13 notek
6030 odsłon
872 odsłony

Zdzierżyć, że wszystko jest dobrze

A_Sun_Under_The_Cross, autor: Егор Журавлёв, źródło: https://bit.ly/2JoLS0S
A_Sun_Under_The_Cross, autor: Егор Журавлёв, źródło: https://bit.ly/2JoLS0S
Wykop Skomentuj2

Czasami najtrudniejsze jest wytrzymanie tego, że wszystko jest dobrze.

Zadziwiające, ale istnieje stan, w którym obiektywnie wszystko się układa: życie osobiste, zawodowe, naukowe. Jednocześnie im bardziej i im dłużej wszystko jest w porządku, tym większy towarzyszy temu niepokój.

Wielokrotnie sam doświadczyłem tego stanu, gdy zacząłem zdrowieć na terapii grupowej DDA. Na początku trudno było mi wychwycić przyczyny pogarszającego się cyklicznie nastroju. Niezrozumiały lęk, dziwna obawa, spadek mocy, drażliwość, a jednocześnie brak konkretnej zewnętrznej przyczyny, która mogłaby wskazywać na powody obniżonej wydolności.

Rozwiązanie zagadki pojawiło się zupełnie nieoczekiwanie podczas odpowiedzi na pytanie o to jak często mój rodzic przychodzi do domu nietrzeźwy? Po zastanowieniu wyliczyłem, że w przypadku mojego domu rodzinnego, w czasie, w którym w nim żyłem, w okresie poprzedzającym “wielką kumulację” - czyli tą faza picie, w której wymknęło się ono spod kontroli, było to mniej więcej ... Raz na kwartał. Czasem częściej, czasem rzadziej, ale średnio raz na trzy miesiące mój tato, wracał do domu “pod wpływem”. Były to dla mnie momenty bardzo silnego niepokoju o niego i o to, co to spowoduje w domu. Nic przyjemnego, o czym można by nazajutrz pożartować przy jajecznicy, czy z kolegami w klasie, albo podać jako usprawiedliwienie nieprzygotowania do lekcji.

Po co o tym piszę? Bo gdy odpowiadałem sobie na pytanie o częstotliwość picia ojca doznałem olśnienia! Zobaczyłem cykl 3 miesięcy w innych obszarach mojego życia. Swoista prawidłowość, że coś musi się schrzanić po tym czasie choćbym nie wiem jak tego nie chciał. W tym czasie moje wszystkie relacje z dziewczynami w tamtym okresie kończyły się średnio po trzech miesiącach. Co trzy miesiące dzieje się katastrofa w domu, a w moim życiu osobistym nic nie trwa dłużej niż trzy miesiące. Tu, trzy miesiące, tam trzy miesiące. To było to!

Od tamtego momentu coś zaczęło się zmieniać. Wtedy jeszcze bez wiedzy na temat działania umysłu ludzkiego wpadłem na to, że jest relacja między cyklicznym doświadczaniem silnego lęku w startowym okresie mojego życia, a tym, jak wyglądało moje życie w chwili, gdy żyłem już poza warunkami, które mnie ukształtowały. Mówiąc prościej: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. (Nigdy nie lubiłem tego przysłowia.)

Przyzwyczajenie ciała i umysłu do doświadczanie określonych, bardzo silnych emocji utrwaliło się do tego stopnia że w momencie, gdy opuściłem dom  rodzinny i warunki, które wywoływały te emocje, zaczynały się one uruchamiać bez zewnętrznych ku temu przesłanek. Umysł odtwarzał sobie warunki, w jakich się rozwijał. Tak długo, jak sobie tego nie uświadomiłem niszczyłem sobie relacje z partnerkami na własne życzenie. Przekonanie, pewność, że coś okropnego musi się koniecznie wydarzyć była wpisana w moje funkcjonowanie tak głęboko, że nawet jak wszystko się układało, sam to rujnowałem. Czy tego chciałem? Oczywiście, że nie! Dlaczego tak się działo? Bo do tego przyzwyczaił się mój umysł. Tego pragnął, tego łaknął. Rozkazywał: “Dawaj mi te emocje” i nie było zmiłuj. Gdy zbliżał się trzeci miesiąc emocje przybierały na sile, aż do spodziewanej tragedii, która jeśli nie następowała sam ją sobie serwowałem dla zgodności wewnętrznych przekonań. Po wszystkim czułem ulgę. Sytuacja, w której wszystko dobrze się układa była dla mnie nienormalna. Dla mnie było normalne, że raz kwartał coś musi się spieprzyć.

Umysł generuje te same emocje, do jakich się przyzwyczaił. Zrozumienie zjawiska, o którym piszę dało mi wolności i pozwoliło zbudować już ponad 10 letni związek. Przy okazji tej sprawy zrozumiałem coś bardzo ważnego. Zrozumiałem, z jak potężną siłą mam do czynienia. To jak jazda w bardzo głębokich koleinach. Trzeba naprawdę mocno szarpnąć kierownicą, aby się z nich wydobyć. Ile jest dzieci alkoholików, które się uzależniają lub wchodzą w relacje z osobami uzależnionymi? Ile jest ofiar przemocy, które same stają się przemocowe, albo wdają się w relacje z takimi osobami? Mamy XXI wiek, wiedza o tym jest dostępna, a to się dzieje cały czas w wielu domach naszym kraju i na świecie. Czy ktoś tego chce? Myślę, że nie chcą tego ani sprawcy, ani tym bardziej ofiary.

Doświadczenie długotrwałego przeżywania negatywnych emocji to potężna siła przed którą trzeba czuć respekt i tylko świadomość może zneutralizować jej oddziaływanie.


Zanim nie zacząłem przyglądać się skutkom dorastania w rodzinie z chorobą alkoholową, zadawać pytania, wymieniać doświadczeniami z innymi Dorosłymi Dziećmi Alkoholików z tzw “normalnych domów”, gdzie “wszędzie są problemy” nie miałem szańca do obrony. Byłem jak piórko na wietrze rzucane przez namiętności o nieznanych mi źródłach pochodzenia. Dopiero rozpoznanie tego mechanizmu, poinformowanie o tym cyklicznym stanie mojej partnerki, o tym co się we mnie wtedy dzieję i dlaczego pozwoliło uniknąć nieporozumień i zbudować trwałą relację. Moja dziewczyna wiedziała, że mój stan nie jest spowodowany jej zachowaniem, ale że bierze się ze mnie, ze środka z doświadczeń. Nauczyliśmy się rozpoznawać te momenty, nazywać i przeczekiwać. Wytrzymywać to, że wszystko jest dobrze i że to się nie musi kończyć. Aż minęło.

Jeżeli raz na jakiś czas coś się w Twoim życiu sypie, czujesz się źle, to może warto zadać sobie pytanie, czy Twoim życiu w przeszłości, działo się coś trudnego na co nie miałeś wpływu i co wydarzyło się w podobnych odstępach czasu. Zmierz się z tym z całą powagą. Nie szczędź sił i środków, aby się z tym rozprawić. To może być początek lat pracy, ale i początek nowego życia. Tylko tak podarujesz sobie sytuację, w której to twój świadomy wybór decyduje o kierunku twojego życia, a nie tajemnicza namiętność, której nie możesz nie ulec. Wybór należy do Ciebie.


Powyższy koncept nie jest ani prawdą, ani fałszem, nie jest ani dobry, ani zły, natomiast bierze się z mojego doświadczenia i praktyki.

Wpis powstał w ramach projektu "Możesz - skieruj myśli ku najlepszemu".

Zobacz inne wpisy na blogu "Możesz - skieruj myśli ku lepszemu".

Bądź na bieżąco, subskrybuj posty na facebook'u.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości