Znowu cwaniacka ekipa Ryżego knuje pod fałszywą falgą, narażając policjantów.
W Warszawie od pewnego czasu Policja otrzymywała fałszywe zgłoszenia dotyczące zagrożeń, stwarzanych rzekomo przez pracowników TV Republika.
W piątek, 15 maja, taki fejkowy alarm wskazywał na to, że w niebezpieczeństwie jest dziecko, znajdujące się w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, szefa Republiki.
Wjazd na kwadrat przeprowadziła załoga, która nie dość, że sponiewierała i skuła asystentkę redaktora, to jeszcze nie chciała w żaden sposób się przedstawić, ani ustnie, ani legitymując się, a do tego walczyła bez imienników. Jeden z kolegów miał tylko widoczne pagony - sierżanta, a drugi emblemat jednostki - Komisariat Policji w... Poczesnej, pod Częstochową.
Policjanci zachowywali się opryskliwie, nawet wtedy, gdy już stało się jasne, że zgłoszenie było fałszywe, a interwencja dotyczy całkowicie niewinnych osób. Działania były rejestrowane kamerami nasobnymi i przez właściciela mieszkania. Nagranie natychmiast trafiło do sieci.
Link - Nagranie wyknane przez Tomasza Sakiewicza
I jest afera, bo dla prawie każdego, kto się interesuje, jest oczywiste, że pomysł fałszywej fali zgłoszeń nie zrodził się w umyśle znudzonego żartownisia, tylko w jakiejś napoleońskiej głowie spod znaku smakoszy psów po kłodzku. Prawicowy internet, który poziomem sekciarstwa ani o krok nie ustępuje zombiakom głosującym na Ryżego, już medialnie linczuje funkcjonariuszy. Ich wizerunki, w zbliżeniu i w memach, opatrzone najgorszymi epitetami, masowo krążą wśród wzburzonego ludu. Lada moment ich personalia przenikną do sieci, a wtedy na celowniku kamienujących znajdą się także rodziny policjantów.
Co tam się stało? Skąd taka postawa funkcjonariuszy? Co na stołecznej interwencji robił częstochowski krawężnik? Co, wlepili mu patrol pieszy na Jasną Górę i biedak się zgubił?
HIPOTEZA
Prawdopodobnie było tak, że cwaniacy od Ryżego znaleźli kilku chętnych na wyjazd wśród słuchaczy policyjnej szkoły w Legionowie. To by tłumaczyło obecność kolegi z południa. Do tego jakiś resortowy stary chuj nawciskał im do głowy, że prawdziwi kozacy jeżdżą na takie działania bez identyfikatorów. Plus charakter zgłoszenia, wskazujący na zagrożenie dziecka. I charakter miejscówki, mieszkanie bardzo znanej osoby. Pani asystentka nie chciała ich wpuścić, więc od progu atmosfera była bardzo napięta i utrzymywała się jeszcze po tym, gdy wykluczono ewentualność zagrożenia dla dziecka - z braku dziecka.
Znowu nasi dali się wystawić. Podobnie było w czasie protestu rolników, gdy młody policjant został nagrany, jak rzuca kostką brukową w demonstrantów. Skąd kostka, chłopaku! Młody dostał po uszach, przełożeni się go wyparli, a stare chuje i ich zleceniodawcy, zacierali ręce.
I co teraz, koledzy? Co zrobicie? Jak chcecie z tego wybrnąć? Procedury zostały tutaj tak naciągnięte, że dla socjalmedialnej tłuszczy jeszcze długo będziecie głównymi złolami, u boku Żuriana i Kierwy. Ale przecież wy procedury znacie i wiedzieliście, że unikanie identyfikacji, to lipny koncept, a jednak daliście się namówić, przekonać, wrobić cwaniakom, którzy ani myślą stanąć w waszej obronie? Jak wam się to mogło spinać, że naruszacie przepis, a jednocześnie sami rejestrujecie swoją aktywność?
Morał jest taki, że jak wyruszasz tam, gdzie będziesz widoczny, to trzymaj się przepisu tak długo, jak tylko zdołasz. Bo gdy coś pójdzie nie tak, zostaniesz sam - pod morderczą presją, która może zrujnować życie.



Komentarze
Pokaż komentarze (30)